Komputer i urządzenia z nim związane są podstępnymi pożeraczami prądu. Nawet jeśli sądzisz, że zostały wyłączone, to zwykle tylko ci się wydaje.
Strumyczek wyciekający z portfela razem z kilowatogodzinami na liczniku zużycia energii nie jest, co prawda, szeroki, ale za to nieprzerwany. Nie musisz się na to godzić.
Analizę
zużycia energii przez system komputerowy warto rozpocząć od obejrzenia wyłącznika. Jeśli przypomina huśtawkę, z wyraźnie zaznaczonymi pozycjami włączenia i wyłączenia, to prawdopodobnie zasługuje na swoją nazwę. Taki rodzaj wyłącznika jest w większości zasilaczy komputerowych. Tyle, że pełni on tylko funkcję awaryjną. Zazwyczaj komputer uruchamia się przyciskiem. Taki kształt "wyłącznika" jest bardziej podejrzany. Zwykle kryje się za nim jakiś układ elektryczny, który zużywa drobną ilość
energii chociażby tylko po to, żeby móc włączyć resztę urządzenia.
Wyłączniki niewyłączające do końca wprowadzono w komputerach kilkanaście lat temu, wraz z pierwszą specyfikacją ATX. Chodziło w niej o umożliwienie zdalnego rozruchu na skutek otrzymania impulsu pochodzącego z sieci komputerowej, myszy albo klawiatury. To jedno z bardziej wydumanych rozwiązań i wiemy z doświadczenia, że jego możliwości są wykorzystywane niezmiernie rzadko. Ale problem, niedostrzegany w latach
taniej energii, pozostał do dnia dzisiejszego. Rozwiązać go nie możesz we własnym zakresie, ponieważ nie jest to przewidziane w systemie operacyjnym. Jest jeszcze gorzej, epidemia wyłączania na niby rozszerzyła się na inne urządzenia. Zasilacze awaryjne, osprzęt sieciowy, drukarki (najczęściej niewyłączane) i inne urządzenia pracują w taki właśnie sposób. One w mniej widoczny, ale równie dotkliwy sposób drenują kieszeń.
Polecamy:

Inteligetna listwa odcinająca zasilanie innym urządzeniom, jeśli komputer, podłączony do wyróżnionego gniazdka, zostanie wyłączony. Prawdziwy wyłącznik
Możliwość odcięcia od źródła energii niepotrzebnie czuwających części zestawu komputerowego pojawiła się dopiero niedawno. Zadbali o nią energetycy, konstruktorzy zasilaczy awaryjnych i oraz listew zasilających. Algorytm postępowania jest zadziwiająco prosty. Układ mierzy prąd przepływający przez jedno z gniazdek i jeśli jest on mniejszy od zadanej wartości, odcina dopływ energii do pozostałych.
Do gniazdka głównego należy podłączyć komputer, a do pozostałych resztę odbiorników, których bez komputera nie wykorzystujemy, np. osprzęt sieciowy. Tradycyjnie uważa się, że powinien on pracować bez przerwy, ale ta zasada obowiązuje raczej w rozwiązaniach profesjonalnych, a niekoniecznie w domu.
Celowe jest odłączenie takich urządzeń, których utrzymanie w niepotrzebnej gotowości polega na przykład na podgrzewaniu lampy w skanerze bądź systemu utrwalania w niektórych drukarkach laserowych. Energia jest zużywana na efekt krótkotrwały.
Pozostaje problem zaprogramowania takiego wyłącznika. Zwykle jest on zaopatrzony w przycisk, który uruchamiamy w momencie poboru przez komputer bądź inne urządzenie podłączone do głównego gniazdka jak najmniejszej ilości energii, np. bezpośrednio po uruchomieniu i zakończeniu procedury startowej. Już z tego opisu widać, że zakres prawdziwego wyłączenia, chociaż szerszy niż poprzednio, nie jest całkowity. Niezupełnie wyłączony komputer oraz listwa bądź zasilacz awaryjny, w którym musi pracować układ sterujący, zwykle pobierają prąd. W wypadku listwy firmy Acar zużycie na jej potrzeby wynosi 1,1 W.
Zasilacze awaryjne z tego rodzaju inteligencją pobierają więcej, np. niewielki APC Back-UPS RS 550VA z funkcją odcinania zużywa prawie 6 W. To niewiele, ale odcinane wartości też nie są gigantyczne. A więc warto przeliczyć, czy taka oszczędność naprawdę się opłaca.
Zagadki stanu gotowości

Korzystając z opcji zasilania w Panelu sterowania Windows, możesz znacznie zmniejszyć zużycie energii przez komputer.W ciągu nocnego czuwania komputer, który zapomniałeś wyłączyć, potrafi zużyć cały kilowat energii. W ciągu roku nazbiera się jej za 115 zł.
Jeśli odchodząc od komputera, wyłączysz monitor, a system automatycznie włączy wygaszacz ekranu i przejdzie w stan gotowości, też wiele nie zaoszczędzisz. Zużycie w tym trybie wynosi około 80 W. Z poprzedniej sumy odpadnie tylko jej czwarta część. Przypuśćmy, że instalacja domowa składa się z dwóch komputerów, monitorów wraz z jedną udostępnianą wzajemnie drukarką, ruterem i NAS-em. Na energię do utrzymania tego "gospodarstwa" przy życiu wydasz rocznie około 700 zł. Nawet jeśli będziesz przełączał urządzenia w tryb czuwania tak często, jak się tylko da, pozostanie do zapłacenia jakieś 400 zł.
Jeśli często przerywasz korzystanie z peceta w ciągu dnia, powinieneś uruchomić możliwość przełączania się systemu w stan mniejszego zużycia energii, zwany stanem wstrzymania (uśpienia). Przeznaczony do tego fragment oprogramowania znajduje się w opcjach zasilania, jednej z części panelu sterowania.
Rozwiązanie się komplikuje, kiedy chcesz jeszcze bardziej ograniczyć
zużycie energii. Większość współczesnych płyt głównych pozwala wybrać między dwoma stanami oszczędzania energii, zdefiniowanymi w specyfikacji Advanced Configuration and Power Interface (ACPI). Pierwszy z nich, S1, wprowadza komputer w stan gotowości "gorącej". Według specyfikacji ACPI, w tym stanie wszystkie urządzenia utrzymują kontakt z płytą, jednym słowem - pozostają włączone. To bardziej bezpieczny ze sposobów oczekiwania. Starsze karty rozszerzeń, które nie spełniają wszystkich wymagań ACPI, pozostając włączone, nie sprawiają problemów z przejściem w stan czynny. W drugim ze stanów, S3, komputer zasypia głębiej. Jednocześnie sprzęt i oprogramowanie muszą spełniać wyższe wymagania. Pod prądem pozostaje pamięć, więc nie jest konieczne przeładowanie systemu ani wcześniej otwartych aplikacji w czasie przywracania aktywności komputera, a sam powrót nie trwa dłużej niż ze stanu S1.
Te szczegóły nie wydają się szczególnie ciekawe, dopóki nie zajrzymy do wyników testów. W stanie S1 zasilany jest prawie cały system i poza zatrzymaniem procesora oszczędza się niewiele więcej. Komputer wprowadzony w ten stan dalej zużywa sporo energii. System z Core 2 Duo, który służył do testów, pobierał 100 W na biegu jałowym. Po wprowadzeniu w stan S1 zużycie spadało do 68 W. To nie koniec możliwości. Po zamianie w BIOS-ie opcji ACPI
Suspend Type z S1 na S3 testowy komputer można było wprowadzać w stan głębszej drzemki. Z 68 W w poprzednim stanie
zużycie energii spadło do zaledwie 8,5 W. Jednak jeżeli choć jedno z urządzeń lub kart pozszerzeń wmontowanych do płyty nie podniesie się po przejściu na S3, o jego stosowaniu możemy zapomnieć.