10. Pytanie

Z Janem i Juliuszem Machulskim rozmawia Paweł Kamiński

Z Janem i Juliuszem Machulskim rozmawia Paweł Kamiński

1. Czy w kulturze popularnej jest miejsce dla autorytetu?

Jan M.

Oczywiście jest miejsce. Na pewno ludzie bardzo popularni mogliby być takimi autorytetami. Aktorzy, na przykład, bo łatwiej słuchać kogoś uwielbianego. Byle był uwielbiany zasłużenie, dlatego że jest dobry, a nie dlatego że pokazał się w jakimś serialu.

Juliusz M.

Autorytetem jest mistrz kultury popularnej. Uważam, że tak, jest miejsce, a jeżeli autorytetem nazwiemy pewnego rodzaju umiejętności i rzemiosło ludzi, którzy robią kino, a umieją robić to najlepiej, jak np. Spielberg czy Scorsese - to dla mnie na pewno są autorytety.

To są dzisiejsze autorytety, kiedyś byli Lean i Kubrick. Dla mnie, generalnie punktem odniesienia jest pewnego rodzaju rzemiosło, które dziś trochę zanika. Mówi się, że wyobraźnia bez warsztatu dała nam sztukę współczesną i jest to też prawdziwe w odniesieniu do kina, z tym że, jeżeli ma się do powiedzenia coś rzeczywiście ciekawego, pobudzającego i zaskakującego, warsztat nie jest aż tak potrzebny. Aczkolwiek nie da się go przecenić.

2. Czy powszechność dostępu degeneruje kulturę?

Jan M.

Tak, bo to jest łatwizna i jak każda łatwizna bardzo ściąga w dół. Natychmiast chwyciliśmy gumę do żucia i coca-colę, a w Ameryce jest też miejsce na "przepraszam" i przytrzymanie drzwi wahadłowych, jeśli ktoś za mną idzie. My chwytamy to co najłatwiejsze. Nie tylko w kulturze, w obyczajach też nie wolno schodzić poniżej jakiegoś poziomu. Kultura naprawdę masowa zawsze będzie łatwa.

Juliusz M.

Nie. Telewizja, Internet to tylko narzędzia, których można nie używać lub jeśli ktoś ma ochotę, używać do woli. Internet jest tylko innym rodzajem telefonu. Ja pozytywnie oceniam wszystkie wynalazki. Wydaje mi się, że nie ma jakościowych znaczeń. To rzecz, o której pisał McLuchan, o "napowietrznej wiosce globalnej". Sprawdza się to po trzydziestu przeszło latach. Skutkiem tego kultura stała się meblem, powiedzmy, bardziej użytkowym, a nie tylko do oglądania. To działa jak morfina - może koić ból, ale może też być narkotykiem. Trzeba wystrzegać się uzależnienia.

3. Czy ignorancja jest jeszcze możliwa?

Jan M.

Ignorancja jest i będzie. Znam wielu bardzo miłych ludzi, z banków na przykład, którzy nie mają pojęcia, kto to jest De Niro czy Szapołowska. To zdumiewające! Są, oczywiście, tacy, którzy nigdzie nie chodzą, może raz w życiu byli w teatrze. Mamy wiek specjalizacji - oto przyczyna.

Juliusz M.

To, że informacje są, nie znaczy jeszcze, że docierają. Dostępność do przekazu nie oznacza uczestnictwa w nim. Można być impregnowanym na informacje, można nie być ciekawym pewnych rzeczy, niestety. Sprawa tkwi w nas.


Zobacz również