ale swoją drogą zobaczcie jaka pomysłowość ludzi i jak się rozwijały "umysły". czasami marzło się po kilka godzin, bo akurat aparat z błędem stał na kompletnym wypiź.....jewie. sieci komputerowe w bloku ciągnęło się po rynnach i opierzeniach, a potem giercowało po nocach z kumplami. dzisiaj dostępność wszystkiego człowieka rozleniwiła, szczytem pomysłowości jest mieć nowego iphone wcześniej niż kolega i tyle...
Potwierdzam bardzo dobry artykuł. Kiedyś trochę się tym interesowałem i naprawdę było bardzo duże pole do popisu, ale cóż...świat się zmienił i polski phreak stoi z tego powodu że nie ma racji istnienia praktycznie. Scena rozwijała się bo nie było tego dostepu powszechnego dla wszystkich, a teraz? Teraz dzieci 3-4 letnie mają komputer z internetem, telefony komórkowe ,...itd.
230V?
to co opisał ten koles to potrfił kazdy w tamtych czasach ,takie numerki robiły dzieci .i jesli wy to nazywacie hakerowaniem to ja jestem chinski mandaryn ,to ja który nie ma pojecia o hakerowniu za pomoca t28 dzwoniłem zadarmo wybierajac tonowo numer w telefonie na zetony i to pokazaała mi dziewczyna ktora czesto dzwoniła do egiptu hahahahahah
sposoby znane ,itak Phreakerzy? płacili dole konserwatorom aparatów wrzutowych by przymykali oko i liczniki się zgadzały bo inaczej aparat był włączony inici zbiznesu
Brawo..brawo..brawo....świetna robota. Bardzo miło się czytało. Gratuluje autorowi.
Zapewne ze względu na objętość artykułu autor nie wymienił jeszcze jednej, bardzo popularnej metody na automaty wrzutowe. A mianowicie odpowiednio wygiętej łyżki, czy miedzianej bransoletki, które to należało wepchnąć w otwór wylotowy żetonów, skierować na lewo i nabijać sobie impulsy. Sposób ten pokazał mi pewien (obecnie już inżynier) z Bułgarii, ale wiem , że również koledzy a państw afrykańskich dzwonili całkiem za darmo, tylko musieli szybciej "klikać". Pozdrawiam.
re: vbn pamietam kino moskwa, ale tam nie bylo telefonu. telefon mial tylko soltys Kociej Wulki gdzie stalo to kino. bo oczywiscie mowimy o tym samym miejscu :)
dzięki za możliwość doboru czcionki i ciekawy materiał
Wspaniałe czasy, w blokowisku w roku 91 na ostatnim piętrze wprowadził się drobny pijaczek i hazardzista, posiadałem wtedy modem 1200, wiec skok do piwnicy do skrzynki, dwa przewody tu i tam i już na konto "wroga ludu" jechało się po BBS''ach po świecie. Piękne czasy i niepowtarzalne.
Ach, to były czasy :)
a i owszem, byly tez pewne instytucje z bbs-ami (a cio to? ;) na ktore ktos sprytny wgral jakis skrypt oddzwaniajacy i po zadzwonieniu oraz wpisaniu nru zwrotnego automacik oddzwanial i mozna bylo siedziec na necie godzinami :) pamietam tez patent z wchodzeniem na centralki firmowe jedną linią i wychodzeniu inną w świat :) tyle ze to czysto dla sportu bo zbyt wielu znajomych za granica sie nie mialo
Z tymi Automatami to prawda..kiedys bawilem sie w takie rzeczy,0-800...czekalme 16 lub 18 sygnalow,.potem wciskalem 5 i nr , dzwonilem niby za darmo , ale podobno placil odbierajacy...a rozmawiac moznabylo przez poltorej minuty, do tego jednogroszowe monety wkladane do automatu , ze dalo sie wlozyc karte ale juz nie wychodzia.ehh te czasy :P
""@Macs - poczytaj sobie historię Kevina Mitnicka. Prawie wszyscy hackerzy rozpoczynali jako phreakerzy... Jeśli dobrze wyczuwam styl i pomysł autora, to będzie ciąg dalszy..."" mam nadzieje ze bedzie, inaczej to byloby nie na temat :P
Z Niebieskiej Tepsy można było korzystać w Wawie zanim pojawiły się 7-miocyfrowe numery. Po prostu na wyświetlaczu nie mieściła się większa ilość cyferek. Pamiętam też telefon przy stacji kolejki na Gubałówkę, (żetonowa), która łączyła na cios z piąchy. Metoda niezbyt wyrafinowana i czasem bolesna, ale skuteczna. To był jakiś ''86 -''87 rok. Byłem tam z klasą w ferie zimowe - standardowa wycieczka szkolna. No może się mylę co do czasu, mam już prawie 4 dychy Pozdrawiam
To jest art o phreakerach a tytuł mówi o hackerach! Dlaczego nie wspomniano o prawdziwej hackersiej scenie, Lcamtuf & P0wer, Banan, zin #hackpl.. to byłby dopiero art...
as a co to za różnica czy kradniesz karty czy impulsy tepsie? ps.kard sie nie kradlo - ludzie je pozucali nie mogac wyjac :D
Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu można było oszukiwać automaty na kartę za pomocą telefonu komórkowego z wybieraniem tonowym. Nokia 3210 świetnie się do tego nadawała.
... do śrub zamocowanych do drewnianej drewnianej deski. Śruby też były drewniane?
@vbn "na karty tez sie przypychalo telefon - potem drut i ze 4 karty sie mialo " Nie o to chodziło żeby ukraść komuś kartę. Wielki phreaker z ciebie.
Prawdopodobnie pomysł studentów AGH - tzw. drabinka z taśmy klejącej na monecie 1zł. Działało to jeszcze w 2001 roku na niektóre automaty z colą. Później zmieniono konstrukcję, i moneta przyjmowana była normalnie. Problemem było to, że nie wiadomo było, kiedy drabinka się odklei i ile puszek zdoła się naputać. Rekordzista podobno wyciągnął za złotówkę 46 puszek.
A jaka frajdę się miało po znalezieniu usmażonego telefonu koło budki w akademiku ... Znać od razu że przepinanie kabli miało sens !
Bardzo fajny artykuł - chyba jeden z lepszych w Waszym serwisie, oby tak dalej!
Doskonały artykuł, oby takich więcej! Konkretne przykłady, opis rozwiązań... Przy niektórych fragmentach uśmiałem się do łez (studenci robiący własne żetony). Pomysłowość ludzka nie zna jednak granic :-)
ale bzdury z tymi zapalniczkami - w czolo sobie mozna bylo co najwyzej pstryknac - klasyk to albo grosze zamiast zetonow albo zetony na nitce na karty tez sie przypychalo telefon - potem drut i ze 4 karty sie mialo ps.pamieta ktos kino moskwa?byl tam telefon - wystarczylo go delikatnie klepnac w momencie wybierania numeru i nawet za granice mozna bylo dzwonic za free
he :P no bylo cos takiego jak.. podlaczanie/uzmiemianie do kaloryfera.. nigdy nie sprawdzalem czy to sciema czy dzialalo.. ale to byly czasy.. jak na miescie przez przypadek z kolega znalezlismy taki jeden wadliwy aparat ;) dalo sie dzwonic za darmo/wszedzie ale byl jeden minus.. kto nie slyszal co my mowimy, a my natomiast slyszelismy wszystko :D coz za szczeniackie zarty, no ale ubaw byl niezly ;d
bardzo dobry tekst, więcej takich wyróżnijących się z PAPki atakującej z każdej strony
niezły tekst
"Gdy phreaker amator zechciał podłączyć cokolwiek, najczęściej trafiał na 230V z sieci energetycznej." wtedy to było 220V (wiem że się czepiam)
@Macs - poczytaj sobie historię Kevina Mitnicka. Prawie wszyscy hackerzy rozpoczynali jako phreakerzy... Jeśli dobrze wyczuwam styl i pomysł autora, to będzie ciąg dalszy...
Przeciez Hacker i Phreaker to sa dwie rozne sprawy ! Phreakerzy byli w Polsce, w USA itd. To chyba jakis kiepski redaktor pisal, cos tam poczytal, ale pomylil pojecia hehe Pozdrowienia dla Detergenta :]
Dobry artykuł, uśmiałem się :) Przypomniało mi się, jak w latach 90-tych w akademiku do jednej ze studentek zadzwonił chłopak, z jakiegoś odległego miasta, z budki na monety. Automat się zaciął i nie oczekiwał kolejnych monet, i tak gadali parę godzin. Telefon był na klatce schodowej, i było trochę zimno siedzieć - to sąsiedzi przynieśli studentce kołdrę. A potem coś do jedzenia i do picia, bo szkoda im było zmarnować okazję i tak gadali i gadali... :D
@ Magnus. To swietny materiał, najlepsze co od dawna czytalem o polskiej scenie hack/phreak/itp - ale widze, ze autorowi i tak trzeba dla zasady dosrać, nie?
Polscy hakerze? Amerykanscy Phreakerzy? Moim zdaniem nazwa wlasna jest taka sama w obu krajach czyli Polscy phreakerzy i Amerykańscy phreakerzy. Prosze nie mylic pojec. Pozdrawiam Magnus

