Stereogramy - chyba tak to się nazywało, ale nie jestem pewien - tak się robi: dwa obiektywy na jednym filtr czerwony, na drugim filtr zielony, zdjęcia nakładasz na siebie i oglądasz w okularach z tymi samymi filtrami.
Sama zasada to nic nowego. Trójwymiarowe zdjęcia robiło się w ten sposób już kilkadziesiąt lat temu. Były dwa sposoby: urządzenie, które pozwalało odpowiednio przesunąć aparat, aby zrobic drugie zdjęcie (montowane na statywie) albo właśnie aparat z dwoma obiektywami. Nie pamiętam w tej chwili, kto takie produkował - chyba Leica. W zasadzie to nawet dziwne, że nikt do tej pory nie skunstruował takiego aparatu cyfrowego...
Czyli inaczej mówiąc, Fuji zapożyczyła pomysł z "konstrukcji" człowieka - oboje oczu widzi obraz lekko przesunięty względem siebie, następnie mózg nakłada oba obrazy na siebie tworząc złudzenie trójwymiarowości, po czym nasz organiczny procesor tak "obrabia" obraz, abyśmy orientowali się w głębi :) Mimo wszystko człowiek i tak widzi dwuwymiarowo (wystarczy patrzeć jednym okiem - traci się wtedy poczucie głębi), tylko nasze sprytne oprogramowanie nam pomaga "zobaczyć" rzeczywistość :D

