Kosztowne ekspertyzy w sprawie byłego posła oskarżonego o piractwo

Miesiąc temu Tomasz Szczypiński, były poseł PO i jednocześnie były wiceprezydent Krakowa, został oskarżony o piractwo komputerowe. Według prokuratury na sejmowym laptopie posiadał nielegalne oprogramowanie warte około 400 złotych. Krakowska prokuratura w trakcie dochodzenia na same ekspertyzy biegłych wydała blisko 10 tysięcy złotych.

W artykule Czy były poseł PO ściągał pirackie programy? pisaliśmy o sprawie Tomasza Szczypińskiego, byłego posła PO podejrzanego o posiadanie nielegalnego oprogramowania.

Według ustaleń prokuratury, oskarżony za pomocą programu bittorrent ściągnął z Internetu nielegalne oprogramowanie AutoMapa przeznaczone do nawigacji GPS< /a>. Ponadto były poseł posiadał program, który usuwał zabezpieczenia z aplikacji. Producent określił wartość AutoMapy na około 400 zł. Tymczasem na same eksperty sporządzone przez biegłych prokuratura wydała blisko 10 tysięcy złotych.

Zobacz również:

W trakcie śledztwa Tomasz Szczypiński nie przyznał się do winy. Twierdził, że nie wiedział, iż ściągnięte programy były nielegalne. Jednak prokurator nie uwierzył w jego tłumaczenie. Zaznaczył, że oskarżony w latach 1977-1992 pracował w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego jak i w spółce zajmującej się wdrażaniem wiedzy informatycznej, zatem musiał wiedzieć skąd pochodzi oprogramowanie na jego laptopie.

Ostateczne ustalenia prokuratury są następujące: poseł programu nie używał, a jedynie miał go na laptopie. AutoMapa była przeznaczona do palmtopów bądź komórek z modułem GPS. Tomasz Szczypiński podkreślił, że nawet jej nie zainstalował, a dodatkowo kilka miesięcy po ściągnięciu oprogramowania kupił jego legalną wersję z licencją. Jak podaje Gazeta Wyborcza, w myśl prawa autorskiego przestępstwem jest już samo posiadanie nielegalnego oprogramowania. Natomiast prokurator w akcie oskarżenia zaznaczył jednak, że "działanie było incydentalne, wartość szkody niewielka, a sam oskarżony zaniechał wykorzystania uzyskanego nielegalnie oprogramowania".

Po roku śledztwa były poseł nie zgodził się na warunkow umorzenie sprawy, bo to oznaczałoby przyznanie się do winy przy odstąpieniu od wymierzenia kary. Na ostateczne rozstrzygnięcia trzeba będzie zatem poczekać do końca procesu.