przecież co pewien czas ktoś próbuje zrobić z linuksiarzy członkow botnetu - widać jednak do takedownu kilkunastu serwerów ten 1% użytkowników 1% komputerów starcza z nadmiarem ;)
Czekam na kolejny artykuł Pana Długosza, omawiający przewagi bezpieczeństwa Windows i podający jako przykład tychże, że nikt z osób zaangażowanych w projekty Linuksowe nie walczył był do upadłego z robakiem. A, i jeszcze na plus Windy zaliczyć mozna, że parchaty botnet za dumny był, by Linuksa atakować :)
cóż. powodzenia. Twórcy malware są zawsze krok do przodu. Zamknięcie domen kontrolnych moze coś da - o ile tuż przed tym zamknięciem nie zostaną wydane polecenia aktualizacji botnetu. Na przykład do wersji wykorzystującej jedynie p2p. Jak miałaby wtedy wyglądać kontrola nad takim botnetem? Zaczynamy od tego, że część zainfekowanych (i niezaNATowanych) numerów IP znamy. Wysyłamy więc do nich polecenie "skanowania" zakresów IP odpowiednią ramką. jeżeli gdzieś istnieje wezeł botnetu - odpowie, a węzeł skanujący doda go do swojej listy. A co z zanatowanymi węzłami? wystarczy na chwilę przed wyłączeniem serwerów kontrolnych wydać polecenie skanowania obszaru / meldowania się u węzłów poza NATem. Po kilkunastu iteracjach skanowania - botnet jest odtworzony i jeszcze groźniejszy, bo każdy zainfekowany komputer może stać się serwerem kontrolnym. Mechanizm dość prosty dla nawet niezbyt rozgarniętego programisty. Na ile skuteczny? może kiedyś przetestuję w jakiejś modelowej sieci ;)

