Zauważyłem że niektórzy, mało obeznani z przeglądarkami, używają wyszukiwarki Google jako zakładki ulubione. Ustawiają google jako stronę domową, otwierają przeglądarkę i ..., nie wpisują w pasek adresu np alleg..., żeby potem wybrać z rozwijanej listy adres serwisu aukcyjngo, tylko wpisują to w pole wyszukiwania i potem klikają w wyszukany przez googla link. Myśle że w ten sposób google ma kilka, kilkanaście procent wejść więcej niż z samego wyszukiwania. Generalnie Google staje się synonimem całego internetu, niektórzy pewnie bez googla już nie umieją pruszać się po internecie, a nawet, jak przytoczyłem wyżej, korzystać z samej przeglądarki.
Jedynymi osobami na świecie, które modlą się o sukces Binga to szefowie Googla. Tylko wtedy Google nie zostanie podzielony. Według mnie to nieuchronny proces, który wcześniej czy później nastąpi. Google blokuje rozwój internetu i mam nadzieję, że świat w końcu uwolni się od tego groźnego monopolu.
Chciałem dodać stronę do Binga - oczywiście żadnej pomocnej wskazówki na stronie, wiec wpisałem odpowiednie słowa kluczowe w tymże Bingu. Po dwóch stronach się poddałem i poszukałem via Google - wynik był w pierwszej linijce :)
Gdy Bing (i inne narzędzia językowe Microsoftu) nauczą się polskiej fleksji, to wtedy być może będą do czegoś przydatne. Teraz to dno i metr mułu, lata świetlne za Google.
Nie mów, tadek, o Arabach z taką pogardą, bo sam lepiej językiem (i to ojczystym) od nich nie władasz. Śmieszny jesteś z tymi swoimi propagandowymi hasłami.
Bing ma wyszukiwanie semantyczne, co bardzo zachęca angielskojęzycznych do jej uzywania (zwykle znacznie lepsza trafność zamiast googlowego zalewu śmieciami po reklamówkach). Dla róznych arabów czy innych słaboangielskich rezydentów WielkiejBrytanii często jest to poza ich zasięgiem (z powodu poziomu znajomości języka lub szukania po swoich stronach nieangielskojęzycznych). W innych krajach bywa jeszcze gorzej z w/w powodów.