Przed przyłączeniem komputera do Sieci użytkownik będzie musiał zainstalować na nim oprogramowanie antywirusowe - w przeciwnym razie dostęp nie zostanie mu przyznany. To jedna z propozycji na walkę z cyberprzestępczością, przedłożona przez komisję ds. komunikacji, działającą przy australijskim parlamencie.
IDG.pl — Jak informuje portal news.com.au, wspomniana komisja wydała właśnie 260-stronicowy raport dotyczący bezpieczeństwa w Internecie, będący efektem trwających rok analiz tej problematyki. Członkowie komisji badali różne przykłady sieciowej przestępczości, w tym włamania (haking), oszustwa (phishing), złośliwe oprogramowanie i sieci botnet.
Komisja przedstawiła 34 propozycje zwiększenia poziomu ochrony Australijczyków przed działaniami cyberprzestępców. Wśród nich znalazły się m.in.:
- stworzenie działającej całodobowo linii pomocy (helpline) dla ofiar cyberprzestępstw;
- zmiany w prawie, zabraniające nieautoryzowanej instalacji oprogramowania;
- możliwość domagania się rekompensaty od firm, które wprowadziły na rynek produkty zawierające luki w zabezpieczeniach;
- wypracowanie "norm postępowania w e-bezpieczeństwie", precyzujących prawa i obowiązki dostawców i użytkowników Internetu.
Zgodnie ze wspomnianymi normami, dostawcy Internetu mieliby zapewniać klientom doradztwo w sprawach związanych z bezpieczeństwem, a klienci byliby zobowiązani do zainstalowania programu antywirusowego przed aktywacją połączenia z Siecią. W wypadku zainfekowania peceta złośliwym oprogramowaniem provider mógłby w ostateczności nawet zablokować klientowi dostęp do czasu całkowitego oczyszczenia komputera.
Ostatnia z przytoczonych opinii nie jest wcale odosobniona. Zdaniem Scotta Charneya, jednego z szefów Microsoftu komputery, które zostały zarażone złośliwym oprogramowaniem powinny być izolowane, żeby nie zarażać innych. Zająć się tym powinni właśnie dostawcy usług internetowych.
Ciekawe czy typki nie zapomnieli o Linuksie. P.S. Odcinanie od sieci za wirusa na kompie obowiązuje w SKOS PG, więc jeśli ktoś ma zamiar zamieszkać w akademikach PG powinien uważać na swojego kompa.
są rozwiązania dla Linucha, i owszem... Zadaje sobie tylko pytanie w jakiej epoce zatrzymali się włodarze krainy z Antypodów skoro nawet producenci oprogramowania AV są zdania, że rozwiązania oparte na skanowaniu plików i porównywania ich z sygnaturami znanych wirusów powoli zaczyna zawodzić. I tu rodzi się pytanie zasadnicze - jakiego producenta oprogramowanie będzie najmilej widziane w oczach władz Australii i ile forsy dostała osoba lobbująca za takim rozwiązaniem :)
@dareczek, przecież antywirus na Linuksa to nie problem. Panda i inni od dawna straszą nas bóg wie jakimi zagrożeniami mówiąc że mogą się pojawić. Jak ich nie było tak ich nie ma ale akcja odnosi skutek bo parę razy na różnych forach trafiłem pytanie czy do Ubuntu czy OpenSUSE należy instalować antywirusa i firewall jak w Windowsie. Ludzie nie wiedzą że jest iptables a antywirus na dzień dzisiejszy jest zbędny. Jednak w najgorszym wypadku Australijczycy korzystający z Linuksa zainstalują sobie jakieś rozwiązanie serwerowe. Są szeroko wykorzystywane np w serwerach pocztowych gdzie skanuje się załączniki ze względu na to że użytkownicy lubią między sobą roznosić różne syfy. I mała poprawka do tekstu. Mówi się o tym bardzo często. KOMPUTERA NIE MOŻNA ZAINFEKOWAĆ. Zainfekować można system operacyjny. Druga sprawa jest taka że blokowanie dostępu do sieci w wypadku zainfekowania Windowsa (który coś rozsyła, skanuje lub robi cokolwiek innego generującego duży i niepotrzebny ruch) mniejsi dostawcy wysyłają powiadomienia do klienta o zaistniałym problemie a w wypadku braku reakcji albo mocno ograniczają mu łącze albo odcinają. Jest to niestety problem dla dużych dostawców. Windows tak łatwo i przyjemnie się infekuje syfem że w Polsce co trzeci komputer z tym systemem jest zainfekowany wg statystyk (największy kłamca więc traktujcie te dane z dystansem). Także zapanowanie nad tyloma szkodliwymi klientami u dużego dostawcy nie jest łatwe.
Dwa pytania 1) Jak chcą wyskanować, czy jest antywirka? 2) Jak user ma ją pobrać, jak nie dostanie dostępu? Pytanie pomocnicze - a co z dystrybucjami livecd, na których fizyczną niemożliwością jest, by coś popsuć?
Wesoły: znam przypadki zainfekowania komputera. Podmieniany był bios w taki sposób, że po włączeniu, dysk lub RAM się przegrzewały lub chociaż nie dawały sobie takie komputerki zainstalować/przeinstalować systemu operacyjnego ani uruchomić systemu zainstalowanego na identycznym innym komputerze (po przeniesieniu dysku) i nie miało znaczenia jakiego systemu. Zapewne teraz tego się już nie spotyka - nie infekuje się dla "sportu" ale dla zysku. Jedyny słuszny system ma ponadto przez urzędników narzucone poprawnościowe (wg nich) ograniczenia co do wyżej wspominanych spraw (i inne też), mające umożliwić chociaż jakąkolwiek egzystencję jego konkurentom na koszt reszty.
@tad, bardzo niedobrzy Ci urzędnicy. Zabronili dozbrojenia jedynego słusznego systemu w skuteczne mechanizmy zapobiegające jego zawirusowaniu. Przymykają za to oko na wszelkie protezy które utrudniają życie zwykłemu userowi choć z założenia mają utrudnić złą robotę wszelkiej maści hakerce. I bądź tu monopolistą jak wszyscy rzucają takie kłody pod nogi.
85.222, infekcje biosu czy rootkity to już wyższa szkoła jazdy i problem jest na prawdę znikomy. No i komputer się tu nie infekuje nadal. Druga sprawa to to jak mówisz - nie infekuje się w dzisiejszych czasach systemów operacyjnych dla sportu. Dzisiaj ludzie w sieci robią wszystko. Od kontaktów ze znajomymi po operacje bankowe. Żal tego nie wykorzystać. Dodatkowo wirus w biosie czy rootkit na ogół jest bazą wypadową dla innego oprogramowania. Ten pierwszy najczęściej pilnuje by nawet format dysku nie pomógł a ten drugi by antywirus oślepł. @Molot, sprawa jest prosta. Antywirus będzie trojanem rządowym. Takie plany ma właśnie Australia chcąca na wzór chin kontrolować swoich obywateli. Pewnie skończy się jak z aplikacją CHADOPI we Francji (tak, jest program do monitorowania robiący jeden wielki francuski rządowy botnet, całe szczęście instalacje go jest dobrowolna) która była tak dziurawa i marnie napisana że zaraz ją załatwiono. Ciekawe ile jeszcze miliardów wyrzucą politycy w błoto zanim się zorientują że albo całkowicie zniszczą sieć albo będą musieli ją zostawić w spokoju. Bo kontrolowanie tego będzie niezmiernie trudne. A żal by było patrzeć na czasy gdy ponownie jak za czasów komuny obywatele będą musieli wypuszczać potajemnie prasę na bibułce.
Albo bardzo niedokładna relacja, albo zrywający kask z głowy, nieprawdopodobny i egzystujący poza wszelką logiką australijski potencjalny bubel prawny... To co pierwsze przychodzi na myśl czytając takie rewelacje, to jakieś specjalne aplikacje (i działające tylko pod Windows) do kontroli "użyszkodnika" internetu. Ale o dziwo to nawet w Chinach nie wyszło.
83.11.212.207: jednak bios bardziej należy do komputera niz do systemu operacyjnego, który juz praktycznie po starcie z niego nie korzysta. To, że takie uskadzanie niektórych biosów mogły przegrzać RAM lub dusk twardy na trwałe (tym samym zepsuć) lub uniemożliwić zbutowanie jakiegokolwiek sytemu to jest właśnie zarażenie komputera.