Oto komunikat z przyszłości. Już niedługo urządzenia elektroniczne będziemy ładować sami - podczas spaceru, przebieżki lub wchodząc po schodach.
Jeśli coś jest bezprzewodowe, to działa na baterii. Tak przynajmniej wydaje się większości użytkowników telefonów komórkowych, notebooków i elektronicznych zegarków. Czy jednak na pewno ładowarka musi zajmować dodatkowe miejsce w walizce?
Jak donosi Slashnext ("
Battery low? Go for a walk!"), powyższą tezę naukowcy zakwestionowali już w czasach, gdy bezprzewodowa technologia nie była szeroko dostępna. Thad Starner, profesor z MIT, już piętnaście lat temu uznał, że ludzkie ciało może być potraktowane jak generator i wyliczył energię, jaką produkujemy wykonując zwykłe czynności.
Zaskakującą ilość energii (5-8 W) można uzyskać podczas szybkiego marszu, który w żaden dodatkowy sposób nie obciąża użytkownika. W następstwie tych badań prof. Starnera, brytyjska firma
InStep NanoPower opracowała rewolucyjny sposób na wykorzystanie tej energii. Specjalistyczne wkładki do butów miałyby zmienić energię mechaniczną na elektryczną z pomocą mikropłynu, którego składników nie zdradzili na razie twórcy projektu.
Technologia jest jak dotąd w fazie rozwojowej. Wiadomo jednak, że użytkownik musiałby z pomocą przewodu połączyć but z ładowanym urządzeniem.
***
Nie jest to pierwszy eksperyment, służący wykorzystaniu energii, którą zużywamy podczas zwykłych czynności. Jednym z pomysłów na wieczną baterię jest
zasilanie laptopa poprzez pisanie na klawiaturze.