Znaczna część krajów arabskich oraz islamskich uważa Izraela za największego wroga. Od lat trwa też konflikt z Palestyńczykami, którzy domagają się praw do ziemi przyznanych Izraelowi w 1948 roku, gdy odzyskał niepodległość. Od jakiegoś czasu walki izraelsko-arabskie zintensyfikowały się również w sieci.
Rok 2012 rozpoczął się od ataku hakera OxOmara pochodzącego z Arabii Saudyjskiej, który opublikował w internecie dane 20 tys. kart kredytowych należących do Izraelczyków. Wczoraj, 16 stycznia, doszło do kolejnego ataku. Jego ofiarami padły strony internetowe giełdy papierów wartościowych w Tel Awiwie oraz izraelskich linii lotniczych
El Al.
15 stycznia hakerzy poinformowali, że planują atak, a szykuje go propalestyńska grupa
Koszmar. Serwis
Wyborcza.pl donosi, że oprócz tego, włamano się na strony rządowe Azerbejdżanu, który jest sojusznikiem Izraela i zamieszczono na nich antyizraelskie hasła.
Palestyńska organizacja terrorystyczna Hamas pogratulowała hakerom.
Hamas nie tylko jest zadowolony z akcji hakerskich, ale zapowiada, że jest to dopiero początek wojny elektronicznej przeciwko
izraelskiej okupacji. Organizacja, której ostatecznym celem jest zniszczenie państwa Izrael, zachęca hakerów do kolejnych akcji na swojego wroga numer 1.
Czy można jednak mówić o
cyberwojnie? W pewnym sensie na pewno. Nie są to jeszcze działania na bardzo szeroką skalę, ale izraelscy hakerzy odpowiedzieli. W poniedziałek, 16 stycznia, haker Hannibal udostępnił dane 20 tys. arabskich użytkowników
Facebooka i groził dalszymi akcjami, a
Izrael ostrzega, że wszelkie akty agresji spotkają się z odwetem.