5 najbardziej absurdalnych pakietów DLC

Pakiety DLC (Downloadable Content) są klątwą naszych czasów. Dołączane do większości gier zawierają nierzadko elementy wycięte z "podstawki" specjalnie po to, by gracze zapłacili dodatkowe pieniądze. Jednak niektóre pomysły twórców zasługują na miano iście absurdalnych.

Zbroja dla konia

Listę otwieramy od Downloadable Content dla gry Oblivion, prosto ze stajni (dosłownie!) Bethesdy. Pamiętny pancerz dla konia, nie wnoszący do gry nic poza możliwością odziania wierzchowca, był prawdziwym szokiem. Nie dość, że DLC było małe, to nie oferowało praktycznie niczego konkretnego: żadnych zadań czy też nowych lokacji. Ale za to mogliśmy odziać naszego wierzchowca!

Wierny towarzysz mógł teraz chodzić za nami w zbroi, niczym rumak prawdziwego rycerza. Być może twórcy chcieli w tym momencie nawiązać do serii The Sims, Eye Pet czy też innego Tamagotchi, a sama zbroja miała być jedynie wstępem. Ciężko powiedzieć, bo produkt został bardzo chłodno przyjęty zarówno przez graczy, jak i przez krytyków na całym świecie.

Przypięto do niego łatkę zwykłego skoku na kasę. Co ciekawe, był on jednym z chętniej kupowanych dodatków do gry Oblivion. Może natura prawdziwego gracza gier fabularnych nie pozwala przejść obojętnie obok możliwości wyróżnienia swojego wierzchowca? Nie zmienia to jednak faktu, że DLC pod nazwą "Horse Armor" na zawsze zakorzeniło się w umysłach graczy jako synonim absurdu.

Alternatywne wyglądy

Czy stroje postaci towarzyszących głównemu bohaterowi w Mass Effect 2 już Ci się, drogi Graczu, znudziły? Nie martw się! Dzięki genialnemu posunięciu marketingowemu możesz je zmienić. Dzięki specjalnemu pakietowi możesz dodać po jednym nowym kostiumie dla trzech postaci. Ale to na pewno nie wystarczy. W związku z tym za kolejną drobną opłatą wzbogacono ofertę o stroje dla trzech kolejnych towarzyszy!

Teraz możesz bawić się w przebieranie bohaterów niczym w serii The Sims. Co prawda w Mass Effect 2 rzadko jest czas na podziwianie ubrań członków zespołu i wszystko sprowadza się do akcji, ale może jakiś miłośnik słynnego symulatora życia przez przypadek zabłądził i poczuł się Mass Effect rozczarowany? Być może chodziło tutaj o przybliżenie gry szerszemu gronu odbiorców i trafienie do osób, którym niekoniecznie spodobały się zastosowane w grze rozwiązania. Bo przecież nie był to zwykły skok na kasę, prawda?

Kosmos czeka!

Kosmos czeka w Fallout 3

Kosmos czeka w Fallout 3

Słońce świeciło tego dnia wyjątkowo jasno na postnuklearnych pustkowiach Fallout 3. Mutanci pochowali się do dziur, rabusie dali sobie spokój i sączyli lemoniadę w swoich kryjówkach - jednym słowem żyć, nie umierać. Ale co to? Czyżby statek kosmiczny? Oczywiście - jeden z ciekawszych kwiatków w uniwersum Fallout.

W końcu już w pierwszej i drugiej odsłonie mogliśmy napotkać nie tylko rozbite statki kosmiczne (Star Trek się kłania), roztrzaskane wieloryby (Autostopem przez galaktykę) czy też zwyczajnych obcych, którzy zalęgli się na pustkowiach. Jednak oślepiającego światła i wycieczki w kosmos połączonej z eksperymentami szarych ludzików nie uświadczyliśmy. W trzeciej odsłonie serii, a dokładniej w jednym z DLC jest inaczej.

Gatunki pozaziemskie pamiętają jednak o świecie zniszczonym wojną atomową i nadal polują na niczego nieświadomych ludzi! Tym razem jednak porywają samego Gracza, a to nie może się dla nich skończyć dobrze. Podróż w przestrzeń kosmiczną w realiach postapokaliptycznego świata serwowanego nam w Fallout jest jednak pomysłem wręcz absurdalnym. Tak, jak cały DLC o tytule Mothership Zeta wspaniale wpisujący się w fabułę gry.


Zobacz również