ACTA to przy tym "pikuś"! Zdrojewski... umywa ręce

Minister kultury, Bogdan Zdrojewski, miał zostać "depozytariuszem" porozumienia, na mocy którego prywatne firmy i organizacje mogłyby bez postanowienia sądu pozyskiwać od dostawców Internetu dane internautów podejrzewanych o naruszenie praw autorskich - możemy przeczytać w serwisie tvn24.pl. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zaprzeczyło, że było autorem kontrowersyjnego dokumentu.

Koalicja antypiracka

W sprawę kontrowersyjnego porozumienia ACTA, które według słów premiera Donalda Tuska nie zostanie ratyfikowane przez Polskę, głównym "zamieszanym" był minister kultury, Bogdan Zdrojewski. Został on znienawidzony przez część internautów, które to uczucie może się jeszcze bardziej pogłębić w związku z przypomnieniem przez serwis tvn24.pl kontrowersyjnego udziału w projekcie "Porozumienie o współpracy i wzajemnej pomocy w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym".

Dokument - kilka słów

Dokument ten powstawał od 2009 roku w ramach działającej przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Grupy Internet. Już podczas prac swoje zastrzeżenia przedstawiła Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) oraz Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska. Obie organizacje wycofały w końcu swoje poparcie dla nowej inicjatywy wystosowując wspólne oświadczenie:

"Stoimy niezmiennie na stanowisku, że wyręczenie organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości przez podmioty gospodarcze, takie jak firmy, które reprezentujemy, nie jest dobrą metodą walki z naruszeniami tych praw. W polskim systemie prawnym istnieją metody egzekucji tych praw i należy z nich korzystać".

Także Fundacja Panoptykon, która została założona w 2009 r., aby działać na rzecz ochrony praw człowieka w kontekście rozwoju "społeczeństwa nadzorowanego", miała spore obawy związane z zapewnieniem sygnatariuszy co do tego, że wszystkie działania oparte na porozumieniu będą odbywać się w granicach prawa. Zwracała przy tym uwagę przede wszystkim na ustawę o ochronie danych osobowych.

Artykuł w tvn24.pl

W opublikowanym na łamach serwisu tvn24.pl artykule przypomniano kilka faktów z prac nad dokumentem oraz mocno skrytykowano Bogdana Zdrojewskiego.

Zdaniem autora, zapisy w dokumencie pozwalały na to, aby organizacje zarządzające prawami autorskimi mogły żądać od dostawców Internetu wszelkich danych na temat internautów podejrzewanych o naruszenie praw autorskich. Najważniejsze jednak jest to, że przekazywanie wspomnianych danych miałoby się odbywać bez potrzeby uzyskania wymaganego obecnie orzeczenia sądu.

Autor artykułu zauważa ponadto, że kluczową rolę w opracowywaniu dokumentu odegrały prywatne firmy i instytucje oraz zwraca uwagę na fakt, że do prac nie zaproszono bardzo ważnej instytucji, czyli Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, Wojciecha Wiewiórowskiego. Dlaczego tak się stało, możemy się tylko domyślać...

Chcieli nasze dane, czy nie?

W październiku poprzedniego roku na łamach "Gazety Prawnej" ukazał się artykuł na temat "wprowadzanego "po cichu" porozumieniu, które zobowiązywało dostawców Internetu do podawania danych użytkowników udostępniających nielegalne pliki". Kilka dni później prezes Stowarzyszenia Wydawców Repropol Maciej Hoffman i koordynator ds. Europejskich Izby Wydawców Prasy Jacek Wojtaś wydali następujące oświadczenie:

"Jako uczestniczący w spotkaniach tzw. Grupy Internet, działającej przy MKiDN, której prace koncentrowały się ostatnio na stworzeniu Porozumienia o współpracy i wzajemnej pomocy w sprawie ochrony praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym, zmuszeni jesteśmy zaprotestować i zakwestionować rzetelność w/w artykułu. Niezgodne z prawdą jest stwierdzenie Pana Piotra Kowalczyka - prezesa zarządu związku Pracodawców Branży Internetowej IAB - jakoby w treści porozumienia pojawił się zapis, w którym operatorzy zobowiązują się przekazywać organizacjom zbiorowego zarządzania dostęp do treści przesyłanych przez internautów, w tym do informacji o użytkownikach".

Ich opinię podzieliło wówczas Ministerstwo Kultury.

Innego zdania był natomiast Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Gdy dowiedział się w końcu o projekcie napisał do Zdrojewskiego list, w którym w ostrych słowach wypowiedział się na temat dokumentu zwracając przede wszystkim uwagę na artykuł 31. Konstytucji, który mówi, że "ograniczenia wolności i praw człowieka można wprowadzać tylko ustawą, przyjętą przez parlament i podpisaną przez prezydenta." tvn24.pl twierdzi, że to właśnie w następstwie tego listu, prace nad porozumieniem zostały wstrzymane.

Co by się stało, gdyby porozumienie w przytaczanym przez tvn24.pl kształcie weszło w życie?

Zdaniem GIODO byłoby bardzo źle. Wprowadzenie porozumienia ingerowałoby bowiem w konstytucyjne prawa obywateli Polski będąc podstawą do stworzenia nieprzewidzianego prawem systemu informacyjnego dającego nieograniczony dostęp prywatnym firmom i organizacjom do naszych danych.

Wojciech Wiewiórowski przyznał nawet wprost, że prywatne firmy i organizacje pod ochronnym płaszczykiem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego mogły próbować obejść polskie prawo. Trudno się z nim nie zgodzić.

Ponadto, tvn24.pl przytoczył słowa mecenasa Robert Małecki, który twierdzi, że przygotowywany dokument był bardziej restrykcyjny od porozumienia ACTA, które dawało możliwość sądowej kontroli nad przekazywaniem danych osobowych.


Zobacz również