Aktorzy, których tu nie ma

Animowany film fabularny - brzmi bez sensu? Odkąd powstał Final Fantasy już nie.

Animowany film fabularny - brzmi bez sensu? Odkąd powstał Final Fantasy już nie.

Przełom w produkcji filmów zapowiadano już od dawna. Komputerowe postacie mają zastąpić prawdziwych aktorów z krwi i kości. Jednak żadna z dotychczasowych propozycji nie sprostała nowym możliwościom elektronicznej kreacji. Pytanie brzmi więc, czy Final Fantasy to jeszcze film animowany, bardzo realistyczny, jednak nadal animowany, czy już prawdziwy obraz, tyle że wygenerowany przez komputer?

W zeszłym roku na ekrany weszły dwa filmy, stworzone przy użyciu komputera. Są to jednak bardzo różne produkcje. Niezapomniany Shrek z założenia jest filmem animowanym i nie próbowano w nim wiernie naśladować rzeczywistości. Natomiast długo oczekiwany Final Fantasy reklamowano jako normalny film fabularny. Niestety, w przeciwieństwie do Shreka nie odniósł specjalnego sukcesu kasowego - ani w Polsce, ani na świecie. Kosztował blisko 140 mln USD, a w USA miał otwarcie na poziomie około 19 mln USD, jednak w ostatecznym rozliczeniu nie udało mu się zwrócić poniesionych nakładów. Ze względu na słabe wyniki finansowe trudno oczekiwać w najbliższym czasie kontynuacji podobnych projektów. Na razie na wyprodukowanie tego rodzaju filmu potrzeba ponad 100 mln USD.

Zawiodła mnie nieco jakość filmu. Jak przystało na materiał w pełni cyfrowy, obraz powinien być wręcz doskonały. Tymczasem można go ocenić najwyżej na nieco ponad średni. Główny zarzut to nie najlepsza ostrość oraz wyraźnie widoczne ziarno. Nie oznacza to jednak, że obraz jest słaby, po prostu nie jest tak doskonały, jak można się było spodziewać. Kolorystyka robi bardzo dobre wrażenie, szczególnie w drugiej części filmu, gdy bohaterowie trafiają do gniazda przybyszów. Obraz staje się wtedy prawdziwą feerią barw, której stworzenie było możliwe tylko za pomocą komputera. Trochę zaskakuje, że ma on dosyć niski stopień kompresji, nieprzekraczający w zasadzie 7 MB/s, za to często spadający poniżej 4-5 MB. Jest to spowodowane prawdopodobnie koniecznością umieszczenia oprócz właściwego filmu również jego drugiej wersji, o której za chwilę. Bardzo trudno stwierdzić, czy wpłynęło to na jakość filmu, gdyż nawet przy tak wysokim stopniu kompresji nie ma klasycznych problemów, takich jak pojawianie się kwadratów w dynamicznych scenach. Prawdopodobnie wyglądałby on lepiej przy kodowaniu na stałym poziomie 8 czy 9 MB, co byłoby przecież możliwe przy nieco ponadstuminutowym filmie, gdyby znalazł się na płycie sam, bez dodatkowych materiałów. Producenci zdecydowali jednak inaczej i w rezultacie otrzymaliśmy taką, a nie inną płytę z filmem.


Zobacz również