American Conquest

Tym razem do Ameryki wybierzesz się na czele awanturników i konkwistadorów żądnych sławy i indiańskich bogactw. Zdobędziesz kolonie i pokonasz rywali.

Tym razem do Ameryki wybierzesz się na czele awanturników i konkwistadorów żądnych sławy i indiańskich bogactw. Zdobędziesz kolonie i pokonasz rywali.

Świat kręci się coraz szybciej. Zdarza się, że gra w pół roku po premierze trafia do taniej serii wydawniczej, po czym zaczyna się ją nazywać klasyką. Naszym zdaniem, aby zyskać miano klasycznej, potrzeba trochę więcej niż hasła marketingowe. Całkiem niedawno, bo zaledwie pod koniec 2001 roku, ukazała się gra nieznanej wtedy ukraińskiej firmy GSC Game World. Cossacks: European Wars, bo o niej mowa, zdobyła sobie duże grono zwolenników. Powstały dodatki, a na sieci boje na wymęczonym wojnami Starym Kontynencie trwają po dziś dzień. Pozycję taką jak Cossacks można dzisiaj z powodzeniem nazwać klasyczną. Trwają pracę nad zainspirowaną dokonaniami Napoleona Bonaparte częścią drugą, a tymczasem na fali popularności jedynki powstał American Conquest.

Powrót do przeszłości

W czasie bitwy oddziały przyjmują różne szyki. Oto starcie Anglików i Francuzów, którzy, jak widać, bardzo się nie lubią.

W czasie bitwy oddziały przyjmują różne szyki. Oto starcie Anglików i Francuzów, którzy, jak widać, bardzo się nie lubią.

Na świecie nadal toczą się spory o to, kto zorganizował pierwszą wyprawę do Nowego Świata.

Ty jednak zaczynasz grę jako Krzysztof Kolumb finansowany przez koronę hiszpańską. Pierwsza misja rozpoczyna się w 1492 roku, kiedy odważny podróżnik ląduje na wyspie z garstką wojska. Następny widok to uciekający w popłochu Indianie. Musisz się osiedlić, doprowadzić do wzrostu populacji chłopów i ruszyć dalej. Początki są jak zwykle trudne.

Przedział czasowy

Na grę składa się osiem kampanii. W pierwszej wcielisz się w Kolumba. Następna opowiada o niszczycielskiej wyprawie Pizzaro oraz upadku Imperium Inków. Kolejne umożliwiają wzięcie udziału w walkach pomiędzy Anglikami i Francuzami o terytoria północnoamerykańskie, zmagania z kolonizatorami oraz uczestnictwo w wojnie Amerykanów o niepodległość. Niektóre z tych konfliktów będziesz mógł obejrzeć z obu stron. Jak widzisz, fabuła American Conquest obejmuje lata 1492-1813. Może to nie Civilization, ale i tak kawał czasu.

Sorry, Winnetou

Tak wygląda kolonialne miasto w późniejszej fazie rozbudowy.

Tak wygląda kolonialne miasto w późniejszej fazie rozbudowy.

Gra toczy się na obu kontynentach amerykańskich. W American Conquest występuje 12 grywalnych nacji. Miejscowi to Aztekowie, Inkowie, Majowie, Indianie Pueblo oraz znani z niezapomnianych książek Karola Maya Irokezi, Delawarowie, Huroni i Siuksowie. Na gościnne występy przyjeżdżają Anglicy, Francuzi i bogobojni Hiszpanie. Nową nacją powstałą w tym czasie są oczywiście Amerykanie. Każda z frakcji dysponuje innymi jednostkami, a architektura budynków różni się w zależności od ich kultury. Przykładowo, świątynie Majów to piramidy, natomiast miejsca kultu religijnego Hiszpanów to barokowe kościoły. Strony konfliktu mają również inne drzewka technologiczne.

Cieszą zróżnicowanie i dynamika misji. Pomijając polecenia typu zwiększ populację i znajdź surowce, zadania są całkiem ciekawe. Znajdziesz tu typowe dla RTS-ów podbijanie wrogich terytoriów i odpieranie ataków przeciwników. Rzadziej spotykane w tego typu grach są scenariusze polegające na eksploracji mapy albo znajdywaniu sojuszników.

Prawie zwykły RTS

Grając w American Conquest, początkowo poczujesz się jak w klasycznym RTS-ie. Jednak pierwsze wrażenie szybko minie. Tu nie wystarcza produkcja jednostek na skalę przemysłową i zasypywanie nimi przeciwnika. Każdy aspekt rozgrywki jest zbalansowany i ściśle związany z innym. Musisz dbać o opracowywanie nowych wynalazków. W grze występuje sześć rodzajów surowców. Jeżeli nie zadbasz o wyżywienie i opłacenie najemników, pożegnaj się ze zwycięstwem. Jednostki, które odniosły porażkę na polu walki, mają niższe morale, co powoduje, że pierzchają przy każdej niemal sposobności do ucieczki.

Z drugiej strony, żołnierze z wysokim współczynnikiem morale potrafią wytrzymać większe straty we własnych szeregach i nie cofnąć się o krok. Możliwe jest też zawieranie sojuszy. Wystarczy zjednać sobie indiańskie plemiona i już wróg ma kłopoty.

16 000 jednostek na mapie

American Conquest
W grach strategicznych najważniejszy aspekt rozgrywki to walka. Nie inaczej jest w American Conquest. W odróżnieniu od większości RTS-ów, możesz obejrzeć do 16 000 jednostek na mapie. Nie jest tak od samego początku gry, ale taka liczba chłopów walczących na śmierć i życie robi wrażenie. Jedyną wadą tak monumentalnych bitew są trudności ze sterowaniem. Specyfika interfejsu wymaga dokładnego nakierowania kursora na jednostkę, a w tłoku nie jest to łatwe. Do tego można dodać trudności związane z ukształtowaniem terenu oraz roślinnością. Szczęśliwie żołnierzy można grupować w oddziały.

Wysłużony silnik

Jakby to sformułować, aby nikogo nie urazić? Już Cossacks nie wyglądała dobrze, a trochę czasu minęło. American Conquest korzysta z tego samego silnika. Grafika nie razi po oczach, ale piękną nazwać jej nie można. Silnik jest w stanie wyświetlić dużą liczbę jednostek. Jednak aby w pełni cieszyć się grą, trzeba zmieniać opcje graficzne.

To co najlepsze

Jednym z powodów, dla których Kozacy spotkali się z tak owacyjnym przyjęciem, był więcej niż dobry tryb wieloosobowy. W American Conquest jest multiplayer obsługujący do siedmiu graczy. Twórcy dołączyli do gry edytor map, co niechybnie wydłuży żywotność opisywanego produktu.

Jak z amerykańskiej czytanki

Dzięki American Conquest przeniesiesz się w czasy wielkich odkryć geograficznych i będziesz mógł zmienić historię. Gra jest ciekawa i pozbawiona bezsensownych, a typowych dla RTS-ów rozwiązań. Moim skromnym zdaniem twórcy tym razem wyraźnie celowali w rynek amerykański. Tam młodzież niewiele wie o wojnach na Starym Kontynencie, a o walce o niepodległość USA uczy się już małe dzieci. Nam, Europejczykom, pozostaje czekać na drugą część Kozaków.

Marcin "Siwy" Pietrak


Zobacz również