Amerykańska produktywność: tymczasowa czy trwała

Gwałtowny wzrost produktywności w USA w ostatnich latach zaskoczył ekonomistów. Na ile okaże się on jednak trwały?

Federal Reserve Bank of San Fransisco opublikował artykuł Mary Day i Freda Furlonga "Gains in U.S. Productivity: Stopgap Measures or Lasting Change?" poświęcony zagadnieniom amerykańskiej produktywności (http://www.frbsf.org/publications/economics/letter/2005/el2005-05.html ).

Produktywność amerykańskiej gospodarki w ciągu ostatnich kilku lat zaskakiwała. W drugiej połowie lat 90. gwałtownie rosła w średnim tempie 3% rocznie, a więc dwukrotnie szybciej niż w poprzednich dwóch dekadach. Kolejnym zaskoczeniem był dalszy wzrost produktywności w latach recesji, która miała miała następnie miejsce. Nawet spowolnienie wzrostu produktywności (1,75%) w drugiej połowie ub. roku, nie przeszkodziło w utrzymaniu poziomu rocznej stopy wzrostu za lata 2001 - 2004 na poziomie 3,8%. To wynik wyjątkowo wysoki, za punkt odniesienia przyjmując standardy historyczne, to także wynik powyżej oczekiwań ekonomistów zakładających 2,5-proc. stopę wzrostu.

Badania pozwoliły już ustalić podstawy wzrostu produktywności z końca lat 90., ale czynniki odpowiedzialne za ostatnie wzrosty produktywności pozostają niejasne. Przyjmuje się niekiedy, że to opóźniony efekt poprzednich inwestycji kapitałowych i podniesienia wydajności środowiska pracy. Istnieje jednak możliwość, że znaczna część tych wzrostów wynika z podjętych środków i czynników o charakterze tymczasowym, dających tylko okresowe zwyżki produktywności. Jak przypominają autorzy, na przykład w okresie ostatniej recesji często można było usłyszeć o "ostrożności biznesu", która wynikała z niejasnej sytuacji po 11 września 2001, wojny w Afganistanie i Iraku, bańki internetowej czy skandali korporacyjnych. Ta ostrożność skłaniała na przykład biznes, żeby zwiększony popyt na rynku zaspokajać przez zwiększenie presji na pracowników. W efekcie pracowali oni ciężej, natomiast firma nie musiała w niepewnych czasach zatrudnić nowych osób. Kiedy więc biznes już nabierze pewności, rozpocznie zatrudnianie ludzi, a tymczasowy, nienaturalny wzrost produktywności ulegnie wyhamowaniu czy odwróceniu.

Autorzy wykorzystali stanowe dane statystyczne do analizy czynników odpowiedzialnych za wzrost produktywności od 2000 r. i określenia na ile były to środki tymczasowe, a na ile zmiany są trwałe. Z ich obserwacji wynika, że w czasie obserwowanego ogólnego tzw. ożywienia bez miejsc pracy, część stanów USA odzyskała jednak poziomy zatrudnienia sprzed recesji. Porównanie stanów które odzyskały miejsca pracy i tych, które ich nie odzyskały, nie dowiodło jednak znaczących różnic w poziomie produktywności. Oznaczałoby to, że to raczej różnice w popycie (produkcji) niż w stopie wzrostu produktywności są najbardziej odpowiedzialne za wzrost miejsc pracy. Ponadto, zasięg przyrostów poziomu produktywności sugeruje raczej, że będzie on trwały.

Autorzy dowodzą, że wzrost produktywności i jednoczesne spowolnienie wzrostu liczby miejsc pracy niekoniecznie były elementami tego samego zjawiska. Wzrost wydajności był powszechny i nie był skorelowany z przyrostem miejsc pracy. Potwierdzałoby to zatem opinię, że przyrosty produktywności są trwałe i nie osłabią się, kiedy pojawi się znaczący wzrost liczby miejsc pracy.

Nie oznacza to jednak, ze tempo wzrostu produktywności będzie stale rosło. Jak stwierdzają autorzy, nawet jeśli korzyści ze wzrostów z ostatnich kilku lat zostaną utrzymane, może on ulec spowolnieniu. Utrzymanie tempa na wyśrubowanym poziomie bliskim 4% rocznie i tak będzie ponad historyczne standardy. Jeśli zaś na przykład część szybkiego wzrostu wynikała z opóźnionego efektu inwestycji w technologię i zmian w praktyce miejsc pracy, osłabienie tego efektu może być równoznaczne ze spowolnieniem wzrostu produktywności. Dane stanowe przeanalizowane przez autorów każą im też powątpiewać w to, że obecne źródła wzrostu produktywności będą nadal popychać produktywność do przodu.


Zobacz również