Aplikacje w przeglądarkach internetowych

Kiedy w 1990 roku, Tim Berners-Lee stworzył pierwszą przeglądarkę, było to jedynie narzędzie do pasywnego odczytywania stron HTML. 22 lata później przeglądarki internetowe przekształciły się w potężne platformy zdolne obsługiwać skomplikowane skrypty w JAVA lub będące w stanie współpracować z FLASH. Stały się niemal miniaturowymi systemami operacyjnymi.

W rzeczywistości same strony internetowe wyewoluowały do poziomu aplikacji sieciowych, za pomocą, których można spokojnie wykonywać większość prac biurowych z poziomu przeglądarki. Ale czy większość znaczy wszystkie? Czy można zamieniać regularne programy na wtyczki do przeglądarek bez stresu i straty wydajności? Zapraszam do przeglądu 13 najbardziej moim zdaniem przydatnych wtyczek.

Na wstępie warto zaznaczyć, że po przetestowaniu szeregu rozszerzeń do Chrome mam mieszane uczucia. Najbardziej rzucającą się w oczy wadą jest prosty fakt, wtyczki nie są zaprojektowane do tego żeby w pełni zastępować ich płatne odpowiedniki. I pomimo, że w przeciągu kilku ostatnich lat sektor tych programów rozwija się prężnie to w większości z nich wciąż znaleźć można sporo baboli (świadomie użyte słowo, ponieważ nie są to rażące błędy a raczej uproszczenia w podejściu do rozwiązania konkretnego problemu), które nie pozwalają zawsze w pełni profesjonalnie korzystać z nich w biurach i domach.

Mając powyższe na uwadze chciałbym również zaznaczyć, że jeżeli nie specjalnie przyglądałeś się sektorowi wtyczek do przeglądarek, nie śledziłeś wszystkich nowości na ich temat a rosnąca z dnia na dzień moc rozszerzeń do przeglądarki Chrome jest dla Ciebie nowością, to możesz się pozytywnie rozczarować po zapoznaniu się bliżej z tematem.

Edycja tekstu: Google Drive Documents. Nie zależnie od tego, czym zajmujesz się zawodowo i jak zarabiasz na życie, na pewno musiałeś mieć kiedykolwiek do czynienia z dowolnym edytorem tekstu. I o ile nie używasz go do bardzo skomplikowanych zadań i / lub profesjonalnej edycji tekstu, to spokojnie od zaraz możesz przesiąść się na Google Drive Documents. Jasne, interfejs jest inny od tego, do czego przywykliśmy "od zawsze": brak paska narzędzi na górze ekranu i zdecydowanie mniej dostępnych przycisków edycji tekstu. Jednak nie znaczy to, że funkcjonalność Google Drive Documents też jest zubożona. Wręcz przeciwnie, za pomocą tej wtyczki można wykonać wszystkie podstawowe czynności przy pracy z plikami tekstowymi (formatowanie tekstu, tworzenie tytułów, akapitów i spisów treści, wstawianie obrazów w tekst, etc.).Dodatkowo, jeżeli często pracujesz na pliku współtworzonym przez innego pracownika i często przesyłacie sobie pliki celem sprawdzania postępu, wtyczka ta wychodzi waszym potrzebom naprzeciw. W czasie pracy na danym dokumencie można po prostu zaprosić drugą osobę do sesji i edytować go symultanicznie. Każdy dostanie swój kursor oznaczony odpowiednio kolorem a wyniki pracy wyświetlane są w czasie rzeczywistym na naszym monitorze. Dorzućcie do tego sesję na Skype i można odnieść wrażenie ze pracuje się z daną osobą przy jednym stole, chociaż w rzeczywistości może ona być 2 kontynenty dalej. Wot globalizacja.

Pisanie prostych tekstów: Writer oraz Brudnopis. W porównaniu z interfejsem Word, Google Drive Documents wygląda bardzo minimalistycznie (żeby nie powiedzieć ubogo). Mimo to czasami zdarza się, że potrzebujemy coś napisać i tylko napisać, bez zbędnego odwracania uwagi obfitością opcji edycji, krzykliwym wyglądem pasków narzędziowych, etc. Z pomocą w takich sytuacjach przychodzi Writer - wtyczka do Chrome inspirowana Mackowym Writeroomem. Głównym jej zadaniem jest stworzenie autorowi sterylnego, pozbawionego rozpraszaczy otoczenia do napisania swojego tekstu. W gruncie rzeczy jest to czarny ekran z ustawionym na sztywno formatowaniem tekstu i licznikiem słów na dole dokumentu. Nie musisz nawet myśleć o zapisywaniu postępów w pracy, Writer będzie to robił za Ciebie automatycznie i bez angażowania Cię. Nie trzeba się nigdzie logować, nic ustawiać - po prostu siadasz i piszesz, kiedy najdzie Cię ta długo wyczekiwana fala natchnienia, której nie można niczym zaburzyć.Jeżeli potrzebujesz zmodyfikować czcionkę, lub chcesz założyć stałe konto Writer zezwoli na to. Jednak, jeżeli częściej siadasz do pracy na zasadzie chwilowego natchnienia, które jest bardzo ulotne i nie możesz sobie zezwolić na zaprzątanie niczym głowy poza pisaniem to wtyczka ta jest dla Ciebie idealna. Dodatkowym plusem jest fakt, że jest darmowa.

OK, edycja tekstów - Google Documents, proste narzędzie do pisania eliminujące dystraktory - Writer. Ale istnieje jeszcze jeden rodzaj pisania, który wykonuje każdy z nas. Nazwijmy to roboczo - bazgraniem. Masz genialną myśl w ciągu dnia zapisujesz ją na samoprzylepnej karteczce i przyklejasz w dowolne miejsce, przy którym akurat się znajdujesz. Rozmawiasz przez telefon w pracy z przełożonym i notujesz hasłami, co ważniejsze rzeczy żeby "nie uciekły", etc. Na okazje takie jak powyżej mamy Google Brudnopis. Gdy najdzie Cię jakaś genialna myśl w ciągu dnia, której po prostu nie możesz pozwolić uciec, klikasz szybko ikonkę wtyczki …

<h2>E-mail: Gmail Offline oraz Outlook Notifier</h2>Jeżeli praca z e-mailem na komputerze stacjonarnym kojarzy Ci się w 90% z Outlookiem, przesiadka na przeglądarkowego klienta poczty, Gmail lub Outlook.com może nastręczać sporo trudności w obsłudze. Mimo iż obie są przyzwoitymi aplikacjami zdarza im się zaliczać okresowe opóźnienia w synchronizacji zawartości skrzynek.Ciekawą alternatywą dla pracy z Gmailem jest wtyczka Gmail Offline, która zmienia zupełnie wygląd przeglądarkowej wersji poczty upodabniając ją bardziej do tej znanej z tabletów.Jak już sama nazwa wskazuje można za jej pomocą używać, Gmaila nawet przy ograniczonym lub czasowym dostępie do Internetu. Łączymy się z serwerem, synchronizujemy zawartość skrzynki, rozłączamy i dalej możemy pracować np. lecąc samolotem. Dodatkowo wspomniana wcześniej zmiana interfejsu przyczynia się do tego, że nawet przy stałym podłączeniu do Internetu Gmail Offline może uchodzić za bardzo dobrego klienta poczty na komputerach stacjonarnych. Jako jeden z głównych plusów przemawia to, że skrzynka zachowuje pełną sprawność w obsłudze filtrów Gmaila, które odpowiednio zaaplikowane potrafią poskromić i uporządkować masę przychodzącej poczty.Można je skonfigurować ze standardowego poziomu przeglądarki. Wtyczka obsługuje również wysyłanie poczty z wielu adresów "Od:" oraz zachowuje sporo ze skrótów klawiszowych przeglądarkowego Gmaila.

Jeżeli natomiast wolicie zachować swoją pocztę w Microsofcie przydatnym dla was może okazać się rozszerzenie Outlook Notifier. Za pomocą tej wtyczki mamy szybki podgląd do kont w Outlook.com (dawniej Hotmail). Ten prosty gadżet ma formę licznika nieprzeczytanych wiadomości w pasku zakładek przeglądarki Chrome, a odpowiednio skonfigurowany wyświetla powiadomienia pop up, kiedy dostajemy nowe wiadomości (lub nie w zależności od tego jak ustawimy i jak wysoką tolerancją na takie "bajery" posiadamy).

<h2>Arkusze kalkulacyjne: Google Spreadsheets oraz Zoho Sheets</h2>Wymiana Excela na jego wtyczkowy odpowiednik nie jest tak bezkolizyjna i bezstresowa jak było w przypadku edytorów tekstu lub klientów pocztowych. I niby tak, Google Drive posiada opcję obsługi arkuszy kalkulacyjnych, ale różnica w wydajności i ilości dostępnych opcji jest tutaj dużo bardziej widoczna i dużo mniej pomijalna. Szybkim przykładem może być taki oto eksperyment: otwórzcie proszę pusty arkusz Excel i spróbujcie przewinąć go na sam dół za pomocą Page Down. Możecie tak spędzić kilka ładnych minut, mi cierpliwości wystarczyło do 100 000 wiersza. Używając Google Spreadsheet po mniej niż sekundzie utknąłem na 100 - ym. Oczywiście, jeżeli jest taka potrzeba można manualnie wstawić dalsze - po 20 naraz (można zwiększyć ilość dodawanych rzędów w ustawieniach). Więcej finezji w obsłudze tego problemu wykazuje Zoho Sheets, która to wtyczka po prostu dodaje kolejne wiersze w miarę przewijania arkusza.

Oczywiście nie o samą wygodę w dodawaniu kolejnych wierszy mi się rozchodzi. Ten prosty przykład obrazuje ile czystej nieokiełznanej mocy przeliczeniowej chowa pod maską Excel i jak mało w tej dziedzinie mają do zaoferowanie jego wtyczkowe odpowiedniki. Dobre przynajmniej jest to, że jeżeli często korzystasz z makr podczas pracy z arkuszem oba wcześniej wspomniane rozszerzenia je obsługują. Zoho Sheets pozwala tworzyć i nagrywać makra za pomocą VBA tak jak w Excelu, ale jego edytory makr nie posiadają żadnych narzędzi debugujących (u Googla są). Kolejną dość istotną różnicą pomiędzy dwoma jest Galeria Skryptów (Script Gallery) Googla, pozwalająca na przeglądanie i pożyczanie makr innych użytkowników, co przekłada się w prosty sposób na dużą oszczędność czasu. Obie wtyczki pozwalają na formatowanie warunkowe, tabele przestawne, i większość podstawowych zadań dzisiejszych arkuszy kalkulacyjnych. Na dodatkowy plus u Googla zaliczyć można opcję współdzielenia i pracy symultanicznej arkuszy przez wielu użytkowników.

Wszystko w kategorii arkuszy kalkulacyjnych rozbija się o rozmiar oraz o to czy pracujesz sam nad problemem czy działasz w zespole…:)

Prezentacje: SlideRocket, Google Drive, oraz Prezi SlideRocket to oparty na FLASH kombajn do montowania prezentacji, który na pewno przypadnie do gustu starym wyjadaczom Power Pointa. Oferuje wszystkim znane animowane przejścia między slajdami, animacje poszczególnych elementów slajdu, rożne efekty nakładane na obrazy, i znacznie więcej. SlideRocket pozwala wstawiać w prezentację filmiki prosto z You Tube i grafiki z Flickra, a jeżeli zdecydujemy się na jego płatną wersję (licencja na jednego użytkownika na miesiąc czasu $24) dostaniemy w swoje ręce narzędzie do pełnej analizy prezentacji on-line. Co to znaczy? Będziemy dzięki temu mieli dostęp do informacji ile razy prezentacja została wyświetlona, ile czasu poszczególny użytkownik spędził na poszczególnym slajdzie etc. Dla mobilnych użytkowników przygotowane wersje n iOS oraz Androida.

SlideRocket

SlideRocket

 Największym zastrzeżeniem do tej wtyczki jest to, że tak jak na prawdziwy kombajn przystało, wciąga wszystko na swej drodze. Dlatego zdobywanie contentu do poszczególnych slajdów jest … za proste. Powyższy slajd z kotkiem to dobry przykład. Obraz pozyskałem z Flickra, ale za pomocą wbudowanego w SlideRocket narzędzia, które nie podało mi żadnych meta informacji odnośnie wstawianej grafiki. Kto jest autorem, kiedy powstało i gdzie powstało zdjęcie, strona źródłowa? Nic, co pozwoliłoby mi się powołać na prawowitego autora zdjęcia nie było dostępne. Musiałem wejść na Flickr, manualnie odszukać to zdjęcie i dopełnić copy right-ów zaznaczając, że jest to grafika użytkownika witigonen.

Inne podejście do zagadnienia prezentacji przedstawia nam Prezi. Dla większości z nas prezentacja = pokaz slajdów, ale co powiecie na zupełnie świeże podejście do tematu? Wyobraźcie sobie, że cała prezentacja to jedna wielka kompozycja złożona z kilku interaktywnych kanw. Można się po niej poruszać dowolnie przeciągając myszką z miejsca nie miejsc, od kanwy do kanwy, lub po z góry wyznaczonej przez autora ścieżce. Prezi pozwala wstawiać pliki dźwiękowe, filmiki z You Tube, obrazy, etc. Wykonana poprawnie i w sposób przemyślany prezentacja w Prezi pozwala zobrazować poruszany temat w sposób bardziej dynamiczny i całościowy, bardziej przejrzyście niż za pomocą kilku statycznych slajdów.

Jeżeli natomiast zdecydowalibyście się na podążanie drogą Googla, narzędzie z gamy Drive o nazwie Presentation pozwoli Wam szybki i przystępny sposób zmontować prezentację. Nie jest ono oparte o technikę FLASH, ale ciekawa integracja z przeglądarką i Googlowskim skryptem przeszukiwania Internetu wyrażona w postaci bocznego paska narzędzi pt. Research pozwala szybko i sprawnie wrzucać zawartość do waszego projektu.Główną przewagą wymienionych wyżej narzędzi nad Power Point jest to, że wasze prezentacje przesyłane są nie za pomocą topornego załącznika mailowego zapychającego momentalnie skrzynkę a za pomocą linka.

<h2>Edycja obrazów: Pixlr, PicMonkey, oraz BeFunky</h2>Niekwestionowanym mistrzem edycji obrazów na komputerach stacjonarnych jest oczywiście Photoshop. Ale dziś dzień nawet Photoshop ma swoją wersję online zwaną, Photoshop Express. I o ile daleko jej do pełnej wydajności starszego kolegi z dysku twardego, o tyle podstawowe wymagania spełnia całkiem sprawnie. Ale niestety nie posiada wtyczki do Chrome, czy nawet przekierowania do aplikacji w postaci linka. Nie powinno to was wstrzymywać przed przetestowaniem tej wersji popularnego programu (jest darmowa), ale na potrzeby tego tekstu skupmy się na programach, które dostępne są z poziomu wtyczek do przeglądarki internetowej: Pixlr oraz PicMonkey.

Wtyczka Pixlr to nic innego jak skrót do sieciowej aplikacji (coś na zasadzie Google Drive), ale ten oparty na flashu całkiem sprawny edytor obrazów od Autodesk jest bardzo przyjemny w użyciu. Pozwala na szybkie wczytanie obrazów z dysku komputera, dokładanie warstw, efektów i posiada pełną gamę narzędzi jak rozmycie, przypalanie, przycinanie, etc. Pixlr posiada nawet możliwość zaznaczania obiektów za pomocą …eh … różdżki (inteligentne zaznaczanie) oraz dysponuje pełną historią wykonywanych operacji, zupełnie jak Photoshop. Jak na flashową aplikację mnogość dostępnych opcji jest imponująca, ale pociąga za sobą okazjonalne zawieszenia programu lub wykrzaczenia się bez wyraźnego powodu. Trzeba często zapisywać swoje postępy.

W ogólnym rozrachunku Pixlr sprawia wrażenie pełnokrwistego edytora obrazów, jeżeli jednak brzmi to dla Ciebie zbyt skomplikowanie i szukasz programu pokroju Instagram powinieneś z pewnością sprawdzić drugą propozycję - PicMonkey. Tutaj motywem przewodnim jest prostota: wczytujesz swój obraz z dysku i za pomocą dostępnych z paska narzędzi pre-generowanych efektów edytujesz go klikając na gotowe propozycje. Boczny pasek narzędzi podzielony jest na grupy tematyczne efektów począwszy od przycinania i regulacji naświetlenia, poprzez regulację natężenia i odcieni podstawowych kolorów (podobnie jak to ma miejsce w Picasa ) aż po dodawanie prostych tekstów i ramek do obrazu.Kolejną wtyczką z serii prosto łatwo i przyjemnie jest BeFunky. Pracuje się tutaj bardzo podobnie jak w poprzedniej propozycji z tym, że efekty oferowane przez aplikacją są bardziej lub mniej artystyczne (można przekształcić zdjęcie w obraz malowany akrylami lub ramkę z komiksu). Interfejs BeFunki sprawia niestety wrażenie sklepanego naprędce, bez pomysłu i dość losowo i daleko mu do przemyślanego layoutu z PicMonkey. Co ciekawe obie wtyczki wzajemnie się uzupełniają i w tandemie stanowią dobrą alternatywę dla bardziej zaawansowanych edytorów obrazów. Pozwalają na uzyskanie podobnych efektów bez żmudnego uczenia się obsługi Photoshopa lub Pixlra.

<h2>Słowem zamknięcia…</h2>Jeżeli miałbym podsumować ten artykuł jednym zdaniem powiedziałbym: "Jest to wykonalne." Na dzień dzisiejszy można by porzucić większość programów z dysku twardego i przerzucić się na pracę tylko w przeglądarce internetowej na darmowych wtyczkach. I co przemawia za takim postępowaniem to fakt, że można go przeprowadzić stopniowo, powoli oswajając się z poszczególnymi aplikacjami (nie jak w przypadku zmiany systemu operacyjnego, gdzie wszystko dzieje się naraz). Można przechodzić na taki system pracy plik po pliku, arkusz po arkuszu aż pewnego dnia znajdziemy się w pełni wirtualnym środowisku pracując na chmurach danych a nie fizycznych nośnikach.Skoro i tak nikt z nas nie pracuje w próżni a pośrednio nasza praca związana jest z pracą innych osób należy zadać sobie serię pytań: Czy współpraca online jest ważna dla Ciebie i Twoich współpracowników? Czy zmiana załączników wiadomości na linki do Google Docs, przyjmie się wśród nich? Czy zmiana klienta email w całej firmie nie jest problematyczna? Jeżeli na większość z tych pytań odpowiedziałeś tak twoje przejście na pracę w przeglądarce nie będzie takie trudne, jak się to może z początku wydawać.


Zobacz również