Apple jednak powalczy w sądzie o swoje 1,2 mld. dolarów

Sąd nie zaakceptował wniosku koncernu Apple o oddalenie pozwu, zarzucającego spółce praktyki monopolistyczne. Pozew złożyło w ubiegłym roku dwoje Amerykanów, którzy domagają się od firmy Jobsa gigantycznego odszkodowania.

Jedną z największych niedogodności, z jakim borykali się nabywcy telefonów Apple od momentu jego premiery rynkowej, była blokada karty SIM, uniemożliwiająca na terenie Stanów Zjednoczonych korzystanie z iPhone'a w innej sieci niż AT&T. Odblokowane (zhakowane) urządzenia pozwalało ominąć tę barierę, ale tylko do czasu zainstalowania w telefonie nowszej wersji firmware'u.

Dlatego też w październiku 2007 r. adwokaci reprezentujący dwoje Amerykanów - Paula Holmana (zamieszkałego w stanie Waszyngton) oraz Kalifornijkę Lucy Rivello - pozwali Apple. Kilka tygodni wcześniej producent wydał oświadczenie, w którym ostrzegał, że odblokowywanie urządzenia może przyczynić się do jego uszkodzenia, jeśli posiadacz takiego iPhone'a zainstaluje aktualizację oprogramowania. Wydany trzy dni później update, oznaczony numerem 1.1.1 uniemożliwiał korzystanie ze "zhakowanego" smartfona. Zdaniem autorów pozwu Apple nie tylko nie miała dowodów na takie zachowanie urządzeń po aktualizacji, ale celowo zaprojektowała update, aby utrudnił korzystanie z iPhone'ów odblokowanych. Prawnicy wytknęli firmie, że karta SIM iPhone'a nie jest przypisana do egzemplarza smartfona, ale do operatora telefonii komórkowej i domagali się astronomicznej kwoty odszkodowania.

Apple wnioskowało o oddalenie powództwa. Sędzia James Ware z sądu okręgowego w Dystrykcie Północnym Kalifornii nie przychylił się jednak do niego, uznając, że autorzy pozwu wykazali wystarczającą monopolizację wtórnego rynku usług telekomunikacyjnych dostępnych za pośrednictwem telefonu Apple. Sędzia przychylił się natomiast do innego wniosku pozwanego i oddalił zarzut nieuczciwych praktyk handlowych.

Koncern Steve'a Jobsa domagał się także oddalenia zarzutu przestępstwa komputerowego (w niektórych amerykańskich stanach jest to tzw. "computer trespass", czyli świadome i intencjonalne wywołanie usterek w sprzęcie bądź modyfikacja danych zapisanych w formie elektronicznej). Firma z Cupertino przekonywała, że przepisy te odnoszą się wyłącznie do komputerów osobistych i mają zastosowanie w wypadkach włamań do pecetów, jednak sąd nie zgodził się z tym stanowiskiem, uznając, iż nawet ostrzeżenie o możliwych defektach iPhone'a po instalacji firmware'u 1.1.1 nie daje podstaw do oddalenia tych zarzutów.

Sędzia przywołał też ustawę Magnusson-Moss. Akt ten nakłada na podmiot udzielający gwarancji na sprzęt obowiązek "jasnego poinformowania o warunkach gwarancji w jednym dokumencie w prostym i zrozumiałym języku". Wydanie wspomnianego już ostrzeżenia zdaniem sądu stoi w sprzeczności z zasadą "jednego dokumentu". Sędzia przychylił się natomiast do wniosku pozwanego i oddalił zarzut nieuczciwych praktyk handlowych.

O dalszym przebiegu sporu będziemy informować na bieżąco.


Zobacz również