Auto-poprawka

Jedna z moich znajomych jest osobą bardzo praktyczną, w szczególności jeśli chodzi o tak zwane osobiste środki transportu. Mianowicie auta kupuje rzadko i jeździ nimi aż do oporu, a raczej aż do ich naturalnej śmierci.

Jedna z moich znajomych jest osobą bardzo praktyczną, w szczególności jeśli chodzi o tak zwane osobiste środki transportu. Mianowicie auta kupuje rzadko i jeździ nimi aż do oporu, a raczej aż do ich naturalnej śmierci.

Niestety, przez ostatnie piętnaście lat jakość wyrobów samochodowych, w szczególności japońskich, na tyle wzrosła, że o ile samochodu nie rozbije się w wypadku, to w żaden sposób nie chce on przestać jeździć. Dolewa się benzyny, zmienia olej, a taka bestia jeździ i jeździ. Bywa to czasami krępujące, bo poważna kobieta w średnim wieku nie powinna pokazywać się za kółkiem antyku, chyba że jest on prawdziwy, na przykład sprzed lat pięćdziesięciu. Nadeszła więc nieubłagana pora wymiany ukochanego pojazdu.

Znajoma, jak napisałem powyżej, jest osobą praktyczną, a więc wierzy, że skoro wyrób fabryki XYZ służył jej dobrze i wiernie przez jedenaście lat, no to i obecne auta tej firmy są pewnie równie dobre, a może nawet lepsze. Nie mnie osądzać, czy ta ekstrapolacja jest prawidłowa, czas pokaże to z pewnością bardzo dokładnie. Jako osoba życzliwie obserwująca proces wymiany ukochanego samochodziku, mam nadzieję, że wiara pokładana w bezduszną maszynę okaże się dobrze ulokowana. Tym co mnie bardziej zainteresowało było wyposażenie zamiennika. Otóż porzucony właśnie staruszek, a raczej sprzedany przyjaciel, wyposażony był skromnie, ale gustownie: automat do zmiany biegów, klimatyzacja oraz radio. Żadnych tam bajerów w rodzaju elektrycznie podnoszonych szyb, ogrzewanych foteli lub elektrycznych zamków.

Niestety, takie proste konstrukcje skończyły się. Trudno dziś kupić lepszy samochód bez kilku różnych poduszek powietrznych. Elektryczne zamki to po prostu wygoda. Zaś odtwarzacz płyt kompaktowych z sześcioma kieszeniami to taki sobie dodatek, który dobrze wygląda w katalogu, ale jak myślę w praktyce nie jest wygodny, bo dlaczego tylko sześć? Czyżby producent zakładał, że jego autem będzie się jeździło sześć godzin pomiędzy sklepami muzycznymi i domem? W każdym razie brak możliwości podłączenia odtwarzacza MP3, jak na przykład applowskiego iPoda, uważam za poważny defekt, tym bardziej że na rynku są już samochody specjalnie przystosowane i reklamowane iPodem podłączonym w aucie.

Prawdziwe jednak nieszczęście znalazło się na desce rozdzielczej nowego samochodu. Nie wiem wprawdzie, dlaczego przód kabiny pasażerskiej nazywa się "tablicą rozdzielczą", jako że nic tam nie rozdziela się. Wręcz przeciwnie, w nowoczesnych samochodach umieszczono na samym środku komputer pokładowy, który jak najbardziej łączy. Wszystkie funkcje samochodu i jeszcze kilka dodatkowych. Komputer nie jest żadną nowością w aucie.

Od dawna, a co najmniej od końca lat osiemdziesiątych, większość samochodów ma na pokładzie jeden procesor, a nawet wiele.

W tym więc sensie komputer nie jest niczym nowym. Nowością jest sposób jego zaprojektowania, a raczej bezmyślność projektantów. Otóż kolorowy ekran komputera pokładowego, o przekątnej nie większej niż oryginalnego Macintosha, umieszczono dokładnie pośrodku samochodu. Od razu orientując się, że coś jest nie tak, dodano kierowcy tradycyjny wyświetlacz prędkości oraz kilka wskaźników i liczb, takich jak aktualny przelot, obroty silnika i procent napełnienia baku. To i tak lepiej niż w nowomodnych pojazdach francuskich, gdzie takie liczby pojawiały się blisko przedniej szyby w małym wgłębieniu, kompletnie niewidoczne.

Tymczasem środkowy ekran jest niewygodny nie tylko dla kierowcy, który musi odrywać wzrok od jezdni, aby cokolwiek sprawdzić, ale także dla pasażera, który usiłowałby coś na tym komputerze sprawdzić. A jest tam mnóstwo różnych informacji, od ścieżki właśnie odtwarzanej płyty CD, aż do mapy z aktualnym położeniem samochodu, który oczywiście ma wbudowany GPS, choć bez uaktualniania map on-line, stąd niewybaczalny brak pewnych adresów. Aż prosi się, aby ekran był przed nosem pasażera, prawdopodobnie na wysięgniku, który pozwoliłby samotnemu wędrownikowi przesunąć go bliżej koła kierownicy.

Tak umieszczane są zarówno małe ekraniki GPS w samochodach z wypożyczalni, jak i laptopy w radiowozach policyjnych.

Nawet wtedy jednak pozostaje pytanie, czy komputer jest rzeczywiście potrzebny na pokładzie auta.

Z moich obserwacji pasażerskich z tylnego siedzenia wynika jednoznacznie, że większość bajerów, jakie oferuje komputerowa mapa wraz z dokładnymi informacjami o średniej prędkości, zużyciu paliwa, temperaturze wewnątrz oraz na zewnątrz pojazdu, a także podobnymi danymi z przeszłości samochodu, jest niczym więcej niż szumem informacyjnym. Za jego tworzenie obarczam projektantów. Do czasu, gdy zdołają uprościć oblicze komputera pokładowego, tak aby nie przypominał on wyglądem kokpitu myśliwca XXI wieku, proponuję szczęśliwym posiadaczom nowoczesnych samochodów wyłączanie ekranu. Nikt z zewnątrz nie będzie wiedział, co się dzieje, tak więc szpan pozostanie, a być może oszczędzi się życie swoje lub nieszczęsnego przechodnia, który znajdzie się przed maską właśnie wtedy, gdy kierowca będzie sprawdzał na mapie gdzie się znajduje.

Mam też nadzieję, że firma Microsoft nie doprowadzi do pojawienia się Windows AX (czyli Auto-eXperience) w każdym samochodzie, gdyż to dopiero byłby prawdziwy kataklizm, biorąc pod uwagę ich dotychczasowe wyczyny projektanckie. Na firmę Apple raczej nie liczyłbym, gdyż dryfuje ona w kierunku domowych urządzeń audio i wideo. Myślę, że nasi Czytelnicy mają wdzięczne pole do popisu! Dobrze zaprojektowany układ i wybór informacji pokładowej jest poważnym wyzwaniem nie tylko dla konstruktorów samochodów. Prędzej lub później każde auto będzie wyposażane nie tylko w łącze do odtwarzacza MP3, ale także w gniazdko dla komputera przenośnego lub w antenę standardu Bluetooth. Ostatecznie w zapale gromadzenia informacji nie możemy poprzestać na samych adresach i telefonach znajomych, mapka z trasą dojazdu już dziś jest dostępna na sieci, a więc najłatwiej byłoby po prostu przynieść ją do samochodu, np. na PDA lub w telefonie i wyświetlać na przedniej szybie, tak jak to się robi w samolotach. Ot, jeszcze jedno marzenie komputerowe...


Zobacz również