Autorzy programów do P2P bez winy

Federalny Sąd Apelacyjny w Los Angeles podtrzymał kwietniową decyzję Sądu Okręgowego, która uwalnia operatorów sieci P2P od odpowiedzialności za nielegalne działania użytkowników tychże sieci. Przedstawiciele Amerykańskiej Federacji Przemysłu Muzycznego zgrzytają zębami, zapowiadając jednocześnie, iż nie zamierzają składać broni. Ciemne chmury, wiszące dotąd nad sieciami P2P wydają się zatem przesuwać nad użytkowników, którzy jednego muszą być świadomi - fala pozwów ze strony RIAA, MPAA oraz podobnych organizacji, może teraz przybrać na sile.

Decyzja Sądu Apelacyjnego świadczy dobitnie o tym, iż autorzy takich programów do obsługi P2P, jak Grokster (Grokster Ltd.), czy Morpheus (Streamcast Networks Inc.) nie mogą być pociągani do odpowiedzialności za wykorzystywanie ich produktów do niezgodnego z prawem dystrybuowania plików chronionych prawami autorskimi w sieciach bezpośredniej wymiany plików (P2P). Nie oznacza to oczywiście, iż władze umożliwiają bezproblemową dystrybucję oprogramowania, muzyki oraz filmów poprzez sieci P2P. Decyzja ta ma raczej uświadomić użytkownikom, którzy parają się tego typu procederami, iż to oni ponoszą całkowitą odpowiedzialność za własne poczynania w Sieci.

Dlaczego niewinni?

Sędzia Sidney R. Thomas, uzasadniając podtrzymanie kwietniowej decyzji Sądu Okręgowego podkreśla: "Technologia bezpośredniej wymiany plików nie ogranicza się jedynie do nieautoryzowanej wymiany muzyki i filmów. To jedynie jedna z wielu odsłon. W wielu przypadkach P2P pomaga zredukować koszty dystrybucji komercyjnego oprogramowania i pozwala swobodnie wymieniać wszelkie inne, dozwolone treści w Internecie". Opinię Thomasa wydają się potwierdzać ostatnie działania jednej z grup zwolenników sieci P2P - Downhill Battle, która starała się wykorzystać nadchodzącą premierę najnowszej wersji poprawki Service Pack 2 dla systemów Windows XP, do pokazania pozytywnej strony sieci bezpośredniej wymiany plików. Aby ułatwić dystrybucję SP2, przedstawiciele Downhill Batlle zdecydowali się na opublikowanie w Sieci odnośnika do pliku programu BitTorrent, umożliwiającego pobranie poprawki (pisaliśmy o tym szerzej w artykule: "BitTorrent pomaga dystrybuować SP2 dla XP?"). Po kilku dniach, zgodnie z przewidywaniami niezależnych ekspertów, na poczynania zwolenników P2P zareagował Microsoft, prosząc o wycofanie odnośnika. Downill Battle nie protestowała, tłumacząc przy okazji, iż cel został już przez nich osiągnięty (więcej o tym znaleźć można w artykule: "SP2 dla XP przez P2P? Już nie").

Nie mogą nic zrobić

Powstaje pytanie, czy autorzy programów do bezpośredniej wymiany plików rzeczywiście nie mają wpływu na to, w jaki sposób są wykorzystywane ich aplikacje? Różnica w sposobie działania obecnych i pierwszych serwisów P2P, takich jak Napster, Audiogalaxy, czy Scour polega na posiadaniu przez nie scentralizowanej struktury z serwerami, przez które przechodził cały ruch w danej sieci P2P. Wcześniejsze rozwiązania umożliwiały zatem w większym stopniu sprawowanie kontroli nad przepływem plików i, w miarę potrzeby, zapewniały możliwość jego zablokowania. Obecne rozwiązania, w których brakuje centralnych serwerów, a poszczególne informacje oraz pliki wymieniane są w rozproszonych sieciach P2P, bezpośrednio pomiędzy poszczególnymi komputerami, wyklucza możliwość kontroli oraz wpływu autorów takich programów, jak Grokster, czy Morpheus na ich zgodne z prawem wykorzystanie. Ciekawe w tym konktekście wydawać się może posunięcie autorów programu iMesh, którzy w porozumieniu z RIAA planują do końca roku wprowadzenie odpłatności za dostęp do niektórych zasobów (szerzej o tym w artykule "iMesh będzie płatny?").

Zwycięstwo i porażka - ale to jeszcze nie koniec

Z ostatniej decyzji władz amerykańskich wydają się być najbardziej usatysfakcjonowani zwolennicy sieci P2P. Fred von Lohmann z organizacji Electronic Frontier Foundation podkreśla: "To wielkie zwycięstwo dla wszystkich innowatorów, zainteresowanych rozwijaniem technologii P2P i wszelkich jej pochodnych. Już nikt z nich nie będzie musiał obawiać się wielkich kompanii muzycznych oraz filmowych, które próbują hamować rozwój bezpośredniej wymiany plików". Instytucje najbardziej zainteresowane przestrzeganiem praw autorskich - RIAA oraz MPAA - mimo niezadowolenia zapowiadają, iż nie składają rękawic, a w zanadrzu szykują już kolejne postulaty, które zostaną wkrótce poddane pod ocenę Kongresu Amerykańskiego. Jack Valenti, szef Amerykańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Filmowego (MPAA) wyraźnie zaznacza, iż podtrzymanie kwietniowej decyzji Sądu Okręgowego nie powinno oznaczać 'zielonego światła' dla ludzi zainteresowanych robieniem interesów, które opierają się na gwałceniu praw własności intelektualnej. Jednocześnie przedstawiciele Amerykańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Muzycznego (RIAA) nie wykluczają złożenia kolejnej apelacji od wyroku.

To dopiero początek

Nie zapowiada się również, by osłabły działania głównego 'oprawcy' użytkowników sieci P2P - Amerykańskego Stowarzyszenia Przemysłu Muzycznego. Od czerwca ubiegłego roku RIAA zdecydowała się pozwać już ponad 3 tysiące osób, z czego 600 użytkowników broni swoich racji przed sądem (pisaliśmy o tym szerzej w artykule: ). 'Krucjatę' przeciwko dystrybutorom nielegalnych plików w P2P na Starym Kontynencie prowadzi również IFPI - Międzynarodowa Federacja Przemysłu Muzycznego. Zapowiada się zatem wyjątkowo gorąca jesień...


Zobacz również