Awaria Internetu: to statki, a nie terroryści

Na początku lutego miała miejsce potężna awaria, która ograniczyła ruch w Sieci o około 50 procent odcinając dostęp do Internetu znacznej części ziemskiej populacji. Podejrzewano zamach terrorystyczny, a tymczasem zawinili... dwaj nieuważni kapitanowie.

Przypomnijmy: olbrzymia awaria sprawiła, że spora część Bliskiego Wschodu, Indii i Pakistanu korzystała z Internetu m.in. przez zapasowe łącza na dnie Pacyfiku. Oczywiście komunikacja przebiegała znacznie wolniej, gdyż kabel błyskawicznie się zapchał.

Początkowo podejrzewano, że był to atak terrorystyczny - szczególnie, że dotyczył Morza Śródziemnego, czyli akwenu od wieków bardzo "gorącego". Jednak żadna organizacja terrorystyczna się do niego nie przyznała.

Po uważnej analizie zdjęć satelitarnych przez specjalistów z Reliance Globalcom wyszło na jaw, że problem spowodowały dwa statki: MV Hounslow i MT Ann. Ich kapitanowie rzucili kotwice w złych miejscach, a te wyrwały przewód z dna morza.

Koreańska jednostka - po zapłaceniu odszkodowania w wysokości 60 tysięcy dolarów - została już wypuszczona z portu. Statek pod barwami Iranu jest nadal przetrzymywany, bowiem jego właściciele nie godzą się na poniesienie kosztów naprawy kabla.


Zobacz również