Bitcoin - waluta wirtualnego świata

O bitmonetach po raz pierwszy usłyszeliśmy w 2010 roku. Zwolennicy wirtualnej waluty są zdania, że ma ona przed sobą świetlaną przyszłość i pewnego dnia może zrewolucjonizować rynki finansowe, a nawet zastąpić niektóre waluty narodowe. Nawet jeżeli jest w tym sporo przesady, to już teraz są instytucje komercyjne (sklepy online, hotele, restauracje), w których można płacić bitcoinami.

W ubiegłym roku pewien haker włamał się do serwerów firmy Netia, ukradł dane osobowe klientów i domagał się okupu w równowartości 60 tys. wypłaconego właśnie bitcoinami. W tym roku bitcoin znów dał o sobie przypomnieć, gdy media i rynki finansowe zorientowały się, że cyfrowa waluta gwałtownie nabiera wartości. Kto kupił bitcoiny na początku roku i sprzedał w marcu, mógł zostać milionerem.

Entuzjaści nowej waluty eksponują jej zalety. Chodzi przede wszystkim o szybkość transakcji. Płatność dokonana bitcoinami dociera do adresata najpóźniej w ciągu kilku godzin. To ogromna zaleta, ale nie zapominajmy, że wymogi unijne nałożone na europejskie banki nakazują realizację przelewu najpóźniej na drugi dzień. W praktyce krajowy przelew online dociera do adresata tego samego dnia. Zatem na tym polu bitcoin wcale nie musi wyprzedzać tradycyjnej waluty, zwłaszcza że używając swojego konta internetowego, każdy z nas ma do czynienia jedynie z ciągiem liczb. Coraz więcej osób w ogóle lub w coraz mniejszym zakresie używa fizycznych pieniędzy, więc po co komu więc taki wynalazek, jak skomplikowany, rozproszony i trudny do kontrolowania system bitcoin?

Tulipan XXI wieku

Zawirowania na rynku bitcoin porównuje się do gorączki złota, a nawet do tzw. tulipomanii w XVII-wiecznej Holandii. Chodzi o szaleństwo związane z cebulkami przywożonych z Imperium Osmańskiego tulipanów, których ceny osiągały astronomiczne rozmiary. O ile jednak gorączka tulipanowa trwała kilkadziesiąt lat, a w przypadku bitcoinów kilka miesięcy.

W czasie pisania tego artykułu jeden bitcoin wart był ok. stu dolarów, czyli ok. 320 zł. Ale warto przypomnieć, że jeszcze w ubiegłym roku jego wartość wynosiła kilkadziesiąt dolarów, a w momencie powstania, w połowie 2010 roku - mniej więcej 6 centów. Już 12 miesięcy później jego wartość skoczyła do ponad 30 dolarów. Oznacza to, że z każdego dolara zainwestowanego w pierwsze bitcoiny po roku można było mieć ponad 8 tysięcy!

Potem jednak nastąpił pierwszy krach. Rok 2011 cyfrowa waluta kończyła z wartością nieprzekraczającą 5 dolarów. Zatem osoby, które kupiły bitcoiny w połowie 2011 roku i sprzedały je pół roku później, poniosły straty. Poprzedni rok porównaniu do poprzedniego nie był wyśmienity - bitcoin osiągnął na koniec 2012 r. wartość ok. 12 dolarów. Jeżeli jednak porównać to do innych rynków inwestycyjnych lub lokat, gdzie o dobrych zyskach można mówić na poziomie 10-15 proc., to widać, że roczna lokata w bitcoinach była niezwykle opłacalna. A to był dopiero początek.

Wielki boom na bitcoina zaczął się z początkiem 2013 roku. Kurs rósł i rósł aż do 235 dolarów na przełomie marca i kwietnia. Wówczas zachwyceni inwestorzy spodziewali się przekroczenia kolejnych granic: 300, a potem 500 dolarów za bitcoina. Ale tak się nie stało. W chwili, gdy wszystkim wydawało się, że na bitcoinie można wyłącznie się bogacić, zaczął się gwałtowny spadek. Kto zainwestował w BTC w momencie tak szybkiego wzrostu, mógł wiele stracić, ponieważ kurs wynosi połowę tego, ile był wart na szczycie. Ale nabywca odpowiedniej ilości BTC na początku roku, dzisiaj mimo krachu może być krezusem.Bitcoin Foundation to powstała pod koniec 2012 r. organizacja promująca użycie wirtualnej waluty.

Wirtualne spekulacje

Na bitcoinie można zarabiać na dwa sposoby. Pierwszy oznacza zostanie tzw. górnikiem (ang. miner), którego rolą jest udostępnianie mocy obliczeniowych swojego komputera i wzmacnianie systemu danymi potrzebnymi do generowania kolejnych pakietów waluty (o tym za chwilę).

Drugi sposób jest jednocześnie i łatwiejszy, i bardziej ryzykowny. To zwyczajna gra na wzroście bądź spadku cyfrowej waluty. Bitcoin pełni w tym przypadku taką samą funkcję jak akcje, obligacje, jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, a nawet surowce (ropa naftowa, gaz, zboże) czy szlachetne kruszce (np. złoto). Gra na bitcoinie jest więc typową grą ekonomiczną nastawioną na zysk. I podobnie jak w przypadku wszystkich innych produktów inwestycyjnych może nastąpić bessa, hossa, pęcznienie bańki spekulacyjnej i wreszcie krach.System płatności BTC - BitPay (bitpay.com).

Jak niemal w każdej dziedzinie życia, również w tym wypadku jedni zarabiają, wykorzystując drugich - w tym wypadku "górników". To na ich pracy (a ściślej - na pracy ich komputerów) opiera się cały system. Aby zostać górnikiem, trzeba się podłączyć do sieci typu P2P za pomocą odpowiedniego oprogramowania. Komputery połączone w sieć tworzą coś w rodzaju globalnego superkomputera, czy raczej grup superkomputerów. Ich zadaniem jest rozwiązywanie skomplikowanych zadań matematycznych, a wyniki są "wpuszczane" do sieci w celu zweryfikowania przez innych użytkowników. Zadania są trudne, ich rozwiązanie wymaga sporo czasu, natomiast wyniki można dość łatwo i szybko zweryfikować. Może właśnie stąd wzięło się określenie "górnicy", porównujące pracę komputerów do dawnych kopalń złota.

Zadania wykonywane przez komputery górników są skomplikowane, bo dotyczą bieżących transakcji w ramach sieci, a ściślej mówiąc - potwierdzają transakcje oczekujące w kolejce, grupując je w bloki, a następnie w łańcuchy. Górnicy pracują samodzielnie bądź w zespołach zwanych kopalniami. Mogą inwestować (realne pieniądze) w lepszy sprzęt - szybsze procesory, zwane niekiedy koparkami. Po wykonaniu zadania grupa górników otrzymuje swoją pulę bitcoinów - początkowo 50, obecnie 25 BTC. Jak widać, opłacało się zostać górnikiem na samym początku istnienia bitcoinów, jeszcze przed nastaniem gorączki wirtualnego złota.

Opłacalność pracy górnika zależy od kilku czynników. Po pierwsze, potrzebny jest dość szybki i wydajny komputer, który musi pracować bez przerwy całą dobę, przez wszystkie dni tygodnia. Zatem należy się zabezpieczyć na wypadek przegrzania i ewentualnej awarii zasilania. Pracownie niektórych wyspecjalizowanych górników przypominają niekiedy serwerownie firmowe: osobne pomieszczenia, wyposażone jedynie w półki, na których pracują komputery z wydajnym chłodzeniem.Instawallet był serwisem pozwalającym sworzyć internetowy portfel BTC. Po włamaniu hakerów zawiesił działalność "do odwołania".

Po drugie, trzeba brać pod uwagę wydatki na energię elektryczną. Podłączając do sieci nieużywany komputer, aby pracował "w kopalni bitcoinów", możesz w ciągu roku zyskać tak niewiele BTC, że nie zarobisz na prąd, który maszyna pobierze.

Świat alternatywny? To ten obok bitcoina

Entuzjaści bitcoina twierdzą, że jest on odpowiedzią na rosnące problemy walut narodowych i ponadnarodowych - ta waluta nie ma banku centralnego, nie kontroluje jej żaden rząd. Nikt nie może wpływać na jej kurs (przynajmniej odgórnie i oficjalnie). Nie można nią sterować, powodować inflacji, deflacji, aprecjacji, sterować stopami procentowymi. Jest samoregulującym się mechanizmem, stabilnym dzięki swemu rozproszeniu.Serwis BitData (www.bitdata.com) dostarcza informacji o bieżącym kursie bitcoina do standardowych walut. 

Co ciekawe, bitcoiny nie będą produkowane w nieskończoność. System został zaprojektowany na 21 mln bitcoinów. Ekonomista powie - brawo, skończona liczba wirtualnych monet eliminuje możliwość inflacji. Z kolei sceptyk może zapytać, co dalej? Jeszcze kilka miesięcy temu szacowano, że koniec produkcji bitcoinów nastąpi w 2140 roku, a teraz mówi się jednak o roku 2033 (już teraz wyprodukowano ponad połowę zaplanowanej liczby). A to już perspektywa bliższa każdemu z nas. I co będzie potem? Nowa wirtualna waluta? Bitcoin 2.0? Czy może nadejdą czasy, kiedy żadna waluta nie będzie potrzebna, a konkretne dobra będziemy nabywać za inne wartości, jak choćby moce obliczeniowe komputera, wskaźniki bezpieczeństwa w sieci czy coś jeszcze bardziej nowatorskiego i jeszcze mniej zrozumiałego?

Świat bitcoina przestaje być światem alternatywnym. Coraz więcej dóbr i usług można kupić za BTC. W USA działają już tysiące sklepów internetowych przyjmujących tę walutę. Można nią płacić w pubach, restauracjach i hotelach. Pojawiły się pierwsze automaty z napojami i słodyczami przyjmującymi bitcoiny (zapewne w formie cyfrowego kodu, nie ma bowiem mowy o wrzucaniu monety). Transakcje w świecie rzeczywistym można dokonywać za pomocą plastikowych kart płatniczych, łudząco podobnych do bankowych. Globalna sieć blogowa WordPress także akceptuje transakcje BTC, podobnie jak Reddit i WikiLeaks.

Jak zwykle w takich sytuacjach na scenę wkroczyli politycy. Niedawno prasa podała, że bitcoinem zainteresowały się amerykańskie agendy zajmujące się kontrolą rynków finansowych. Zbiegło się to w czasie z komunikatem o powołaniu w USA pierwszej giełdy forex opartej właśnie na kursie BTC. Amerykańskie władze (chociaż zapewne nie tylko one) z obawą patrzą na bitcoina ze względu na łatwość, z jaką można go użyć choćby do prania brudnych pieniędzy. Jednak entuzjaści uważają, że na dłuższą metę całkowita kontrola jest w tym wypadku niemożliwa. Właśnie z powodu rozproszenia i braku centralnego ośrodka sterującego całym systemem.

Sceptycy zauważają, że tak duża anonimowość sprzyja podejrzanym transakcjom i umożliwia transfery pieniężne z pominięciem legalnych systemów podatkowych i bankowych. Nie ma też mowy o pełnej anonimowości, ponieważ wszystkie dane i tak są przechowywane w sieci, a nawet są publiczne. Dotyczą one jednak samych transakcji, a nie ich użytkowników. Przyporządkowanie tożsamości użytkownika do danej transakcji jest więc niezmiernie trudne, chociaż możliwe. Dla osób bardzo chcących ukryć swoje transakcje najlepszym rozwiązaniem byłoby więc dokonywanie ich każdorazowo za pomocą innego adresu. To tak jak gdyby wysyłać każdą wiadomość e-mail z innego adresu pocztowego. Podobne manewry w przypadku tradycyjnych systemów bankowych są właściwie niewykonalne.Wykres kapitalizacji rynku BTC (całkowita liczba bitoicnów i ich cena w dół), ukazujący załamanie rynku w kwietniu 2013 r. (źróło: blockchain.info).

Cyfrowa waluta a sprawa polska

W Polsce transakcje bitcoinami to jeszcze rzadkość, ale można przypuszczać, że ich liczba będzie rosnąć. Bitmoneta wydaje się idealnym środkiem płatniczym w sektorze gier komputerowych. Wyposażenie, dodatkowe wartości czy sprzęt bardziej lub mniej potrzebny w grach można by przecież nabywać za pomocą waluty cyfrowej.

Pewną trudność stanowi jeszcze kwestia spieniężenia bitcoinów. Cóż z tego, że wygenerujemy lub kupimy pewną ich ilość, skoro nie wiadomo, w jaki sposób zamienić je na złotówki? Nadal za mało jest wirtualnych kantorów, w których można to robić.

Można tylko spekulować, jak na zainteresowanie bitcoinem wpłynęłaby decyzja Allegro o możliwości płacenia BTC. Ale idźmy dalej - Biedronka, największa sieć handlowa działająca w Polsce, znana jest z niechęci do akceptowania kart płatniczych. Powodem są wysokie prowizje, które trzeba odprowadzać do operatorów kart, Visa i MasterCard. Idealnym rozwiązaniem byłby właśnie bitcoin: nie ma tu żadnych prowizji a transakcje są błyskawiczne. Jak widać, potencjał wykorzystania bitcoina w gospodarce jest ogromny. Dla wielu firm komunikaty o akceptowaniu transakcji w BTC mogą być efektywnym narzędziem marketingowym (podobnie jak kilka lat temu znaczek Facebooka w reklamach). A może z czasem pojawią się wirtualne banki oferujące oprocentowane rachunki, na których będzie można przechowywać swoje bitcoiny i np. po roku odebrać je, powiększone o odpowiedni procent?

Bezpieczeństwo przed wszystkim

Gdy popełnisz pomyłkę, wykonując tradycyjny przelew, możesz go wycofać. W wypadku przelewania bitcoinów wysłane pieniądze są nie do odzyskania. Wyobraź więc sobie, że twój wirtualny portfel znajduje się na domowym komputerze, do którego dokonano włamania. Haker dostał się do portfela i przelał wszystkie pieniądze do swojego wirtualnego portfela. W tej sytuacji nie masz szans na odzyskanie pieniędzy. Firma, która znajdzie sposób na zapewnienie pełnego bezpieczeństwa wirtualnych pieniędzy może w momencie rozpowszechnienia się BTC na świecie zrobić wyśmienity interes.

Jak zwykle w wypadku nowych technologii na rynkach finansowych, nikt nie wie, czy, jak i gdzie należy odprowadzać podatki. W Polsce funkcjonuje np. podatek od zysków kapitałowych, czyli tzw. podatek Belki. Ale kto i jak miałby pobierać podatek od zysków np. z lokat w BTC? W jaki sposób ma odprowadzać VAT osoba prowadząca sklep internetowy akceptujący płatności BTC? Kto i jak będzie zobowiązany do uregulowania podatku PIT w przypadku osób pobierających wynagrodzenie w bitcoinach? Jeżeli wirtualna waluta będzie się rozwijała w takim tempie jak obecnie, na te i podobne pytania zaczną szukać odpowiedzi nie tylko użytkownicy, doradcy finansowi, ale także urzędnicy fiskusa.

Bitcoin w wirtualnej skarpecie

Już dzisiaj właściwie każdy może stać się posiadaczem bitcoinów. Ale w jaki sposób i gdzie przechowywane są wirtualne pieniądze? Sam system przechowywania, szyfrowania i przesyłania bitmonet jest na tyle skomplikowany, że większość jego użytkowników nie ma bladego pojęcia, jak działa.

Sama waluta to ciąg zaszyfrowanych znaków. Aby go używać, trzeba na komputerze, tablecie czy smartfonie zainstalować swoją wirtualną portmonetkę. Do portfela zostaje przypisany prywatny adres bitcoin. W każdej chwili można wygenerować nowe adresy, właściwie nawet nieskończoną ich liczbę.MtGox (mtgox.com) - wirtualna giełda umożliwiająca wymianę bitcoinów na dolary.

Jeżeli masz jedno lub maksymalnie kilka tradycyjnych kont bankowych, to w systemie bitcoin "kont" możesz mieć setki. Pieniądze otrzymujesz wtedy, gdy nadawca przelewu będzie znał twój prywatny adres bitcoin. Analogia jest prosta - podobnie jak w banku, nie dostaniesz przelewu, jeżeli wcześniej nie podasz numeru konta. Środki można przesyłać innym użytkownikom, ale trzeba znać ich adesy. To wystarczy, żeby móc korzystać z systemu, płacić, otrzymywać pieniądze.

Sama transakcja wygląda następująco. Jeżeli przesyłasz komuś np. 10 BTC, informacja o tym zostaje wysłana do całej sieci. W tym momencie do gry wchodzą komputery "górników". To one weryfikują prawdziwość transakcji, to, że pieniądze wyszły od osoby A i są przeznaczone dla osoby B. Wszystko trwa kilka minut.

Wśród zalet systemu jest także niemal całkowite pominięcie biurokracji. Koniec z chodzeniem do banku i składaniem wniosków, by założyć konto. Koniec z podpisywaniem wielostronicowych umów, z których i tak niewiele można zrozumieć. Całość jest banalnie prosta i szybka, jak założenie konta e-mail: wchodzisz, rejestrujesz portfel i koniec. Możesz przesyłać i odbierać pieniądze.

O bezpieczeństwo każdego portfela, także wirtualnego, trzeba zadbać. Sieć umożliwia tworzenie kopii zapasowych portfela, które warto trzymać w bezpiecznym miejscu - można je nawet wydrukować i przechowywać na wypadek awarii komputera czy braku prądu. Można też ustanowić hasło do portfela, aby uniknąć ataku hakerów czy dostępu niepowołanych osób. Ale uwaga - gdy zapomnisz lub zgubisz hasło, na zawsze utracisz dostęp do portfela; nie przewidziano bowiem możliwości odgórnego odzyskiwania hasła. Zresztą, kto mógłby się tym zająć, skoro nie ma żadnej instytucji nadzorującej, takiej jak bank?

Specjaliści od zabezpieczeń, w tym wielu entuzjastów bitcoinów, przyznają, że obecnie nie ma w systemie tak dobrych zabezpieczeń przed atakami hakerów, jak stosowane w bankach. Jeżeli zatem trafne wydaje się porównanie rynku bitcoin do gorączki złota na Dzikim Zachodzie, to korzystanie z wirtualnych portfeli (szczególnie w wypadku zgromadzenia większych sum), przypomina próbę samotnego przewiezienia przez prerię walizki pełnej dolarów - może się udać, ale w razie ataku jesteś bez szans.

Czym zatem jest bitcoin? Nową alternatywą dla słabnących i podatnych na wahania kursowe walut narodowych? Gadżetem, którego możemy używać jedynie do zakupów online czy w grach komputerowych? Czy odpowiednio zmodyfikowany, po dodaniu rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo środków klientów, BTC może zdetronizować dolara bądź euro? Czy jest tylko kolejnym narzędziem w rękach zręcznych speców od transferowania miliardów dolarów między rynkami finansowymi? Zapewne dowiemy się tego znacznie szybciej, niż można się spodziewać.

Bitcoin - aktywa obarczone ryzykiem

Komentuje Jarosław Pawlak, Merbanco Doradcy Finansowi

Gwałtowny wzrost kursu BTC względem dolara i innych walut zbiegł się w czasie z głębokim dołkiem związanym z kryzysem cypryjskim. Niektórzy obserwatorzy uważają, że środki wycofane z Cypru ulokowano na giełdach handlujących bitcoinami.

Bitcoin stał się takim samym produktem finansowym jak ropa naftowa, zboże czy złoto. Dzisiaj inwestować można praktycznie we wszystko. Można lokować pieniądze w banku, na zwykłej lokacie, zainwestować w akcje, obligacje lub jednostki uczestnictwa czy certyfikaty funduszy inwestycyjnych. Za pomocą funduszy można inwestować w spółki giełdowe z całego świata, w surowce czy obligacje obcych rządów, w alkohole (wino, brandy) lub w obrazy. Są fundusze inwestujące w sektor hazardowy lub odwrotnie - fundusze etyczne, które nie inwestują w firmy alkoholowe, papierosowe czy produkujące broń. Pojawiły się fundusze oferujące produkty oparte na bitcoinie. W tym ostatnim wypadku lepiej jednak zachować ostrożność. Najczęściej fundusze tego rodzaju są ulokowane gdzieś za granicą, nie podlegają polskiej jurysdykcji, co może powodować trudności na wypadek ewentualnych sporów i konfliktów. Fundusze te pojawiły się na fali wzrostu kursu BTC i zarabiały tylko na tym wzroście. Nie wiemy, jak poradzą sobie z załamaniem kursu.

Wielu ekonomistów uważa, że rynkami finansowymi rządzą nie zdrowy rozsądek i czysta kalkulacja, ale emocje i psychologia. Ludzie w owczym pędzie kupowali walory w ich cenach maksymalnych, by następnie, gdy kurs BTC gwałtownie spadł, gwałtownie je sprzedawać, chcąc ratować resztę swoich oszczędności. To zaś doprowadziło do dalszych spadków. Wielu inwestorów kupiło BTC po kursie np. 260 dolarów, a sprzedało po kursie 100.

Dzisiaj bitcoin jest wciąż aktywem, produktem obarczonym dużym ryzykiem. Tego rodzaju aktywa mają to do siebie, że bardzo łatwo można stracić zainwestowane w nich środki. Ale także dają duże zyski w sytuacjach, gdy inwestycja jest "trafiona".


Zobacz również