Bitwa o galaktykę - Starcraft

Po ogromnym sukcesie gry "Diablo", oczy wszystkich internetowych atletów z uwagą śledziły "stajnię" Bizzarda. Kiedy zapowiedziano premierę nowego tytułu - "StarCraft", strategii rozgrywanej w czasie rzeczywistym, spodziewaliśmy się, że wreszcie pojawi się gra, która jakością przebije "Warcrafta 2", a możliwościami rozgrywek w Sieci dorówna "Diablo". W niespełna rok po pierwszych wzmiankach, wreszcie doczekaliśmy się "StarCrafta", ale czy rzeczywiście dorównuje on swym protoplastom?

Po ogromnym sukcesie gry "Diablo", oczy wszystkich internetowych atletów z uwagą śledziły "stajnię" Bizzarda. Kiedy zapowiedziano premierę nowego tytułu - "StarCraft", strategii rozgrywanej w czasie rzeczywistym, spodziewaliśmy się, że wreszcie pojawi się gra, która jakością przebije "Warcrafta 2", a możliwościami rozgrywek w Sieci dorówna "Diablo". W niespełna rok po pierwszych wzmiankach, wreszcie doczekaliśmy się "StarCrafta", ale czy rzeczywiście dorównuje on swym protoplastom?

Nieodłączną cechą wszystkich gier, a w szczególności gier sieciowych, jest znaczna liczba zawartych w nich błędów i niedociągnięć. Niestety, błędy te ujawniają się dopiero po wprowadzeniu produktu na rynek. Jako przykład wystarczy podać chociażby "Quake'a 2" lub "Ultimę OnLine", w których niemal przy każdej rozgrywce byliśmy informowani o umieszczeniu w Sieci kolejnej "łaty" (ang. patch). Firma Blizzard, znana z wysokiego poziomu produktów i pedantycznej dbałości o kod gry, postanowiła przesunąć premierę praktycznie już gotowego "StarCrafta", decydoując się oddać go ponownie w ręce betatesterów. Zadaniem testujących było dokładne sprawdzenie gry, szczególnie pod kątem rozgrywki internetowej. 1 stycznia 1998 r. ponad 1000 osób rozpoczęło testowanie "StarCrafta" na serwerze Battle.Net. Tymczasem premiera przesunęła się o kolejne 3 miesiące i - jak to zwykle bywa - powstało pytanie...

W grze "StarCraft" w walce o dominację w Galaktyce spotykają się rasy Zergów, Terran i Protossów. Każda z nich dysponuje odmiennymi umiejętnościami i prezentuje inny poziom rozwoju - zarówno społecznego, jak i technologicznego. W rozgrywce "singleplayer" gracz kolejno kieruje poczynaniami wszystkich ras w 30 unikalnych misjach. Często odbiegają one od tradycyjnego schematu: "rozbuduj bazę i zniszcz wroga", np. musimy przeprowadzić akcję dywersyjną na tyłach nieprzyjaciela lub powstrzymywać napór wroga przez określony czas. Od czasu do czasu pojawiają się też bohaterowie - postacie bardziej wytrzymałe i silniejsze - które do wykonania zadania muszą zostać utrzymane przy życiu. Większość misji można ukończyć na kilka sposobów. Strategia rozgrywki może opierać się np. na zrzucie desantu na tyłach wroga lub systematycznym przesuwaniu "linii frontu" w kierunku bazy wroga. Nasze poczynania jednak ogranicza ukształtowanie terenu a, także możliwości poszczególnych ras.

CZY WARTO BYŁO CZEKAĆ?

Odpowiedź jest prosta - TAK, WARTO. Muszę przyznać, że "StarCraft" po prostu mnie zauroczył. Mimo tak wielkiego wyboru gier strategicznych rozgrywanych w czasie rzeczywistym, dopiero ten tytuł przykuł moją uwagę w stopniu zbliżonym do "C&C" lub "Warcrafta 2". Wspaniała grafika i świetne efekty dźwiękowe zdopingowały mnie do błyskawicznego "przejścia" gry w trybie single player. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że najlepsza zabawa czeka na serwerze Battle.net, gdzie do ośmiu graczy jednocześnie może walczyć o dominację nad galaktyką.

WOJNY W SIECI

Już podczas pierwszego logowania napotkałem kilka niespodzianek. Od razu zostałem powiadomiony o konieczności upgrade'u. O ile instalowanie "łat" nie jest niczym nowym, o tyle następny etap instalacji wzbudził moje zainteresowanie. Blizzard zdecydował się ukrócić proceder piractwa, dlatego też każdy sieciowy gracz musi "wylegitymować" się specjalnym kluczem, dostępnym tylko dla posiadaczy oryginalnej kopii gry. Zabezpieczenie to okazało się niezbyt skuteczne, ponieważ automatycznie tworzone przez piratów-hakerów numery kluczy często pokrywają się z numerami oryginalnych kopii. W efekcie użytkownicy pirackich kopii "StarCrafta" blokują konta uczciwych klientów.

W sieciowym światku wiele kontrowersji wzbudziła także informacja, że w momencie logowanie na serwer Battle.net z naszego komputera pobierane są informacje systemowe, a nawet elementy rejestru Windows 95, zawierające prywatne informacje dotyczące użytkownika! Istotną nowością w stosunku np. do "Diablo" jest również przechowywanie wszystkich informacji o graczu na serwerze. Na razie zabieg ten skutecznie zabezpiecza uczciwych graczy przed sztucznym zawyżaniem statystyk i innym próbom oszukiwania.

Na swoją pozycję musimy po prostu zapracować od zera. Pierwsze zwycięstwa premiowane są połówkami gwiazdek. Po zdobyciu 5 gwiazdek wchodzimy do ligi. Od tej pory będziemy mogli samodzielnie wybierać rodzaj toczonych pojedynków. Mecze towarzyskie nie wpłyną na naszą pozycję w rankingu graczy, rozgrywki ligowe spowodują, że w zależności od poziomu przeciwników oraz ich liczby będziemy otrzymywać (w przypadku wygranej) lub tracić (w przypadku przegranej) cenne punkty. Kiedy po raz pierwszy wziąłem udział w sieciowej rozgrywce w "StarCrafta", najlepsi "ligowcy" mieli już ponad 200 rozegranych potyczek, a osiągnięty przez nich współczynnik zwycięstw wynosił ponad 85%.

Jednak to wcale nie rankingi są najważniejszym elementem internetowej rozgrywki, najciekawsza jest, oczywiście, konfrontacja z żywym graczem. Zabawa w "StarCrafta" na serwerach Battle.net rządzi się innymi prawami niż rozprawianie się z grającym szablonowo i schematycznie komputerem. Tutaj nigdy nie będziemy wiedzieć, czego można spodziewać się po przeciwniku. Teoretycznie pewne pojęcie na temat jego umiejętności powinna uzmysłowić informacja o jego pozycji w lidze. Jednak spotkałem się również z całkiem nieźle "wymiatającymi" nowicjuszami. W rezultacie, zanim zdałem sobie sprawę, o co tu w ogóle chodzi, dostałem ostro po nosie, a jedyne zdobyte punkty pochodziły ze zwycięstw odniesionych nad... komputerem. Szybko znudziła mnie taka "wątpliwa zabawa" i postanowiłem rozpocząć intensywne szkolenie.

Dopiero po kilku potyczkach zrozumiałem sensowność zawierania sojuszy i zacząłem odróżniać wszystkie dostępne rodzaje rozgrywek (ciekawa, choć mało popularna, jest opcja "Capture the Flag"). W chwili, gdy czytacie ten tekst, być może udało mi się wreszcie rozpocząć ostrą walkę o swe miejsce w lidze.

WIWISEKCJA OBCYCH

Chyba najlepszym posunięciem Bizzarda w "StarCrafcie" okazało się wprowadzenie trzech tak odmiennych ras. Przed rozpoczęciem zabawy każdy gracz wybiera odpowiadającą mu rasę, a następnie, poznając jej specyfikę, systematycznie zwiększa swe umiejętności. Szczerze mówiąc, nie spotkałem osoby, dla której nie stanowiłoby różnicy granie Terranami, Protossami czy Zergami. Przywiązanie do poszczególnych ras jest tak silne, że kiedy jeden z internautów, grających ze mną przez Sieć, omyłkowo wybrał Zergów, zamiast Protosów, nie było w ogóle mowy o rozgrywce. Równie ważny okazał się dobór mapy. Wśród prawie 70 dostarczonych nam przez autorów map znajdziemy małe scenerie wprost idealne do starcia jeden na jednego oraz ogromne tereny bitw, na których nawet 8 uczestników może mieć problem z odszukaniem się. Oczywiście, możemy także używać własnoręcznie przygotowanych map. Zostaną one w prosty sposób automatycznie wysłane do wszystkich zainteresowanych graczy.

Pod względem opóźnień pojawiających się na internetowych łączach (tzw. lagów), "StarCraft" prezentuje się przyzwoicie. Mamy możliwość kontrolowania jakości linii przypadającej na każdego gracza. Za przeciwników (względnie sojuszników) możemy więc wybierać tylko tych o najkorzystniejszym wskaźniku prędkości transferu danych. Podczas kilkunastu rozegranych przeze mnie gier na polskim kanale nie miałem większych problemów z przestojami. Kłopoty rozpoczęły się, kiedy postanowiłem zagrać z obcokrajowcami. Przeskoki i spowolnienia praktycznie uniemożliwiały płynną grę. Trzeba zaznaczyć, że najczęściej łączyłem się z Internetem za pomocą modemu klasy 33600 i opóźnienia te nie były moją winą.

Serwer Battle.net po prostu należy do najbardziej popularnych serwisów, wciąż obsługuje grę "Diablo", a liczba graczy w "StarCrafta" wciąż rośnie. Powstały już nawet pierwsze klany, a trzeba pamiętać, że "StarCraft" jest grą świeżą. Dotychczas jedynie niewielkiej liczbie internetowych tytułów udało się zdobyć większą popularność (na miarę "Quake'a", "Diablo" czy "Ultimy OnLine"). Myślę, że "StarCraft" bez większych problemów dołączy do tego zaszczytnego grona, o ile już nie stał się jest jego członkiem.

Terranie są potomkami Ziemian, klasycznymi "marines". Są dobrze zmechanizowani i mogą prowadzić wyrównaną walkę zarówno na lądzie, jak i w powietrzu. Potrafią reperować, a nawet przenosić swoje budynki. Ze względu na przejrzystą obsługę, rasa ta jest najprostsza do opanowania i prowadzenia.

Zergowie to wyjątkowo agresywna rasa. Podczas ataku ich jednostki osiągają najlepsze efekty, korzystając z taktyki "stada". Oddziały są wyjątkowo tanie, ale także niezbyt wytrzymałe i ataki mniejszymi "rojami" nie przyniosą rezultatu. Bardzo przydatną (szczególnie w trybie multiplayer) opcją jest możliwość ukrywania się pod ziemią. Budynki Zergów są żywe i potrafią same regenerować swoją energię.

Protossi są rasą bardzo uduchowioną. Uzależnienie od energii "psi" zmusza ich do stawiania budynków w pobliżu specjalnych pylonów. Jednostki i budowle Protossów są drogie, oprócz energii życia, mają ochronę w postaci pola siłowego. Strata każdej jednostki może być zatem bardzo dotkliwa. Rasa ta ma chyba najlepszą flotę powietrzną.


Zobacz również