Bo we mnie jest X...

Nasze pierwsze spotkanie rok temu zakończyło się awanturą. Marie-Ann Celine Olga Suzanne X, czyli po prostu Dziesiątka, była jeszcze młoda, naiwna i popełniała mnóstwo błędów. Ale nie sposób było jej odmówić seksapilu. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, ale w ciągu roku nasz związek przechodził prawdziwą huśtawkę namiętności. Ale zacznijmy od początku...

Nasze pierwsze spotkanie rok temu zakończyło się awanturą. Marie-Ann Celine Olga Suzanne X, czyli po prostu Dziesiątka, była jeszcze młoda, naiwna i popełniała mnóstwo błędów. Ale nie sposób było jej odmówić seksapilu. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, ale w ciągu roku nasz związek przechodził prawdziwą huśtawkę namiętności. Ale zacznijmy od początku...

We wrześniu 2000 r. wszyscy czekali na nią z wypiekami na twarzy. Jej pojawienie się zapowiadano już tyle razy, ale wciąż okazywało się, że nie jest jeszcze gotowa do światowego debiutu. We wrześniu też nie była do końca gotowa, ale rodzice zdecydowali się pokazać ją publicznie. Gdzie? Rzecz jasna w światowej stolicy mody - w Paryżu. Nieco perwersyjne wydawało się, że za przywilej tůte-ş-tůte z taką młódką trzeba płacić - choćby i 29 dolarów, ale chętnych nie brakowało. Zdecydowało się na to aż 100 tys. osób. W końcu pochodziła z rodziny z tradycjami - korzenie familii Unixów sięgały aż lat 60.

Kiedy trafiła wreszcie do mnie, natychmiast wprowadziłem ją do iMaca DV, by mogła zaprezentować się w całej okazałości. Byłem oczarowany: mrugała zalotnie wielkimi ikonkami, wabiła paseczkiem na dole, do którego zabawnie zwijała okienka - wszystkich tym urzekała. Co więcej, frywolna Dziesiątka pozwalała też bez skrępowania podglądać się bez atrakcyjnego ubranka. Wystarczyło uruchomić Terminal, by popatrzeć na to, co ma pod spodem... Była po prostu śliczna. Ale i narowista. Od czasu do czasu obrażała się na cały świat i przestawała pracować. Aż w końcu któregoś dnia przy starcie pokazała mi jedynie ekran w smutnym kolorze blue i kolorowe kółeczko kręcące się jakby na pożegnanie.

Za te fochy postanowiłem wyrzucić Dziesiątkę z dysku. Nie było to takie proste, bo zrobiła mi taki bałagan, że pomogło dopiero formatowanie. Kiedy już było po wszystkim, stała się jedynie miłym, przelotnym wspomnieniem. "Nigdy więcej" - poprzysiągłem sobie. Tylko po to, by później złamać tę obietnicę.

W marcu spotkaliśmy się znowu. I znów przelotnie. Dziesiątka była już bardziej dojrzała, to fakt. Nie obrażała się, wyglądała jeszcze ładniej i znów wszystkich urzekała. Niestety, była bardzo niesamodzielna - z wieloma rzeczami nie dawała sobie rady, wtedy wyręczała się swoją starszą siostrą, Dziewiątką. Co jakiś czas kontaktowała się z rodzicami i ściągała od nich jakieś pliki. Denerwowało mnie tylko jedno - ruszała się jak mucha w smole. "Zachowujesz się jak stara krowa!" - krzyczałem. A ona prychała: "Bo masz za mało RAM-u.". Całe 160 MB RAM-u, a ta szczeniara mówi, że to za mało - denerwowałem się. Ale trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy - nie stać mnie było na nią. RAM do iBooka był za drogi. Znów musieliśmy się rozstać.

Widywałem ją u innych. Była szybka, zwinna i pokazywała, na co ją stać. Lubiła pławić się w luksusie - PowerBook G4, Power Mac G4, dużo pamięci. Patrzyłem zazdrośnie i z tęsknotą.

W lipcu pojechałem za nią do Nowego Jorku. Znów wydoroślała. Tata Jobs pokazywał, czego nauczyła się przez te kilka miesięcy, o ile szybsza się stała. Zyskała nawet przydomek Puma. I rzeczywiście, była równie zwinna i fascynująca. Znów zapałałem tęsknotą.

We wrześniu spróbowaliśmy jeszcze raz. Dziesiątka już nie kręciła tak nosem na mojego iBooka i jego 160 MB RAM-u. Rzeczywiście, wydoroślała... Zaimponowała mi tak bardzo, że postanowiłem się zrujnować dla niej i dokupiłem więcej RAM-u. Kiedy Dziesiątka dostała ponad 300 MB do dyspozycji uśmiechnęła się szeroko i ruszyła z kopyta. Dopiero teraz nasz związek zaczął kwitnąć. Specjalnie dla niej ściągałem rozmaite nowe programy, a ona pokazywała mi, na co ją stać.

W październiku zdarzyła się zabawna rzecz - dalecy sąsiedzi rodziców Dziesiątki (stan Waszyngton od Kalifornii dzieli sporo kilometrów) z wielkim hukiem pokazali swoje dziecko. Wanda Irene Nancy Dorothy Olga Wiera Suzanne XP jest okrutnie bogata z domu, ale - jak to zwykle bywa - jej rodzicom brakuje fantazji. Imponuje im sukces Dziesiątki i za wszelką cenę starają się upodobnić do niej swoją córkę. Efekt? Dość kiczowaty.

Co gorsza, strach zdecydować się na chwilę intymności z XP. Nie wiadomo bowiem, co owo dziewczę ukrywa pod spodem - a nuż okaże się, że wbrew zapowiedziom papy Gatesa będzie to stary zmurszały DOS?

Dariusz Ćwiklak jest dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Jego wielką pasją są Macintoshe; niestety, jak donoszą dobrze poinformowane źródła, w domu używa również najprawdziwszego peceta z systemem Windows.


Zobacz również