Cała tłocznia w ruch - Produkcja płyty DVD

Mój pierwszy napęd CD - piękna maszyna ze stajni Mitsumi - miał własną kartę sterownika i potrafił odczytywać dane z pojedynczą prędkością. Na owe czasy był to szczyt możliwości procesora 386. Szybko przyszły jednak zmiany, cyferki na panelu urządzenia rosły w zastraszającym tempie - dwa, cztery, osiem, szesnaście, a napęd obracał krążkami z niesamowitą prędkością. Właśnie gdzieś w okolicach szesnastki zmieniło się coś poza szybkością, do nazwy doszła litera R. Marzenia przerosły rzeczywistość, w domu w kilka minut mogłem stworzyć własną płytę. Teksty, muzyka, programy trafiały na złoty krążek jeszcze niezbyt szybko, bo zaledwie z pojedynczą prędkością, ale za to sprawnie i - co najważniejsze - na zawsze. Czas mijał, a szybkość napędów CD stale rosła. Płyty kręciły się w napędach tak szybko, że cały komputer wpadał w wibracje, 650 MB pojemności dawno przestało szokować, a płytę potrafiło nagrać nawet dziecko.

Mój pierwszy napęd CD - piękna maszyna ze stajni Mitsumi - miał własną kartę sterownika i potrafił odczytywać dane z pojedynczą prędkością. Na owe czasy był to szczyt możliwości procesora 386. Szybko przyszły jednak zmiany, cyferki na panelu urządzenia rosły w zastraszającym tempie - dwa, cztery, osiem, szesnaście, a napęd obracał krążkami z niesamowitą prędkością. Właśnie gdzieś w okolicach szesnastki zmieniło się coś poza szybkością, do nazwy doszła litera R. Marzenia przerosły rzeczywistość, w domu w kilka minut mogłem stworzyć własną płytę. Teksty, muzyka, programy trafiały na złoty krążek jeszcze niezbyt szybko, bo zaledwie z pojedynczą prędkością, ale za to sprawnie i - co najważniejsze - na zawsze. Czas mijał, a szybkość napędów CD stale rosła. Płyty kręciły się w napędach tak szybko, że cały komputer wpadał w wibracje, 650 MB pojemności dawno przestało szokować, a płytę potrafiło nagrać nawet dziecko.

Gdzieś w okolicach trzydziestki stało się jasne, że czas na przełom. I wreszcie na rynek triumfalnie wkroczył DVD. Znów cyferki na napędach zaczęły rosnąć: 2, 3, 4, a ostatnio nawet 6. Wciąż brakuje jednak magicznej litery R. Na rynku nie ma do tej pory tanich i dostępnych urządzeń do nagrywania płyt DVD, które można byłoby odtworzyć w domowym odtwarzaczu.

Jak zwykle każda nowa technologia wchodząca na rynek jest znacznie droższa od poprzedniej, a producenci na siłę próbują wprowadzić własne standardy. Polityka ta spowodowana jest koniecznością zwrotu kosztów poniesionych na opracowanie nowych technologii i zmianę metod produkcji. Na zwrot kosztów może jednak liczyć tylko ten, kto zwycięży w rynkowej wojnie o standard zapisywalnych krążków DVD. Od 1995 r. co najmniej 3 grupy firm pracują nad rozwiązaniem problemu nagrywania płyt DVD. Dzisiaj, by nagrać płytę DVD i odtwarzać ją w przyjętym 3 lata temu standardzie, trzeba skorzystać z pomocy profesjonalnych studiów nagraniowych.

Fabryka potrzebna od zaraz

Produkcja płyty DVD nie jest tania. Orientacyjny koszt studia to ok. 150 zł za minutę filmu i ponad 8 tys. zł za matrycę. Do tego trzeba dodać po 8-10 zł za tłoczenie, 2 zł za poligrafię i opakowanie, co daje sumę około 34 tys. zł dla 100-minutowego filmu, wyprodukowanego w 1000 egzemplarzy.

Proces produkcji płyty DVD z kilku powodów jest znacznie bardziej skomplikowany niż wytworzenie płyty CD. Po pierwsze, płyta DVD może powstawać w różny sposób w zależności od tego, co ma się na niej znaleźć. W przypadku zwykłego DVD-ROM-u wystarczy przygotować zawartość płyty, podobnie jak CD, odpowiednio preparując strukturę katalogów i plików.

Gorzej przedstawia się sytuacja z przygotowaniem płyty DVD-Video. Do tego potrzebny jest specjalny sprzęt, pieniądze i praca. Specjalny sprzęt to zestaw komputerów do przetworzenia obrazu i dźwięku na postać zawartą na płycie DVD oraz dodania do obrazu napisów i menu z danych przygotowanych przez zamawiającego. W przygotowanie takich materiałów trzeba włożyć wiele godzin żmudnej pracy, wymagającej doświadczenia i sporej dozy talentu grafika komputerowego. Zwykle spreparowanie jednej płyty DVD zabiera od kilku nawet do kilkunastu dni w zależności od wymagań zleceniodawcy i liczby materiałów do opracowania. Należy także liczyć się z kosztami, jakie trzeba ponieść na właściwe przygotowanie płyty z filmem.

Głównym zadaniem maszyny Kraussa Maffeia jest złączenie dwóch, niezależnie nagranych stron płyty DVD. Połówka krążka jest na tyle elastyczna, że bez obawy można zginając złączyć ze sobą jego krawędzie.

Głównym zadaniem maszyny Kraussa Maffeia jest złączenie dwóch, niezależnie nagranych stron płyty DVD. Połówka krążka jest na tyle elastyczna, że bez obawy można zginając złączyć ze sobą jego krawędzie.

W Polsce kilka firm oferuje przygotowanie płyt DVD, jednak niewiele z nich tłoczy je w kraju. Na ogół zlecają one zagranicznym kontrahentom wykonanie całego procesu produkcji, firmując jedynie produkt finalny. Prawdopodobnie sytuacja ta będzie się zmieniać wraz ze zmniejszaniem się nakładów na wyposażenie studia do przygotowywania płyt DVD i kosztów produkcji.

Obraz, dźwięk i napisy

Weteranów pracy z nagrywarkami zaskoczy zapewne liczba materiałów, jakie należy przygotować do jednego filmu na DVD. Zleceniodawca musi zdawać sobie sprawę, że każde dodatkowe wymaganie, np. kolejna wersja językowa napisów czy wielostronicowe menu, to spora ilość danych, jakie otrzymuje studio do opracowania. Niekiedy może się okazać, np. w przypadku opracowywanej przez fabrykę Takt w Bolesławiu adaptacji "Halki" Stanisława Moniuszki, że materiały dodatkowe to kilkadziesiąt stron maszynopisu, które po przetworzeniu zajęły gros miejsca w menu. Oprócz tekstów, trzeba oczywiście dostarczyć materiał wideo w komplecie z co najmniej jedną wersją dźwięku, ponieważ na dysku może znaleźć się ich nawet 8, a każdą z nich należy przygotować osobno. Wymagane jest, by wszystkie materiały od razu dotarły do studia w formie elektronicznej - obraz i dźwięk na cyfrowej kasecie w formacie DV lub Beta SP, pozostałe ścieżki dźwiękowe - na taśmie DAT lub innym nośniku cyfrowym, teksty zaś w pliku tekstowym z wyraźnie zaznaczonym kodem czasowym dla napisów i podziałem stron dla menu.

Obraz większy niż tysiąc słów

Przygotowanie obrazu to najtrudniejsza część projektu, wszak "jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc słów". Ze względu na to, że zamawiający dostarcza materiał w postaci cyfrowej, również jego dalsza obróbka odbywa się cyfrowo.

W fabryce Takt magnetowid jest sprzężony łączem cyfrowym z koderem formatu MPEG-2 firmy Minerva, które umożliwia nie tylko przesyłanie do urządzenia informacji o obrazie, ale również sterowanie magnetowidem. Pozwala to na przewinięcie taśmy do danego momentu i rozpoczęcie kodowania z dokładnością do pojedynczej klatki. Jest to o tyle istotne, iż kodowanie odbywa się w 2 etapach. Po ustawieniu żądanego zakresu materiału, urządzenie dokonuje kompresji wstępnej, dzięki której można określić, które fragmenty wymagają niższego stopnia kompresji, a co za tym idzie - nieco większej ilości danych do opisania konkretnego momentu filmu. Taki zabieg jest wymagany, gdy dynamiczna scena źle wygląda po skompresowaniu lub zawiera charakterystyczne dla kompresji błędy. W tym momencie możliwa jest również ręczna modyfikacja stopnia kompresji, co może być niezbędne wówczas, gdy film nie mieści się na płycie. Niewielkie podniesienie stopnia kompresji spowoduje zmniejszenie wynikowego pliku z filmem kosztem praktycznie niezauważalnej utraty jakości obrazu.

Drugi etap kompresji przeprowadzany jest na podstawie danych zebranych w pierwszym etapie. Taki sposób kompresji pozwala na uzyskanie najlepszego stosunku jakości do liczby stworzonych danych poprzez optymalne wykorzystanie przestrzeni na dysku.

Może się jednak zdarzyć, że liczba materiałów zawartych na płycie będzie na tyle mała, że możliwa jest kompresja w jednym etapie z założeniem stałego, stosunkowo niskiego współczynnika kompresji. W rezultacie zamawiający otrzymuje materiał wysokiej jakości, maksymalnie wykorzystujący dopuszczalny strumień danych dla formatu DVD, czyli około 1350 Kb/s. Odbywa się to jednak kosztem objętości płyty.

Urządzenie kodujące to niepozornie wyglądająca czarna skrzynka, niczym nie przypominająca komputera, a tym bardziej czegoś, co niektórzy uważają za dzieło sztuki. Wystarczy jednak spojrzeć na stojący obok monitor i jednoprzyciskową myszkę, by przekonać się, z czym mamy do czynienia. PowerMac służy tu jednak tylko jako inteligentny kontroler dysków, na których zapisywane są skompresowane dane. "Czarną robotę" wykonuje specjalna część urządzenia, która jest wysoko specjalizowanym koderem MPEG-2.


Zobacz również