CeBIT 2004 – przegląd stronniczy

Motto tegorocznych targów: "zaawansowane rozwiązania dla biznesu jutra prezentowane przez 100 000 ekspertów", powinno rzucać na kolana. Ale nie rzuca, bo jak wiadomo, chęci i reklama to jedno, a życie i odbiór reklamy to drugie.

I właśnie potwierdziły to tegoroczne targi CeBIT, które - naszym zdaniem - bardzo znudziły znaczną część zwiedzających, chociaż sami wystawcy mogą, oczywiście, być odmiennego zdania. Po przejściu niecałych 100 km można się było jednak przekonać się, że liczba wystawianych, komputerowych produktów rynkowych zmalała rzeczywiście zasadniczo oraz że – dla zachowania równowagi? - oferta różnych rozwiązań do biznesu, szczególnie takich, które pomagają zarządzać czymkolwiek (najlepiej klientami!) w mniej więcej podobnym stopniu wzrosła. Tu więc mielibyśmy równowagę.

Ale już zupełnie jej nie było, gdy porównaliśmy liczbę modeli coraz mniejszych telefonów komórkowych, rozbudowywanych o wszystko, co się da (z odtwarzaniem MP3 i radiem włącznie), aparatów cyfrowych oraz wszelkich nawigatorów i gadżetów (a nawet scyzoryków), z liczbą produktów ściśle komputerowych. Gdyby nie wszechobecny wireless, tych ostatnich byłoby na targach, komputerowych przecież, mniej! Więcej było za to samochodów, maskotek, happeningów i klocków lego. Poza antywirusami i firewallami oprogramowanie dla użytkownika zostało z hal targowych wymiecione niemal doszczętnie. Narzędzia programistyczne podobnie – nie było Borlanda, a i Microsoft jakby się wstydził szeroko pokazać, w czym teraz należy pisać nowoczesne aplikacje do kolejnych systemów i platform. Dało się wyraźnie zauważyć, że ten brak oprogramowania, które jest przecież użytkownikowi komputera najbliższe, był dla wielu sporym rozczarowaniem, zwłaszcza że zapłacili za wstęp 36 euro.

Ponadto wielcy z branży IT uważają chyba, że wiedzą lepiej, czego potrzebują użytkownicy komputerów, bo zdecydowanie forsują kompleksowe rozwiązania sprzętowe z wbudowanym oprogramowaniem typu &embedded systems&. A ja wolałbym sam zainstalować program, który wybiorę i kupię wtedy, gdy będę go potrzebował.

Coraz to chciano mnie przekonać, nie tylko bannerami zresztą, że jutro będę „żył, pracował i kupował inaczej”, bo wszystko będzie cyfrowe - &goes digital&. Jakbym się tego w ogóle nie spodziewał… Albo że wszystko będzie dostępne „przez powietrze”, żadnych kabli - sensacja też jakby już lekko przykurzona…

Oczywiście były nowe ciekawe produkty i technologie: wielkie panele LCD, projekcyjne i plazmowe, podświetlane jak choinka pecety, mnóstwo notebooków (kilkaset modeli), kompaktowe minipecety, zastępy samochodowych nawigatorów GPS, odlotowe obudowy w przeraźliwie jaskrawych kolorach, klawiatury solar (na fotoogniwa), były stałe już mecze NVIDII z ATI oraz Intela z AMD i wiele innych jeszcze nowości, m.in. miniwystawa… starych mikrokomputerów. W sumie jednak liczba ciekawych, nowych produktów, jak na ponad 6 tysięcy wystawców, tym razem nie imponuje. O kilku wybranych piszemy dalej.

Mało było też hot-spotów, a i targowa kawiarenka internetowa nie pozwalała poszaleć: prawie 80 zł za godzinę dostępu, i to wcale nie przez nadzwyczajnie szybkie łącze. Seminaria i wykłady, w których uczestniczyliśmy, nawet oznaczone jako techniczne i pro, były głównie ukierunkowane na dobre &public relations& i sprzedaż. Nic dziwnego, że odebraliśmy główny przekaz targów tak: „Wiemy (lepiej), czego potrzebujesz, ty tylko kup”.

Torby reklamowe, jak zawsze, cieszyły się nadzwyczajnym popytem u pazernych zwiedzających… Aż chciałoby się złośliwie spytać: ile ich trzeba, aby zbilansować koszt wstępu? Nie znamy odpowiedzi.

Jednak trzeba przyznać, że po raz kolejny targi były zorganizowane perfekcyjnie. Dotyczyło to w równym stopniu infrastruktury i bezpieczeństwa samej wystawy, jak i transportu miejskiego. Nie widzieliśmy ani jednego korka drogowo-komunikacyjnego, a był nawet transport helikopterowy.

CeBIT się mnoży - jest już przecież CeBIT Asia, EuroAsia, America itd. Wygląda na to, że CeBIT w Hanowerze wkrótce będzie można nazwać „CeBIT Germany”. Na to wskazuje nie tylko wielki udział (co zrozumiałe) firm niemieckich, ale i bardzo marne wyposażenie zwiedzających w materiały w innym niż niemiecki języku. Czy wkrótce będą to gigantyczne targi krajowe z udziałem firm zagranicznych?


Zobacz również