Chcecie "Jericho"? To nie nagrywajcie!

Przedstawiciele telewizji CBS zwrócili się do fanów serialu "Jericho" z prośbą o... oglądanie go podczas emisji telewizyjnej, a nie nagrywanie i odtwarzanie w późniejszym terminie. Ich zdaniem, fakt, iż wielu widzów nie oglądało go w środy wieczorem w CBS sprawił, że serial miał słabe wyniki oglądalności i zniknął z anteny.

Decyzję o przerwaniu realizacji "Jericho" - serialu opowiadającego o losach mieszkańców pewnego niewielkiego miasteczka po ataku nuklearnym na USA - podjęto kilka tygodni temu, gdy okazało się, że ostatnie odcinki pierwszej serii przyciągnęły niewielką grupę widzów. Okazało się jednak, że "Jericho" ma tysiące wiernych fanów - w ramach protestu przeciwko zdjęciu serialu z anteny wysłali oni do siedziby CBS... 25 ton orzeszków ziemnych. Ich działania spowodowały, że stacja zdecydowała się na zrealizowanie dodatkowych 7 odcinków.

Sytuacja ta uwidoczniła jednak pewien paradoks - przedstawiciele CBS postawili sobie pytanie: jak to możliwe, że serial, który ma tak wielu fanów, jednocześnie ma tak słabą oglądalność? Okazało się, iż przyczyną jest to, że wiele osób nie ogląda "Jericho" podczas emisji telewizyjnej - zamiast tego nagrywają go i odtwarzają później. Tacy widzowie nie są uwzględniani podczas sumowywania wyników oglądalności.

Dlatego też twórcy serialu zaapelowali do widzów, aby ci oglądali serial w godzinach emisji - bowiem tylko w ten sposób mogą przyczynić się do jego kontynuowania. "Największy problem polega na tym, że ludzie oglądają "Jericho" z magnetowidów lub w postaci plików pobranych z Internetu - a tacy widzowie nie są uwzględniani w raportach Nielsen [firmy publikującej statystyki oglądalności w USA - red.]. Mam nadzieję, że nasi fani rozumieją teraz, dlaczego powinni oglądać serial w porze emisji" - tłumaczył podczas rozmowy z dziennikarzem serwisu OnMilwaukee Brad Beyer, jeden z aktorów grających w Jericho.


Zobacz również