Chrome

Oto najbardziej dopracowany tytuł FPP, jaki kiedykolwiek widziałeś!... Fajnie brzmiałby taki tekst na początek, prawda? Zejdźmy jednak na ziemię.

Oto najbardziej dopracowany tytuł FPP, jaki kiedykolwiek widziałeś!... Fajnie brzmiałby taki tekst na początek, prawda? Zejdźmy jednak na ziemię.

Chrome wpadł wreszcie w nasze ręce. Ostatni hit firmy Techland, który ma śmiało stanąć w zawody na rynku zachodnim. Brawa za odwagę. Ale - by nie trzymać cię w napięciu - wyjątkowo zacznijmy od podsumowania, by potem, na spokojnie przejść się po świecie gry, niczym po wielkim ogrodzie zoologicznym, zatrzymując się tylko przy co większych osobliwościach - tych obrzydliwych i tych pięknych.

To jest dobry tytuł

Tak właśnie. Mimo wszystko to trzeba powiedzieć. Tchnie mozolną pracą, wypracowanym na jego potrzeby silnikiem i wciąga. Wciąga, pomimo licznych błędów. Strategia firmy była zapewne taka: "Wydajmy Chrome w Polsce. To będzie polsko-języczna wersja. Poczekamy, aż ludzie poszukają błędów, dorobimy patche i Zachód, kopalnia pieniędzy, dostanie wersję poprawioną". Sami wiecie co o tym myśleć. Na nas zaciążyła podwójna odpowiedzialność - recenzje tego produktu będą pewnie czytane z równym zainteresowaniem przez graczy i przez twórców. Tu powiedzmy sobie jasno: pewnych rzeczy nie da się już poprawić. Chrome jest grą dobrą, ale niczym więcej. Niesie ze sobą elementy wspaniałe i genialne, jednak większość z nich jest brutalnie miażdżona, jak niedopałek papierosa, przez błędy... potworne błędy i niegrywalne rozwiązania. Ile z tego da się poprawić? Zobaczymy po wersji angielskiej.

Psy wojny

Snajperka nie jest najlepszym rozwiązaniem przeciwko robotom kroczącym. Niestety, nimi zajmiemy się później. Najpierw załatwimy snajperów, którzy ukryli się gdzieś w dżungli i nie dają żyć głównemu bohaterowi.

Snajperka nie jest najlepszym rozwiązaniem przeciwko robotom kroczącym. Niestety, nimi zajmiemy się później. Najpierw załatwimy snajperów, którzy ukryli się gdzieś w dżungli i nie dają żyć głównemu bohaterowi.

Bolt Logan, główny bohater Chrome, miał już swoje pięć minut w naszej obszernej zapowiedzi (GameStar 03/2003). Przypomnijmy zatem pokrótce, co wiadomo na początku gry. Logan reprezentuje coraz popularniejszy w grach typ bohatera, który za niejeden próg chałupy wrzucał już granaty. Podobnie Solid Snake (Metal Gear Solid II), Sam Fisher (Splinter Cell). Widać przyszła moda na herosów - "dziadków" - czyżby kryzys autorytetów? Splot nieszczęśliwych zdarzeń sprawia, że na samym niemal początku gry wpadasz po uszy w niezłe bagno. Niespodziewana zdrada, towarzystwo Carrie - obfitoustej i obfitobiustej panienki, do której nie można się przystawić - a nade wszystko wojny wielkich korporacji, w których jesteś tylko pionkiem. To wiadomo na początku. Dalej wszystko się zmienia, bo w grze fabuła pruje jak motorówka: cały czas coś się dzieje, dochodzą nowe fakty, inne zaś okazują się fałszem. W trakcie jednej misji możesz cztery albo i pięć razy całkowicie zreformować własne zapatrywania na świat gry. Wszystko to z miłym dla oka i ucha wyrachowaniem. Nic na szybko. Jest to jedna z nielicznych gier tego typu, w której scenariusz naprawdę zaskakuje. 14 misji po prostu wciąga cię w coraz bardziej zawiłą intrygę, by na sam koniec dać nawet możliwość wyboru w przyłączaniu się do dowolnej z walczących frakcji. Postawmy sprawę jasno: scenariusz Chrome jest jednym z największych atutów gry. Choćbyś nie wiem jak sfrustrowany utknął na jakimś poziomie, prawdopodobnie ruszysz dalej z ciekawości. "w scenariusz dał też autorom możliwość wepchnięcia w Chrome całej gamy ciekawych patentów.

Fakty

  • 14 poziomów
  • 5 środowisk gry
  • 14 typów broni
  • 7 pojazdów

Płatny beta test

Nie podoba mi się fakt, iż producent najpierw wydał w Polsce wersję pełną błędów, a światowa premiera ma odbyć się dopiero we wrześniu. To tyleż sprytne, co niegodziwe posunięcie. Polacy płacą za niedopracowany produkt, a w dodatku odkryją masę niedoróbek, które usunięte zostaną dopiero w wersji przeznaczonej dla zachodniego odbiorcy. Kto to widział, aby udział w teście nieukończonej gry kosztował 99 zł?! I dlaczego producent traktuje polskich fanów FPP jako graczy drugiej kategorii? Chrome to kolejna polska gra, w której autorzy wzięli na barki ciężar ponad swoje siły. Stworzenie dobrej strzelaniny FPP wymaga mnóstwa pracy i ogromnego budżetu. Czasem wystarczy jeden błąd, jedna mała niedoróbka, która w produkcji innego typu (na przykład cRPG) przeszłaby bez echa, by gracze rzucili grę w kąt i nigdy do niej nie wrócili. Tymczasem Chrome roi się od błędów i strach pomyśleć, co pomyślą o nim zawodowi wyjadacze i miłośnicy trybu multiplayer.

Jacek L. Komuda

Mocny sprzęt i mocne nerwy

Na doskonałym sprzęcie i w świetnej konfiguracji Chrome pomknie jak saneczki na śniegu! Tylko kto ma ten supersprzęt? Pewnie - tłumaczą się w wywiadach twórcy - już niedługo wyjdą gry na procki 2 GHz. Ja zaś pytam: "I co z tego?". Podoba mi się, że to nie jest gra dla dwunastolatków. Trzeba nad nią się nasiedzieć, a ona wreszcie "stanie ci się powolna" - jak mawiano niegdyś. Nie będzie więc tak, że byle kto wpakuje się na multiplayera i zacznie ciąć jak kombajn zboże. No, chyba że będzie kantował. Najbardziej na jakości gry odbił się długi czas pracy nad tym tytułem. Silnik z lekka się zestarzał, widać, że opornie idzie mu momentami generowanie detali i gra długo się ładuje. Poza tym problemy z kolizjami naprawdę pozostawiają wiele niesmaku. Cała nadzieja w łatkach. Obyśmy tylko zbyt wiele od nich nie wymagali.

Miłosz Brzeziński


Zobacz również