Cięcie!

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, o ostatecznym kształcie dzieła decyduje nie tylko reżyser, ale także producenci, dystrybutorzy, a niekiedy nawet aktorzy, których niejednokrotnie astronomiczne gaże stanowią znaczący procent kosztów.

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, o ostatecznym kształcie dzieła decyduje nie tylko reżyser, ale także producenci, dystrybutorzy, a niekiedy nawet aktorzy, których niejednokrotnie astronomiczne gaże stanowią znaczący procent kosztów.

Uważa się, że najważniejszą postacią w filmie jest reżyser. To on jest jego twórcą i odpowiada za całokształt dzieła. Niemniej jednak realia współczesnego rynku są bardziej złożone. Końcowy produkt jest bardzo często efektem kompromisu. Środki zaangażowane w produkcję są tak wielkie, że rzadko kiedy reżyser ma we wszystkich sprawach ostatnie słowo. Ale fakt, że wersja skierowana do dystrybucji była bardziej komercyjna niż zamysł reżysera, rzadko jest wstydliwie ukrywany. Wręcz przeciwnie - jest to często pretekst, by po latach wypuścić film reżyserski, a fani mogli ponownie zostawić w kinach odpowiednie kwoty.

Zazwyczaj zakłada się, że Director's cut będzie dłuższy, bo został wzbogacony dodatkowymi scenami. Otóż nie zawsze tak się dzieje. Reżyserska wersja słynnego Blade Runnera Ridleya Scotta jest krótsza od pierwowzoru. Dodano wprawdzie fragment rozwijający wątek związku policjanta i androidki, ale usunięto też większość scen, w których główny bohater snuje opowieść na tle zdjęć miasta przyszłości. Podnosi to spójność obrazu - można się więc zastanawiać, dlaczego nie przedstawiono go od razu w takiej wersji. Tym bardziej że zdecydowana większość widzów była zadowolona ze zmian, jakie pojawiły się w filmie przy okazji jego ponownego wprowadzenia na ekrany w połowie lat 90. Kariera Director's cut zaczęła się jednak rozwijać na dobre dopiero wraz ze spopularyzowaniem formatu DVD. Duża pojemność płyt i możliwość łatwego dostępu do dowolnych scen stała się znakomitym pretekstem do wzbogacania filmu różnorakimi dodatkami.

Powiedzmy sobie otwarcie: to, że na pudełku widnieje napis Director's cut, nie musi wcale oznaczać, że mamy do czynienia z realizacją marzeń reżysera. Często jest to wyłącznie sposób na zwabienie klientów, a nowa wersja wcale nie musi wiele różnić się od poprzedniej.

Dzieła pod nóż

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów takich praktyk jest Twin Peaks: Ogniu, krocz za mną! Davida Lyncha. Scenariusz był bardzo bogaty, tak więc znaczna część materiału nie została sfilmowana. Otrzymaliśmy film stosunkowo długi, bo trwający dwie godziny i osiemnaście minut. Zamierzenia Lyncha były jednak bardziej śmiałe. Planował on spektakl blisko czterogodzinny! W trakcie realizacji doszło na tym tle do konfliktu z Warner Bros., który finansował przedsięwzięcie. W efekcie wersja oglądana na ekranach miała pełną aprobatę reżysera, ale ciągle jeszcze nie wykorzystano całości nakręconego materiału. Obecnie trwa bój o wypuszczenie na DVD nowej, dłuższej wersji. Najbardziej zainteresowani są właśnie... producenci, dla których byłaby to znowu znakomita reklama. Niechętny wersji reżyserskiej jest natomiast sam Lynch, którego zadowala obecna postać filmu. A jeśli nawet wyraziłby zgodę, wymagałoby to dużego zaangażowania środków i być może dokręcenia pewnej części materiału. To z kolei nie spodobałoby się właścicielom - dodatkowe koszty byłyby duże, a termin realizacji nieznany. W efekcie nie wiadomo, czy kiedykolwiek zobaczymy materiał, który został nakręcony i niewykorzystany w wersji kinowej. Fani Twin Peaks muszą uzbroić się w cierpliwość.

Tu dochodzimy do jeszcze innego ciekawego zagadnienia, czyli dystrybucji. W obecnej chwili znaczne możliwości rozpowszechniania nieoficjalnego materiału filmowego stwarza Internet i format DivX. Nie zdziwiłbym się, gdyby ścieżki filmowe wydostały się jakoś ze studiów - skoro nieraz zdarzało się to produkcjom muzycznym. A gdy już dostaną się w szpony serwisów w rodzaju eDonkey czy Kazaa, to ich kariera będzie błyskawiczna...


Zobacz również