Ciemność widzę! Ciemność!

Czwartkowa awaria prądu na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych stanowiła dla jednych powód skróconego dnia pracy, innych postawiła w stan najwyższej gotowości. Nie ulega wątpliwości, iż w jednym i drugim przypadku wprowadziła niemałe zamieszanie wśród wielu milionów ludzi. Był to bezsprzecznie największy sprawdzian dla firm oferujących swoje usługi w zakresie systemów DRS (Disaster Recovery Services), czyli usługi zagwarantowania ciągłości funkcjonowania firmy w warunkach różnych katastrof i zjawisk losowych.

Jak donosi korporacja IBM, sytuacja nie przedstawia się aż tak tragicznie dla dużych firm. W związku z efektem roku 2000 oraz po wydarzeniach z 11 września 2001, pomyślały one o zabezpieczeniu swoich danych. Podczas awarii systemy przełączały się na zasilanie backupowe, oparte na generatorach pracujących na paliwo ciekłe. W przypadku średnich i mniejszych firm nastąpiły większe problemy, ze względu na brak takowych rozwiązań i innych usług zabezpieczających, tudzież prozaiczne wyczerpywanie się zapasów paliwa w generatorach. Firma SunGuard, świadcząca usługi DRS dla ponad 7 tys. korporacji amerykańskich odnotowała niewiele ponad 30 zgłoszeń, co świadczyć może o tym, iż wielki biznes przebrnął jakoś przez tę krytyczną sytuację.

Potwierdza to NACHA, korporacja zajmująca się elektronicznymi płatnościami. Dla amerykanów połowa miesiąca to termin newralgiczny – wypłacanie wynagrodzeń. Na szczęście system poradził sobie z tym problem bez żadnych problemów przełączając się na system backupowy.

Byli też i tacy, którzy sobie nie poradzili. Uniwersytet Reserve w Cleveland dopiero następnego dnia był w stanie umożliwić prawie 1000 swoich studentów dostęp do ich kont pocztowych oraz różnych danych na serwerach uczelni. Ucierpiały routery podtrzymujące sieć szkieletową, oraz kilka innych urządzeń sieciowych, wymagających rekonfiguracji. Od technicznego, większy wydaje się ekonomiczny wymiar strat, szczególnie dla korporacji, które oferują swoje usługi dla klientów on-line.

Skutki czwartkowego kataklizmu odczuli najbardziej zwykli użytkownicy komputerów oraz innych urządzeń elektronicznych pozbawieni dostępu chociażby do poczty elektronicznej. Przeciążone sieci komórkowe odmówiły posłuszeństwa, alternatywą pozostawały najzwyklejsze budki telefoniczne, do których nie sposób się było dopchać. Odnotowano zwiększony ruch w sieci, szczególnie w największych serwisach informacyjnych, takich jak CNN.

Sytuacja na tym poziomie bardzo niebezpiecznie przypominała panikę sprzed dwóch lat, lecz zagrożenie dla użytkowników domowych pecetów jeszcze się nie skończyło. O wiele większe zniszczenia niż sam brak prądu mogą wywołać wahania jego napięcia. Bardzo wrażliwe są pod tym względem różne elektroniczne podzespoły, które w takiej sytuacji po prostu ulegają spaleniu. Warto więc poczekać z uruchamianiem komputera dopóki cała sieć energetyczna stanie się znów stabilna.


Zobacz również