Cienkość widzę

Wygląda na to, że będą Państwo czytali mój felieton już w nowym roku. Tak się przyjęło,że z okazji Nowego Roku felietoniści zwykle coś podsumowują albo też coś wieszczą. Podsumowywać jakoś nie bardzo jest co,gdyż miniony rok 2003 był jaki był, ani dobry, ani zły.

Wygląda na to, że będą Państwo czytali mój felieton już w nowym roku. Tak się przyjęło,że z okazji Nowego Roku felietoniści zwykle coś podsumowują albo też coś wieszczą. Podsumowywać jakoś nie bardzo jest co,gdyż miniony rok 2003 był jaki był, ani dobry, ani zły.

Pojawiło się kilka ciekawych programów dla pracujących w szeroko rozumianych mediach cyfrowych, nieco nowego sprzętu, ale tak po prawdzie żadnego przełomu, jak mi się wydaje, nie było. Choć podobno prawdziwe rewolucje dokonują się po cichu i dopiero po fakcie wszyscy powtarzają "A nie mówiłem?", zaś ojców rewolucji nie da się wtedy policzyć na palcach jednej ręki. Przypomnę choćby początki DTP, tego prawdziwego, gdy komputer rzeczywiście stał już na biurku, zaś fachowcy z branży drukarskiej śmiali się z niego jak z dobrego dowcipu. Podobnie było z muzyką via MIDI, które opanowało prywatne domy muzyków, nim profesjonalne studia nagraniowe obudziły się z ręką na konsoli. Teraz już wiemy, że i NLE, czyli montaż wideo na komputerze, podążył tą samą drogą. Ba, wiele filmów kinowych jest tworzonych najpierw w standardzie DV, a dopiero potem są przenoszone na taśmę dla dystrybucji w klasycznych kanałach, choć kina cyfrowe już są i zaskakują bogactwem oraz szybkością zmian repertuaru.

Mieliśmy natomiast w roku 2003 klasyczną kontrrewolucję i to bardzo udaną. Jeśli jej Państwo nie zauważyli, to albo nie korzystacie z cyfrowej postaci muzyki, albo lubicie żyć niebezpiecznie, na krawędzi ryzyka prawnego. Myślę tutaj o kontrataku stowarzyszenia RIAA ( http://www.riaa.com ) oraz ich niezwykle skutecznej akcji przeciwko piratom muzyki.

Kto trzy lata temu mógł przypuszczać, że Napster odrodzi się jako płatna strona, sprzedająca muzykę, zamiast ją rozdawać?!

Wiem, wiem, powiedzą Państwo, Kazaa, Grokster i co tam jeszcze młodzi wymyślą, ale publiczność w krajach cywilizowanych zagłosowała portfelami, szczególnie w sklepie iTunes prowadzonym przez Apple i dostępnym teraz także z pecetów (słynny slogan "Piekło zamarzło" dobrze oddał zmianę nastawienia Apple'a do platformy Windows). Najlepszym dowodem, że taki trend jest na fali, to zainteresowanie firmy Microsoft sprzedażą muzyki, a także innych mediów w wersji on-line. Różne rzeczy można powiedzieć o "małym miękkim", ale ci ludzie potrafią wyczuć zapach pieniędzy z dużej odległości.

Zapytają Państwo, gdzie jest moje wieszczenie. Otóż powiem jak w tytule: widzę cienkość! Przy okazji zaznaczam od razu, aby nie było żadnych nieporozumień: to jest parafraza znanej kwestii Maksa (Jerzy Stuhr) z filmu "Seksmisja", ( http://info.onet.pl/819550,19,item.html ). Myślę, że większość Czytelników wie już, o co mi chodzi. Daliście, Państwo, wyraz swemu oburzeniu na licznych listach dyskusyjnych, podkreślając pazerność reżysera Machulskiego oraz prawo do wolności cytowania dwu słów. Tylko dwu słów. Adwokaci radia RMF FM, które użyło bez uprawnienia cytatu z filmu w swej reklamie, pozwolili sobie na analizę co to jest oksymoron oraz dlaczego nie powinien on podlegać prawu autorskiemu i sprawę w sądzie wygrali ( http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1760491.html ). Wygrali w pierwszej instancji - zobaczymy co będzie dalej, osobiście uważam wyrok za jakąś piramidalną pomyłkę. Na razie opinia publiczna, która zmienna jest niczym panienka, zaczęła nagle popierać pokrzywdzonego reżysera. Tymczasem proceder rozszerza się.

Oto sklepy Bata grają sobie muzykę bez odpowiedniej licencji i oczywiście ZAiKS zajął się tym procederem, niestety z perspektywą długiego procesu ( http://www1.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,1571502.html ). Jaka jest reakcja polskiej publiki? Ano oczywista: pazerni artyści oraz ich organizacja znowu naciągają biednych przedsiębiorców, czyli pośrednio także nas wszystkich.

Aby było Państwu przyjemniej, dodam, że w krajach, gdzie szacunek dla prawa jest większy, młodzi ludzie też nic innego nie robią, tylko kombinują jakby tu obejść prawa autorskie i rozdawać darmochę. Na uczelni gdzie pracuję, za pomocą grantu Microsoftu (widać obstawiają zarówno czarne, jak i czerwone w tej grze), stworzono system rozprowadzania muzyki po akademikach bez potrzeby płacenia ( http://web.mit.edu/newsoffice/nr/2003/lamp.html ). Oczywiście pisała o tym i polska prasa, bo dla naszej publiki darmocha jest synonimem szczęścia. Tymczasem nie wiem, czy ktoś podał wiadomość, a jeśli już to bardzo małym drukiem, że serwis po kilku dniach zamknięto. Okazało się, że firma, która dostarczyła muzykę nie miała prawa sprzedawać praw autorskich na tym polu eksploatacji utworów. Tylko tyle i aż tyle. Gdzie więc jest cienkość?

Ćwiczyliśmy przez kilkadziesiąt lat skutki zabierania oraz darmowego rozdawania: domów, ziemi, fabryk, a także praw autorskich. Myślę, że większość Polaków jeszcze pamięta, czym owo rozdawnictwo skończyło się. Tak samo jak zawsze: zabrakło chętnych do wytwarzania wartości dodanej, lepiej było leżeć bykiem za te dwa tysiące co się każdemu należały. Obecna sytuacja w dziedzinie prawa autorskiego jest bardzo podobna. Większość Czytelników pisma digi jest jednak po drugiej stronie barykady: to Państwo tworzą nowe wartości na komputerach. Jeśli dzięki technologiom cyfrowym będą one kopiowane w sposób doskonały, to cienko widzę Państwa przyszłość jako twórców żyjących z pracy rąk własnych. Chyba że uznamy, iż artysta musi być głodny, nieszczęśliwy i załamany, aby naprawdę mógł tworzyć arcydzieła.

Być może cyfrowe kopiowanie twórczości pozwoli Państwu osiągnąć nieśmiertelność. Ale nim to nastąpi, musicie przygotować się na brak tantiem. Albo poprzeć kontrrewolucję.


Zobacz również