Cmentarzysko technologii

Nadchodzi dzień Wszystkich Świętych, zwany czasem mylnie "Świętem Zmarłych". Przechadzając się pomiędzy grobami członków rodziny i znajomych zadumajmy się przez sekundę nad technologiami, które odeszły i które prawdopodobnie nigdy już nie wrócą. Jeżeli uważamy, że warto, zapalmy im nawet wirtualną świeczkę i... módlmy się, by technologie przyszłości skorzystały z doświadczeń swoich przodków, by ich ekspansja opierała się na ewolucji idei i myśli. Nadchodzi bowiem dzień Wszystkich Świętych Technologii. Niechże wprawi nas w zamyślenie, ale i pozwoli uwierzyć w jeszcze lepszą przyszłość.

Aby człowiek mógł zostać świętym, musi być pobożny za życia i musi... umrzeć. To jednak nie wystarczy. Kościół może (ale nie musi) uznać taką osobę za błogosławioną i zezwolić na jej lokalny kult w akcie beatyfikacyjnym. Kanonizacja - czyli otrzymanie tytułu "świętego" - to kolejny i ostatni krok na drodze do świętości. Osoby kanonizuje się dopiero po wiarygodnym, potwierdzonym przez specjalistów świadectwie cudu dokonanego dzięki wstawiennictwu danego kandydata.

Technologia, jako z gruntu pozbawiona atrybutów człowieczeństwa, nie jest w stanie osiągnąć statusu świętości, nawet jeśli ratuje i przywraca życie ludziom uznawanym za straconych. Nie zmienia to jednak faktu, że również w "branży sprzętowej" istnieją pewne drogi niebiańskiego awansu. Najważniejszą z nich jest możliwość zostania relikwią (łac. pozostałość). Być może za pięćset lat będzie nią notebook przyszłego dobroczyńcy ludzkości, dziś jest nią płyta główna ze złączem MCA, koprocesor czy fragment ENIAC-a. Choć nikt ich nie wielbi, zdarzają się użytkownicy z nabożną czcią obchodzący się z przestarzałymi komputerami czy procesorami. Czyżby technologia z wiekiem rzeczywiście zyskiwała duszę?

Czasy zaprzeszłe: lampa próżniowa

Lampa próżniowa

Lampa próżniowa

Coraz mniej osób miało okazję obejrzeć w akcji lampę próżniową - szklaną bańkę z zamontowanymi wewnątrz kilkoma drucikami i żarzącą się na pomarańczowo podczas pracy. Zastąpiły ją poddające się łatwo miniaturyzacji tranzystory. Tymczasem bez lamp próżniowych nie byłoby najsłynniejszego komputera swoich czasów, ENIAC-a. Nie byłoby też znanych ze skłonności do samozapłonu radzieckich telewizorów "Rubin" czy dobrej jakości wzmacniaczy dźwięku. Nie byłoby protoplastów współczesnego Internetu - radia i telewizji.

Choć rozwój nanotechnologii powoduje wzrost zainteresowania lampami - czy raczej ich ideom konstrukcyjnym - w tej chwili na dobre zniknęły one z branży IT. A jeszcze sześćdziesiąt lat temu ich przyszłość jawiła się w jasnych barwach: jako elementy elektroniczne umożliwiające kolosalne przyspieszenie przeprowadzania obliczeń miały szansę znaleźć się w każdym ośrodku rządowym. Były awaryjne? Były. Potrzebowały olbrzymich ilości energii elektrycznej? Potrzebowały. Ale działały i to przez dziesiątki lat okazywało się najważniejsze.

Czasy bliższe: MCA i VLB

Jeszcze w późnych latach dziewięćdziesiątych, w epoce komputerów wykorzystujących procesory taktowane częstotliwością rzędu kilkuset megaherców zdarzały się płyty główne wykorzystujące szynę ISA (znaną pierwotnie pod nazwą PC Bus). Choć jej niedomagania uwydatniały się już w epoce 286, użytkownikom żal było się rozstawać z zaufanymi kartami sieciowymi i muzycznymi zaprojektowanymi do pracy z charakterystycznymi czarnymi (dużo rzadziej: białymi) slotami.


Zobacz również