Company of Heroes - w doborowej kompanii

6 czerwca 1944 r. dziesiątki tysięcy żołnierzy antyhitlerowskiej koalicji wylądowały na normandzkich plażach - siły inwazyjne dokonały tego dnia największej operacji desantowej w dziejach ludzkości. Losy wojny na Starym Kontynencie zależały od powodzenia tej akcji, zaś przebieg inwazji zależał od postawy tysięcy małych trybików alianckiej machiny wojennej. W grze Company of Heroes wcielasz się w postać jednego z nich - dowódcy kompanii amerykańskiej piechoty, którą kierujesz od pierwszego dnia inwazji. Będziesz zdobywał i umacniał przyczółki, odpierał kontrataki i przełamywał obronę nieprzyjaciela, a za zasługi awansujesz i otrzymasz medale. Ceną, jak zwykle, będzie zaś krew Twoich żołnierzy.

O Company of Heroes było głośno na długo zanim trafiła do naszych redakcyjnych testów. Tytuł ten na targach komputerowej rozrywki E3 wybrany został najlepszą strategią czasu rzeczywistego. Nic dziwnego - gra wyszła bowiem spod ręki deweloperów ze studia THQ, odpowiedzialnych za doskonałe Warhammer 40000 - Dawn of War i Homeworld. Czy rzeczywiście gra zasłużyła na tak prestiżowe wyróżnienia i wysokie oceny w prasie?

Rys historyczny

Operacja Overlord, czyli desant alianckich dywizji na plaże Normandii, pozwoliła stworzyć drugi front w Europie i w niecały rok później zamknąć niedobitki III Rzeszy w żelaznym pierścieniu okrążenia. Zwycięstwo to zostało okupione ciężkimi stratami ponoszonymi przez Aliantów począwszy od sławetnego D-Day, poprzez nieudaną operację Market-Garden po ofensywę Niemców w Ardenach na przełomie 1944 i 1945 r.

D-Day: alianci lądują w Normandii

D-Day: alianci lądują w Normandii

Company of Heroes bezsprzecznie nasuwa skojarzenia z doskonałym dramatem wojennym Stevena Spielberga "Szeregowiec Ryan", jak też z równie godnym polecenia serialem telewizyjnym "Kompania braci", współprodukowanym przez tego cenionego reżysera. Główną różnicą pomiędzy grą a filmem oraz serialem, do którego produkcja nawiązuje polskim tytułem, jest fakt, iż - jako rasowa strategia czasu rzeczywistego - nie skupia się na losach wybranych bohaterów (żołnierzy), kładzie zaś nacisk na rozmach i złożoność działań wojennych. Co więcej, nie dowodzimy w niej oddziałem rangerów w trakcie samobójczej niemalże misji ("Szeregowiec Ryan"), ani też nie kierujemy wyłącznie kompanią wojsk powietrzno-desantowych (serial "Band of brothers"). W zależności od charakteru scenariusza kampanii obejmujemy dowództwo kompanii piechoty lub spadochroniarzy, korzystając ze wsparcia czołgów, artylerii, lotnictwa, a nawet marynarki wojennej.

Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani?

Jak w każdym szanującym się RTS-ie, do naszej dyspozycji zostaje oddana baza, w której rekrutowani są żołnierze oraz produkowane pojazdy. Możliwości jej rozbudowy nie są jednak szerokie (chociaż to akurat można traktować tak za wadę, jak i zaletę). Najważniejszym budynkiem w bazie jest sztab - w wypadku straty, nie można go odbudować. Oddziały rekrutowane są w specjalnych budynkach bazy - standardowe jednostki piechoty dostępne są w koszarach, jednostki bardziej wyspecjalizowane, takie jak obsługa karabinu maszynowego i moździerza, strzelcy wyborowi itp. dostępni są budynku wsparcia ogniowego. Do pozyskiwania ciężkiego sprzętu (czołgów i wozów bojowych) wymagane jest posiadanie budynków zaopatrzenia i odpowiednich parków maszynowych.


Zobacz również