Contra: Więcej rozczarowań niż miłych niespodzianek

Sportem interesowałem się, jak pamiętam, od zawsze i do dzisiaj oddaję się wciąż tej pasji. Olimpiada to zawsze dla kibica wielkie święto. Ze wzgędu jednak na duże różnice czasowe między Polską a USA trudno było mi każdego dnia rano chodząc do pracy codziennie w telewizji do świtu śledzić zmagania na olimpijskich arenach.

Sportem interesowałem się, jak pamiętam, od zawsze i do dzisiaj oddaję się wciąż tej pasji. Olimpiada to zawsze dla kibica wielkie święto. Ze wzgędu jednak na duże różnice czasowe między Polską a USA trudno było mi każdego dnia rano chodząc do pracy codziennie w telewizji do świtu śledzić zmagania na olimpijskich arenach.

Ta różnica czasu powodowała również, że gazety codzienne, mimo najszczerszach chęci, w swoich bieżących wydaniach nie mogły podać wszystkich wyników z poprzedniego dnia i zrelacjonować wielu ciekawych wydarzeń.

Poranne serwisy radiowe z natury rzeczy nie przytaczały dokładnych wyników ograniczając się zazwyczaj do podania tych najważniejszych i ewentualnie krótkich relacji ze startów Polaków.

Jak już wspominałem nie dla mnie były też poranne resume olimpijskiego studia telewizyjnego, ponieważ rano musiałem być w pracy.

Ale przecież mamy rok 1996 i istnieje INTERNET! A letnie igrzyska olimpijskie w Atlancie były zapowiadane już od dawna jak "olimpiada sieci". Wszystko to brzmiało bardzo obiecująco.

Tym większe było moje rozczarowanie, gdy na już w pierwszych dniach igrzysk spróbowałem przyjrzeć się jak "funkcjonuje" Olimpiada w Internecie.

Zacząłem od oficjalnego serwera organizatorów (http://www.atlanta.olympic.org/), który logicznie rzecz biorąc powinien relacjonować wydarzenia olimpijskie najpełniej. Na stronie było wprawdzie sporo "bajerów", jednak o wiele gorzej radzili sobie jej twórcy z tym, co moim zdaniem najważniejsze - podawaniem rezultatów. Panował tam kompletny misz-masz i przeważnie nie sposób było doszukać się żądanych informacji. Na przykład nie można było znaleźć wyniki meczów piłki nożnej - po żmudnym dotarciu do miejsca, gdzie to powinno być, można było znaleźć informacje, że np. spotkanie Argentyna - USA miało się odbyć 20 czewca o godzinie 19.30 oraz zapoznać się z nazwiskami szerokiej kadry piłlkarskiej obu drużyn, ale nie było już informacji jaki był jego wynik. W dzień po zdobyciu srebrnego medalu przez Jacka Fafińskiego w zapasach w stylu klasycznym w kategorii 90 kg, nie można też było znaleźć informacji o tym fakcie, ani wyniku walki finałowej (przynajmniej tam, gdzie to logicznie powinno się znajdować). Widać było, że osoby odpowiedzialne za czuwanie nad tą stroną zupełnie sobie nie radzą z ogromem imprezy.

Na pocieszenie na serwerze tym można było znaleźć informacje typu, ile piłek do baseballu czy koszykówki zostanie zużytych w czasie igrzysk.

No cóż, można powiedzieć, że nie miałem szczęścia i na innych serwerach olimpijskich tych mankamentów już nie ma. Niestety okazało się, że np. rezultaty na olimpijskiej stronie NBC (http://www.olympics.nbc.com) to zwierciadło olimpijskiego serwera organizatorów.

Być może jednak zamysłem organizatorów nie było wcale zaspokojenie ciekawości kibiców internatów, a stworzona na Olimpiadę sieć miała służyć głównie dziennikarzom i członkom ekip sportowych. Ale i ponoć z tego zadania nie wywiązywała się najlepiej. Jak np. donosił olimpijski wysłannik Życia Warszawy, który informował, że dziennikarze Reutera musieli przesyłać informacje faksem, bo zawiodła sieć.

Z problemem podawania aktualnych i w miarę pełnych rezultatów potrafiła sobie natomiast poradzić firma Yahoo, której strona olimpijska nie miała może tyle "bajerów", ale pod względem uporządkowania i rzetelności była o niebo lepsza od wspomnianych wcześniej serwerów.

Ogólnie jednak, śledzenie Olimpiady przez Internet przyniosło mi więcej rozczarowań niż przyjemnych niespodzianek. Okazało się m.in. bowiem, że być może Sieć nie zna granic, to jednak Interent nie jest wolny od... nacjonalizmu. Na serwerze olimpijskich organizatorów, NBC czy CNN można było przede wszystkim przeczytać o sukcesach i troskach sportowców amerykańskich. Lojalnie uprzedzano o tym na olimpijskiej stronie BBC i Press Associacion, gdzie już na wstępie informowano, że można tam znaleźć głównie informacje, relacje i rezultaty z występów sportowców brytyjskich.

Olimpiada pokazała zarazem mizerię polskich zasobów sieciowych. Tak naprawdę na poważnie imprezę potraktowała chyba Polska Online, gdzie można było znaleźć olimpijskie relacje Polskiej Agencji Prasowej i materiały z olimpijskiej wkładki dziennika Rzeczpospolita.

Mizernie prezentowała się natomiast strona olimpijska uruchomiona przez Internet Technologies i Polsko-Japońską Szkołę Technik Komputerowych (http://www.it.com.pl/pkol ), gdzie aktualności ograniczały się do zdjęć i bardzo krótkich sylwetek polskich medalistów. Tak więc, aby śledzić olimpiadę przez Internet warto było znać choć trochę język angielski, ale to nic nowego i chyba najmniejszy mankament dla kibiców internautów.


Zobacz również