Coraz więcej chińskich usług

Chiński sektor usług bardzo powoli zaczyna wychodzić z cienia przemysłu - czytamy w The Economist.

Największa fabryka świata, jak się okazuje, ma całkiem sporą kantynę, biura i centrum handlowe. W grudniu 2005 r. oficjalna korekta chińskiego PKB pokazała, że gospodarka Państwa Środka warta była 1,9 bln USD w 2004 r., o 17% więcej niż szacowano przedtem. 265 mld USD (93%) tej nadwyżki można przypisać sektorowi usług. W rezultacie, udział branży usługowej w całej gospodarce wzrósł o 9% do 41%, przy czym 46% stanowi przemysł, a 13% rolnictwo i górnictwo.

Skąd bierze się ta zmiana wyniku? Odpowiedź jest oczywista, dla każdego, kto był w Chinach. Gdy ludzie stają się zamożniejsi, potrzebują większej ilości restauracji i barów, sklepów z ubraniami, dilerów samochodowych, księgarni, prywatnych szpitali, kursów angielskiego i salonów piękności. Do tej pory liczni tego typu usługodawcy po prostu wymykali się statystykom, są to na ogół małe prywatne firmy, które starają się pozostać niezauważone, również dla urzędu skarbowego.

Szef chińskiego głównego urzędu statystycznego, twierdzi, że większość nowoodkrytego PKB pochodzi z trzech źródeł. Pierwsze to sprzedaż hurtowa, detaliczna i catering, drugie to transport, magazynowanie i usługi pocztowe i telekomunikacyjne. Mimo, że dwie ostatnie dziedziny nadal są w posiadaniu państwa i w związku z tym dokładnie mierzone, ponad 1 mln małych ciężarówek i firm transportowych wymyka się czujnemu oku władzy. Trzecim źródłem jest rynek nieruchomości, który jest w świetnej kondycji i przyciąga strumień prywatnych pieniędzy, także od zagranicznych spekulatorów. Rozwój rynku nieruchomości wpłynął na zwiększenie popytu na usługi architektoniczne, dekoratorskie, sklepy dla majsterkowiczów i inne usługi budowlane.

W ostatnich latach nastąpił gwałtowny wzrost w sektorze mediów i usług technologicznych, w tym Internetu. Rozwijają się także usługi finansowe, głównie leasingowe oraz związane z edukacją i rozrywką.

Szybki wzrost gospodarczy wzmaga popyt na księgowych, bankierów, prawników i konsultantów wszelkiej maści, którzy pomagają w rozwijaniu i restrukturyzacji chińskich firm. Pracę mają też specjaliści w dziedzinie marketingu, reklamy i PR. W Chinach pracuje ok. 1 mln ochroniarzy.

Ogromny nowy rynek otwiera się dla prywatnej edukacji, do czego przyczynia się zły stan systemu oświaty państwowej i troska rodziców z nowonarodzonej klasy średniej o swoją - często jedyną - pociechę, aby dać jej jak największe szanse, a także popyt ze strony firm na wykształconych pracowników. Chińskie rodziny wydają najwięcej na mieszkanie i właśnie edukację. Rynek kursów, podręczników i materiałów dydaktycznych podwoił się od 2002 r., osiągając wartość 90 mld USD w 2005 r. Bogatsze gospodarstwa domowe napędzają także boom turystyczny, który obejmuje głównie wyjazdy krajowe. Światowa Rada Podróży i Turystyki przewiduje, że wartość rynku turystycznego Chin potroi się do 300 mld USD w ciągu dekady.

Chiński sektor usług jest niemal tak duży jak były japoński, południowokoreański i tajwański na podobnym etapie rozwoju państwa, wynika z danych banku HSBC. Wciąż jednak jego udział w tworzeniu PKB pozostaje niższy niż w innych krajach (w Indiach jest to 52%, w krajach rozwiniętych 60-75%). Jedną z tego przyczyn jest komunistyczne faworyzowanie przemysłu. To doprowadziło do stworzenia niekorzystnych dla sektora usług przepisów. Przeszkadza także podejrzliwość administracji wobec prywatnych firm. Na przykład brak ujednoliconego krajowego prawa jazdy na ciężarówki oznacza, że przewoźnicy muszą starać się o licencje aby przewozić towary w poszczególnych prowincjach a na granicach prowincji przeładowywać je do kolejnej ciężarówki, opóźniając dostawę i zwiększając jej koszty. W dziedzinie handlu detalicznego, lokalne rządy często utrzymują nieefektywne łańcuchy dostaw aby chronić miejsca pracy. Na przykład 48 sklepów dla majsterkowiczów firmy B&Q w Chinach obsługiwanych jest przez 1800 dostawców, podczas gdy 300 sklepów tej sieci w Wielkiej Brytanii ma tylko 600 dostawców.

Co gorsza, mimo, że Chiny wcześnie podjęły decyzję o przyciągnięciu zagranicznych inwestycji bezpośrednich do sektora przemysłu, nie chcą otworzyć dla inwestorów sektora usług.

W wielu dziedzinach usług - od telekomów po pocztę i media - Chiny zniechęcają zagranicznych inwestorów niekorzystnymi regulacjami i niestabilną polityką. W bankowości i innych usługach finansowych, zagraniczne firmy są ograniczone limitami stopnia posiadania i rodzajów firm, które mogą prowadzić. W dziedzinie usług prawniczych, Chiny cierpią na niedobór kadr - na 13 tys. mieszkańców przypada zaledwie 1 prawnik, podczas gdy w USA jeden prawnik przypada na 300 mieszkańców. Przyczyną tego jest bariera absurdalnie trudnych egzaminów zawodowych. Poza tym powszechna jest korupcja w sądownictwie. Zagraniczni prawnicy nie mogą praktykować ani komentować chińskiego prawa, nie mogą występować w chińskich sądach i muszą czekać 9 miesięcy aby otworzyć pierwszą kancelarię i 3 lata aby otworzyć każdą następną.

Brak dobrze wykształconych ludzi, na który uskarżają się niemal wszystkie międzynarodowe korporacje działające w Państwie Środka, również spowalnia rozwój sektora usług. Wielu chińskich pracowników, nawet z wyższym wykształceniem myśli mało kreatywnie, zawsze zgadzając się ze zwierzchnikami i nie zadając pytań. Taka postawa może sprawdzać się w fabryce, ale nie gdy klient chce znaleźć sposób na wygranie kontraktu czy zdobycie licencji.

Tak długo jak twórcy centralnie planowanej gospodarki postrzegają usługi tylko jako dodatek do przemysłu, Chiny będą tworzyły mniej miejsc pracy w tym sektorze niż by mogły. Mimo szybkiego wzrostu, Chiny od 1995 r. straciły 15 mln miejsc pracy w sektorze przemysłu i stracą więcej, gdy podstawowa produkcja przeniesie się do krajów jeszcze tańszych, takich jak Wietnam. Natomiast sektor usług mógł by stworzyć wystarczająco dużo okazji dla 10-15 mln Chińczyków, którzy co roku wchodzą na rynek pracy.

Na podstawie: The Economist, "Are you being served?"


Zobacz również