Crysis 2 - Nowy Jork, obcy i cudowne wrażenia

Stany Zjednoczone po raz kolejny zostają zaatakowane i ktoś musi uratować świat. Tym razem przed inwazją obcych. Wszystko to w przepięknej oprawie graficznej i okraszone wspaniałą muzyką. Jednym słowem: sequel słynnej produkcji Crytek - Crysis 2.

Crysis 2 już na samym początku musi sprostać niezwykle wysokim oczekiwaniom graczy. Po pierwsze, w etapie produkcyjnym obiecano "konsolowcom", że otrzymają "najlepiej wyglądającą grę jaka się do tej pory ukazała". Po drugie, na długo przed premierą Crysis 2, na forach internetowych rozpoczęły się dyskusje, z których można było wywnioskować, że "pecetowcy" chcą kolejnego produktu Crytek, który sprosta możliwościom technicznym ich maszyn. Po trzecie, wszyscy martwili się, że powstanie kolejny tytuł, który po przeniesieniu na konsole stanie się dużo mniej skomplikowany, będzie dostarczał dużo mniejszej przyjemności, a doświadczenia płynące z rozgrywki zostaną spłycone.

Wiele z tych oczekiwań jest oczywista. W końcu od pierwszej części Crysis musieliśmy czekać trzy lata. "Jedynka" postawiła poprzeczkę bardzo wysoko, wprowadzając kilka ciekawych rozwiązań, oszałamiającą grafikę, mocno nieograniczony teren działań. Na rynku wiele się zmieniło, gusta ewoluowały. A Crysis 2 pojawił się nagle i sprostał wszelkim wymaganiom. Do tego zmiótł konkurencję.

They call me Prophet

Wszystko zaczęło się wtedy, gdy w wiadomościach podano informację, że na Manhattanie rozprzestrzenia się wirus. Choroba przez niego wywołana powoduje rozpad komórek organizmu. Dodatkowo, do społeczeństwa dotarły informacje o inwazji obcych. Szybciej niż wirus, rozprzestrzenia się panika. Żeby było ciekawiej, w Nowym Jorku, na całym Manhattanie wprowadzono stan wojenny. Co więcej, Departament Obrony Stanów Zjednoczonych wynajął C.E.L.L., prywatną armię należącą do korporacji Crynet. A wszystko to jedenaście lat po "końcu świata" - akcja dzieje się w 2023 roku.

W Crysis 2 wcielamy się w rolę członka oddziału amerykańskich Marines o pseudonimie Alcatraz. Płynęliśmy okrętem podwodnym, aby wyciągnąć z piekła Manhattanu byłego pracownika Crynet, Doktora Nathana Goulda. Dowództwo wierzyło, że Gould może posiadać informacje, które pomogą pokonać Cephaloidy - rasę obcych, zajmującą się głównie inwazjami na Nowy Jork.

Wejście na pole walki kończy się tragedią. Ostrzał z jednego z pojazdów obcych niszczy okręt podwodny, jak również kilku naszych kumpli. Alcatraz przeżywa tylko i wyłącznie dzięki pomocy Propheta (pamiętacie dowódcę oddziału Raptor z "jedynki?"), oficera Delta Force. Prorok wiedząc, że jest zarażony wirusem przekazuje nam Nanokombinezon 2.0, po czym popełnia samobójstwo, by zbroja mogła się skorelować z naszym bohaterem.

Po tych wydarzeniach nasz milczący bohater zostaje wciągnięty w wir wydarzeń Crysis 2. Nikogo nie krytykuje, nie dyskutuje z prośbami, czy rozkazami. Robi dokładnie to, co przewidziało dla niego dowództwo.

Autorzy postawili na fabułę. Znowu atakowane są Stany Zjednoczone, co mnie osobiście przyprawia już o zawrót głowy. Tutaj jednak, zgodnie z przechwałkami Richarda Morgana, jest naprawdę ciekawie. Pamiętam, jak w okolicach kwietnia zeszłego roku, Morgan krytykował Call of Duty Modern Warfare 2. "Fabuła jest gorsza [od CoD 4: Modern Warfare] i gra nie trzyma się kupy, to po prostu zestaw poziomów z misjami" - oceniał wtedy Morgan. Nie pozostawił również suchej nitki na Halo, mówiąc "Halo jest pełne takich gównianych archetypicznych postaci."


Zobacz również