Cyber-przestępca nawrócony: wsparł ośrodek rozrodczy pandy

Li Jun, który kilka lat temu wsławił się stworzeniem wirusa komputerowego Fujacks, postanowił podreperować reputację. Wpłacił równowartość 7,5 tys. dolarów na rzecz ośrodka rozrodczego pandy wielkiej w chińskim Chengdu.

Li w 2006 r. napisał robaka internetowego Fujacks, znanego też jako Radoppan T i Panda Burning Incence. Szkodnik ten atakował komputery pracujące pod kontrolą systemu Windows XP - infekował pliki wykonywalne i podmieniał ich ikony na obrazki przedstawiające pandę trzymającą w łapach trzy palące się kadzidełka.

Fujacks potrafił wykradać hasła i ingerować w działanie niektórych aplikacji odpowiadających za bezpieczeństwo, takich jak programy antywirusowe czy firewalle. Zamiana ikon była jednak znakiem rozpoznawczym robaka, dzięki któremu można było go łatwo wykryć.

Li Jun sprzedawał robaka za ok. 13 tys. dolarów. W lutym 2007 r. został wraz z siedmioma innymi osobami zatrzymany przez chińską policję pod zarzutem stworzenia i rozpowszechnienia szkodnika. Chińczyk przyznał się winy, zaznaczając jednak, że wirusa stworzył dla zabawy. Proces resocjalizacji cyber-przestępcy rozpoczął się błyskawicznie - policja przekonała Li Juna do napisania kolejnej aplikacji, tym razem wyszukującej i niszczącej robaka.

Li po odsiedzeniu wyroku w więzieniu wyszedł na wolność i najwyraźniej próbuje się zrehabilitować. Pierwszym krokiem na drodze do oczyszczenia imienia jest wpłata 50 tys. juanów (ok. 7,5 tys. dolarów) na konto ośrodka rozrodczego pandy wielkiej w Chengdu.

Niektóre chińskie media podały nawet, że Li Jun znalazł zatrudnienie w spółce... Panda Security, produkującej oprogramowanie antywirusowe. Ta wiadomość została jednak szybko zdementowana przez przedstawicieli firmy. Juan Santana z Panda Security podkreślił, że spółka nie zatrudnia tzw. "hakerów w czarnych kapeluszach" ("black hat"; włamywacze wykorzystujący luki w oprogramowaniu dla własnej korzyści), a już zwłaszcza osób skazanych za przestępstwo.


Zobacz również