Cyfrowa dwudziestka

Prezentujemy test 20 najnowszych aparatów cyfrowych, które nie powinny zrujnować portfela. Część z nich to urządzenia znanych producentów sprzętu fotograficznego, reszta to tańsze urządzenia firm z rodowodem komputerowym. Co wybrać?

Prezentujemy test 20 najnowszych aparatów cyfrowych, które nie powinny zrujnować portfela. Część z nich to urządzenia znanych producentów sprzętu fotograficznego, reszta to tańsze urządzenia firm z rodowodem komputerowym. Co wybrać?

Jakieś dwa lata temu temu pojawiły się opinie, że amatorska fotografia w obecnej (tradycyjnej) postaci przetrwa nie więcej niż 5 lat. Bardziej sceptyczni prognozowali żywot tradycyjnej fotografii srebrowej jeszcze przez minimum dekadę. Wówczas wizja tak szybkich zmian wydawała się nazbyt śmiałą i mało kto dawał wiarę w tak szybki wzrost popularności, w gruncie rzeczy drogich, urządzeń cyfrowych. Poza tym w owym czasie kosztowne nie były jedynie atramentowe wydruki oraz usługi w słabo wówczas rozpowszechnionych laboratoriach cyfrowych. Obecnie widać, że początek okresu zmiany dominującej technologii, który wydawał się ongiś nierealnie krótki, przychodzi już po dwóch latach. Ilość sprzedawanych cyfrówek, w porównaniu z aparatami tradycyjnymi w 2004 r., przekroczyła granicę 50%. Oczywiście, jeśliby porównać liczbę posiadanych przez fotoamatorów wszystkich aparatów tradycyjnych z aparatami cyfrowymi, tych ostatnich jest zaledwie garstka. Mimo to, tak bardzo dynamiczna sprzedaż cyfrówek w niedługim czasie spowoduje, że ci najbardziej aktywni amatorzy fotografii wybiorą piksele. Można z dość dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że w najbliższym okresie większość amatorskich zdjęć będzie wykonywana aparatami cyfrowymi. Trudno jest się bowiem oprzeć pokusie wykonywania setek fotografii właściwie za darmo. Częstsze używanie spustu migawki daje większe szanse wykonania ciekawej fotografii. Ten powód oraz możliwość podejrzenia właśnie zarejestrowanego ujęcia stanowi argument nie do odparcia przez cyfro-sceptyków.

Koniec cyfro-sceptycyzmu

Aparaty cyfrowe

Aparaty cyfrowe

Dlaczego akurat teraz decydujemy się na zakup cyfrówki? Nie nastąpiły wszak rewelacyjne zmiany w technologii. Wciąż na rynku znajduje się wiele modeli rejestrujących obraz z maksymalną rozdzielczością 3 mln pikseli, czyli posiadających matryce wprowadzane jakiś czas temu. Dużo się wówczas mówiło o znacznie mniejszych możliwościach aparatów cyfrowych w porównaniu z ich analogowymi odpowiednikami. Wiadomo było, że aparat z matrycą nawet 4-milionową (hit sprzed 4 lat) zarejestruje dużo mniej szczegółów niż tradycyjne urządzenie utrwalające obraz na klatce filmu małoobrazkowego. To wszystko prawda, ale okazuje się, że w fotografii amatorskiej możliwość zapisu najmniejszych drobiazgów kadru miewa na ogół znikome znaczenie. Idąc do laboratorium w celu powiększenia fotografii z wakacji czy imprezy, zamawiamy na ogół odbitki nie większe niż 10 x 15 cm. Do wykonania dobrej jakości odbitki tej wielkości nie potrzebny jest aparat z 6- czy 8-milionową matrycą. Z powodzeniem wystarcza 3-milionowa cyfrówka, którą obecnie można kupić już za mniej niż 1000 zł.

Gąszcz marek i modeli

Nie tylko koncerny od lat związane z branżą fotograficzną upatrują w nowej technologii dobry biznes. Cyfrograficzny trend jest świetną okazją do zarobienia pieniędzy także dla firm, które z fotografią nie miewały dotąd kontaktu. Już od kilku lat na rynku pojawiają się urządzenia proponowane przez dalekowschodnich wytwórców myszek, klawiatur czy kamerek internetowych. Do ub. r. większość tych urządzeń prezentowało na ogół żenująco niską jakość zdjęć. Powodem było to, że aparaty te nie dysponowały na ogół ani zoomem, ani matrycą CCD, której rozdzielczość przekraczałaby 2 mln pikseli (często montowano matryce o rozdzielczości do 1 mln pikseli). Na domiar złego, stałoogniskowe obiektywy nie wyposażano w system automatycznego ustawiania ostrości. Montowano optykę typu "focus free", która rejestrowała ostry obraz przedmiotów, ale tylko tych, znajdujących się w pewnej odległości od aparatu (np. 2 - 3 m). Niektóre modele tanich cyfrówek dysponowały możliwością zmiany położenia soczewek w celu ustawienia ostrości na obiekty znajdujące się w mniejszej odległości od aparatu. Służył do tego dość prymitywny element - dźwigienka do przestawiania aparatu w tryb makro. Pozwalało to na ustawienie ostrości na blisko znajdującym się obiekcie. Metoda ta jednak nie sprawdzała się najlepiej. Słaba jakość podglądu na wyświetlaczu ograniczała możliwość precyzyjnego ustawiania ostrości.

Zakup aparatu niewyposażonego w autofokus to słaba inwestycja. Na szczęście większość firm proponujących cyfrówki odchodzi od rozwiązań tego typu.

Natarcie tanich pikseli

Bliźniacze oblicze cyfrówek - oba przedstawione na zdjęciu aparaty wyglądają dokładnie tak samo, dysponują identycznym wewnętrznym oprogramowaniem. Różnią się jedynie nazwą.

Bliźniacze oblicze cyfrówek - oba przedstawione na zdjęciu aparaty wyglądają dokładnie tak samo, dysponują identycznym wewnętrznym oprogramowaniem. Różnią się jedynie nazwą.

Firmy produkujące niedrogie urządzenia zaczynają wyposażać je w znacznie większe możliwości niż jeszcze 2 lata temu. W większości modeli stosuje się zoomy (i to na ogół o trzykrotnym współczynniku przybliżania) oraz matryce 3-, 4- a nawet 5-megapikselowe. Bardzo niewiele jest już właściwie modeli, których optyka nie posiadałaby mechanizmu automatycznego ustawiania ostrości. Czy zatem zaczynamy mieć już do czynienia z poważnym sprzętem? Z tym jeszcze bywa różnie. Trudno jeszcze mówić o tym, że cyfrówka za ok. 1000 zł dorównuje jakością znacznie droższym produktom markowym (za takie można uznawać modele oferowane przez znane koncerny fotograficzne). Niemniej jednak, wyniki testów pokazują, że urządzenia z Tajwanu zbliżają się do liderów dużymi krokami.

Nie występuje już jakościowa przepaść, jaka dzieliła niegdyś świat cyfrówek markowych i tych, proponowanych przez dalekowschodnich producentów komputerowych akcesoriów.

Jakość fotografii rejestrowanych przez tanie aparaty cyfrowe zbliża się dość szybko do standardów dyktowanych przez liderów cyfrografii. Gorzej bywa z jakością obsługi takich urządzeń - np. przyciski wymagają od nas użycia większej siły. Także materiały, z jakich wytwarza się tanie modele aparatów, wyraźnie odróżniają je od markowych produktów foto. Wydaje się być to ważne, gdyż obecnie coraz większą uwagę zaczynamy zwracać na wzornictwo, zwłaszcza tego typu gadżetów.

Atak klonów, czyli bliźniacze oblicza cyfrówek

Jak testowaliśmy aparaty cyfrowe

Jak testowaliśmy aparaty cyfrowe

Tanie cyfrówki proponowane przez znanych wytwórców sprzętu okołokomputerowego nie muszą pochodzić z ich fabryk. Podobnie bywa również z tanimi modelami dobrze znanych w świecie fotografii firm. Niektóre modele aparatów produkowane są "na zamówienie" w fabrykach znajdujących się gdzieś np. na Tajwanie czy w jego okolicach. Właściciele znanych marek wybierają proponowany przez azjatyckie wytwórnie produkt i oznaczają go swoim logo, pakują we własne pudełko i gotowe. Zamawiający dany model może mieć wpływ np. na stylistykę obudowy lub wygląd menu. Dlatego dziwi czasem to, że w dwóch różnych "opakowaniach" może być sprzedawany taki sam produkt. Zdarza się jednak, że niektórym firmom mniej zależy na ukrywaniu korzeni proponowanego przez siebie sprzętu. Przykład taki pokazujemy na zdjęciu. Oba aparaty wyglądają dokładnie tak samo, dysponują identycznym wewnętrznym oprogramowaniem i otrzymały bardzo zbliżone wyniki w teście.


Zobacz również