Cyfrowa hipokryzja

Przyznam się Państwu, że wreszcie uległem pokusom i zacząłem używać iPoda. Chcę jednak zaznaczyć, że dzielnie opierałem się dłużej niż większość moich znajomych. Cóż jednak mogłem zrobić, skoro pod choinką znalazłem szaro-biały sześcian? Otworzyłem i od razu przekonałem się, jak nisko upadłem.

Przyznam się Państwu, że wreszcie uległem pokusom i zacząłem używać iPoda. Chcę jednak zaznaczyć, że dzielnie opierałem się dłużej niż większość moich znajomych. Cóż jednak mogłem zrobić, skoro pod choinką znalazłem szaro-biały sześcian? Otworzyłem i od razu przekonałem się, jak nisko upadłem.

Otóż w środku opakowania szczęśliwy użytkownik najpierw napotyka licencję na oprogramowanie Apple (którego nie wolno kopiować), a zaraz potem właściwe urządzenie, które nie służy do niczego innego niż cyfrowego kopiowania utworów chronionych prawem autorskim.

Naprawdę jednak chęć napisania tego felietonu wywołała naklejka ochraniająca wyświetlacz odtwarzacza. Otóż białymi literami, które z trudem można odczytać, zaapelowano tam do mojej uczciwości, prosząc abym nie kopiował utworów nielegalnie.

Jak dla mnie jest to moralny upadek szanowanej dotąd firmy. Dotychczas tak otwartą hipokryzją popisywały się tylko rządy różnych krajów, zmuszając producentów papierosów do umieszczania olbrzymich napisów ostrzegających w imieniu ministra zdrowia o szkodliwości palenia. Jednocześnie te same rządy podwyższały opodatkowanie papierosów, czerpiąc z ich sprzedaży coraz większe dochody. Znaczy się obywatel może sobie rujnować prywatnie zdrowie, o ile zapłaci za to państwu specjalny podatek.

Oczywiście, działalność państw nie jest do końca konsekwentna, gdyż napisy o szkodliwości na butelkach z alkoholem są mniejsze, zaś zyski większe niż przy papierosach i żadne państwo nie wpadło dotąd jeszcze na pomysł sprzedawania narkotyków. Myślę, że taka przełomowa chwila niedługo jednak nastąpi, zaś uznanie marychy jako leku jest w tym kierunku pierwszym krokiem. Tymczasem biznes oczywiście naśladuje politykę państw, bo taka już jest natura ludzi, że nic co ludzkie nie jest im obce. Niby dlaczego państwo ma czerpać zyski, a my nie - przecież państwo to my! No i zaczyna się.

Najpierw obywatel kopiuje swoją płytotekę CD do komputera, aby ją potem przenieść do iPoda. Niby nie ma w tym nic nagannego, bo płyty kupił za drogie pieniądze. Tyle tylko, że producent muzyki w swoich kalkulacjach cenowych nie przewidział istnienia kopii doskonałej. Ba, w tym przypadku dwu kopii, co oznacza, że łatwo możemy pozbyć się oryginalnej płyty. Stąd w sklepach z używanymi CD obroty coraz większe, zaś jakość płyt coraz lepsza, bo są one odgrywane tylko raz. Owszem, stare płyty mają ślady wskazujące na ich ciekawą przeszłość, ale jeśli tylko dają się odtwarzać, no to krążą w drugim obiegu.

Naprawdę ciekawie zaczyna się, gdy dwu posiadaczy iPodów spotka się w celu bynajmniej nie towarzyskim. Szybkie podłączenie do laptopa i już można wymienić zawartość. Zresztą wcale nie trzeba mieć bezpośredniego kontaktu. Wystarczy nagrać całą swoją bibliotekę muzyki na DVD-R (na jednym krążku mieści się jakieś dwa dni grania) i wysłać, w zamian otrzymując podobne krążki od partnerów. To jest właśnie ten nowy, wspaniały świat cyfrowy Apple'a. Normalny użytkownik nigdy zapewne nie zapełni zawartości DVD swoimi produkcjami, ale cudzymi jak najbardziej.

Sprawa staje się jeszcze bardziej poważna, gdy zaczynamy myśleć o filmach. Producenci filmowi byli bogatsi o doświadczenia producentów muzyki, gdy opracowali standard DVD. Stworzyli potworka o nazwie "kody regionalne", niby po to, aby umożliwić wprowadzanie filmów na różne rynki w różnym czasie.

Wprawdzie nie wiadomo, dlaczego film z Bondem, który w kinach pojawia się w Europie w tym samym czasie co w Ameryce, miałby mieć premierę na DVD przesuniętą w czasie w różnych krajach. Tak naprawdę kod regionalny pozwala sprzedawać filmy w różnej cenie.

Niestety, utrudnia także życie ludziom, którzy mają kontakty na przykład po obu stronach Atlantyku. Mój kuzyn odwiedził Polskę w okresie świąt i dostał od rodziny kilka filmów dla dzieci. Nieświadom istnienia regionu drugiego wsadzał płytki do swego nowego amerykańskiego odtwarzacza i martwił się, że graj jest popsuty. W tym przypadku z pomocą przychodzą sami producenci sprzętu. Po drobnych modyfikacjach wiele modeli odtwarzaczy DVD jest sprzedawanych jako wolne od regionalizacji. Odtwarzacze komputerowe też podlegają tym samym zasadom kontroli i oczywiście zabezpieczenia zostały w nich już dawno temu złamane. Istnieje ciekawa strona, z której każdy posiadacz komputera Apple może sobie ściągnąć załatane oprogramowanie napędu SuperDrive, pozwalające na nieograniczone przełączanie kodu regionalnego. Normalnie jest to możliwe, zdaje się, pięć razy. Jest to kolejny objaw hipokryzji, bo wskazuje użytkownikom, że jednak zmiana jest możliwa.

Zastanawiam się, czy zmiana oprogramowania odtwarzacza DVD jest jeszcze legalna, czy już nie? Przecież to jest moja prywatne własność. Podejrzewam jednak, że DMCA, czyli Digital Millennium Copyright Act, może tu znaleźć zastosowanie. Tym bardziej że producenci DVD nie tylko kodują nowe filmy, co można ostatecznie zrozumieć, ale także stare. Jeśliby Państwo chcieli oglądać klasyczne filmy z lat 60., to prawdopodobnie okaże się, że nie ma ich wersji w kodzie 2, ale istnieją wersje w kodzie 1. Dlaczego nie są tłoczone bezkodowo, nijak pojąć nie mogę, szczególnie oglądając takie filmy. Ich jakość jest wyraźnie gorsza niż współczesnych produkcji, co jest zrozumiałe, bo kopiowanie odbywa się ze starej taśmy filmowej, a nie z cyfrowego mastera.

Podejrzewam, że całe zamieszanie reklamowe wokół domowego centrum cyfrowego, tak zręcznie przedstawianego przez firmy komputerowe jako centrum życia rodzinnego, zakończy się powstaniem cyfrowego rynku równoległego, na którym będą królowały doskonałe kopie cyfrowe muzyki, zdjęć, filmów, a nawet książek oraz rzeźb. Współczesna technologia cyfrowa na to pozwala. Wyraźny spadek sprzedaży nowych płyt CD z muzyką zdaje się być pierwszym sygnałem, że tak już się dzieje.

Nic dziwnego, że przerażeni producenci zaczynają kodować CD, co z kolei powoduje wieszanie się komputerów iMac. Zapewne niedługo ktoś te zabezpieczenia złamie, ktoś inny wprowadzi nowe itd., itp.


Zobacz również