Cyfrówki z siłą pikseli

Wyglądają podobnie do aparatów, do których jesteś przyzwyczajony, różni je głównie to, na czym zapisują zdjęcia. Panuje opinia, że fotografie wykonywane aparatami tradycyjnymi wciąż jeszcze są lepszej jakości. Do niedawna rzeczywiście tak było.

Wyglądają podobnie do aparatów, do których jesteś przyzwyczajony, różni je głównie to, na czym zapisują zdjęcia. Panuje opinia, że fotografie wykonywane aparatami tradycyjnymi wciąż jeszcze są lepszej jakości. Do niedawna rzeczywiście tak było.

Gdy porównywaliśmy zdjęcia tradycyjne i cyfrowe, największa różnica dotyczyła rozdzielczości. Oczywiście, można ją było dostrzec, wykonując duże powiększenia (minimum 15x21cm). Zdjęcia o rozdzielczości 2 milionów pikseli były wyraźnie gorsze od tradycyjnych, wykonanych na filmie. Porównując obraz tradycyjny z wykonanym aparatem wyposażonym w mocną matrycę CCD, nie od razu zobaczysz różnicę. Oczywiście w pewnym powiększeniu wciąż jeszcze lepiej wypadnie tradycyjny materiał światłoczuły (zwłaszcza o niskiej czułości - np. ISO 100), ale różnica powoli zaczyna się zacierać. Gdy fotografujesz hobbystycznie, obraz z aparatu o rozdzielczości 4 lub 5 milionów pikseli spełni twoje oczekiwania. Możesz go spokojnie powiększyć do rozmiarów A4 - po pewnych modyfikacjach w programie graficznym nawet specjalista z trudem go odróżni od tradycyjnego (jeśli nie będzie to wydruk, a odbitka z digilabu).

Tym razem w naszym laboratorium znalazło się dziesięć najnowszych amatorskich aparatów cyfrowych, wyposażonych w dużej rozdzielczości sensory - cztero- i pięciomegapikselowe. Wśród przetestowanych urządzeń znajdują się aparaty zarówno do wykonywania prostych zdjęć, na przykład podczas spaceru, oraz takie, którymi można wykonać bardzo dobrej jakości powiększenia, z powodzeniem spełniające wymagania większości drukowanych czasopism lub małych wydawnictw reklamowych. Ponieważ chcieliśmy pokazać urządzenia różnych klas i zastosowań, niniejszego testu nie można traktować jako rankingu.

Na wpół profesjonalnie

Olympus C-5050 Zoom

Olympus C5050 - górna część aparatu - zamontowano "sanki" do lampy błyskowej.

Olympus C5050 - górna część aparatu - zamontowano "sanki" do lampy błyskowej.

Nowość Olympusa, jeden z hitów tegorocznych targów fotograficznych Fotokina, wraz z modelem Nikona uzyskała w naszym teście najwyższe noty. Obraz, który rejestruje C-5050, nie tylko pod względem większej rozdzielczości różni się od tego, jaki zapisuje również nagradzany u nas jego poprzednik (C-4040). Zdjęcie charakteryzuje się bardzo dobrą ostrością i niskim poziomem zakłóceń. Aparat dobrze oceniliśmy także za odwzorowanie szczegółów znajdujących się w cieniach obrazu. Niewiele punktów zdobył za zdolność prawidłowej interpretacji barw, ale należy zwrócić uwagę, że tym razem aparaty były testowane w trudniejszych warunkach (patrz procedura testowa).

Budową cyfrówka przypomina swoich poprzedników z serii C-x0x0 Zoom. Wprowadzono jednak dwa bardzo istotne udogodnienia: na górze aparatu, nad celownikiem, znajdują się "sanki" do lampy błyskowej, w komorze karty pamięci znajdziesz już nie jeden, a trzy gniazda na nośniki w standardach SM, CF oraz XD.

Po tych zmianach flagowy kompakt Olympusa jest bardzo groźnym rywalem cieszącego się nie mniejszym zainteresowaniem półprofesjonalnego Canona G3 (niestety, ten model nie trafił jeszcze do naszego laboratorium).

Nikon Coolpix 5700

Przyciski sterowania aparatem w większości zlokalizowano pod kciukiem fotografującego.

Przyciski sterowania aparatem w większości zlokalizowano pod kciukiem fotografującego.

Chyba nie jest niespodzianką, że najlepszy kompaktowy model aparatu cyfrowego Nikona wypadł bardzo dobrze. Ze względu na możliwości i wyniki testów bez wahania uznajemy go za urządzenie półprofesjonalne. Cyfrówka ma średniej wielkości korpus, do którego umocowano dość duży obiektyw. Nikon zastosował aż ośmiokrotny zoom. Pod tym względem Coolpix 5700 staje się jednym z liderów wśród cyfrówek tej klasy.

Z tyłu znajduje się odchylany na wszystkie strony panel LCD. Co prawda, nie jest duży, lecz pokazuje dobrej jakości podgląd fotografowanej sceny - kolory są zbliżone do rzeczywistych, obraz przesuwa się płynnie. Na górze producent umieścił "sanki" do lampy błyskowej. Aparat przystosowano do współpracy z fleszami Nikona, wyposażonymi w automatykę określającą siłę błysku. Ponadto nad obiektywem umieszczono standardowy, odchylany flesz. Dobrze się sprawdza jako zatrzymujący ruch "dopalacz", gdy fotografujesz w trybie preselekcji przesłony.

Przełącznik zmiany ogniskowej znajduje się pod kciukiem prawej ręki. Jest to rozwiązanie ergonomiczne - jeden palec służy do przybliżania fotografowanego obiektu, drugim wykonujesz zdjęcie, co przyspiesza cały proces. Dobrze oceniamy także kształt rękojeści. Niestety, w konstrukcji można dostrzec również mankament: elektroniczny wizjer, który pokazuje obraz o niskiej rozdzielczości w nierzeczywistych barwach. Nie dość, że trudniej za jego pomocą skomponować kadr, to jeszcze w przeciwieństwie do wizjera optycznego zużywa energię.

Aparat miewa problemy z automatycznym ustawieniem ostrości, jak to zresztą najczęściej bywa, gdy fotografuje się w słabo oświetlonych pomieszczeniach.

Producent dobrze pod względem wygody obsługi opracował system wyboru punktów ustawiania ostrości. Z tyłu obudowy umieszczono menu, po którym poruszamy się za pomocą strzałek.

Powyżej przycisków zoomu znajduje się koło nastaw, za pomocą którego można zmieniać tryby lub parametry naświetlania (np. przesłonę czy stopień kompensacji). Dzięki dobremu usytuowaniu kluczowych dźwigni i pokręteł aparat ustawia się szybko i wygodnie.

Coolpix 5700 zasilany jest nietypowym akumulatorem, co uważamy za wadę.

Zdjęcia z tego modelu są bardzo ostre - najostrzejsze z fotografii wykonanych testowanymi tym razem cyfrówkami.

To rezultat nie tylko dobrej optyki - Nikon zastosował (jak większość innych producentów) także wyostrzanie programowe w postaci "maski wyostrzającej", co można zauważyć w dużym powiększeniu. Obraz jest dość czysty. Natomiast aparat średnio wypadł w teście odwzorowania szczegółów w cieniach.

Nikon Coolpix 4500

Najmłodszego przedstawiciela dobrze znanych "dwuczłonowców" Nikona z serii Coolpiksów 900 oceniliśmy już nieco niżej. Uproszczono tę konstrukcję, nie stosując dodatkowego, informacyjnego, wyświetlacza LCD, dlatego wszystkie ustawienia można odczytać jedynie na energochłonnym, kolorowym wyświetlaczu LCD. Jest mały, tak jak w modelu opisanym wyżej, ale pokazuje dobrej jakości obraz fotografowanej sceny.

Pod względem rozmieszczenia przycisków funkcyjnych aparat jest ergonomiczny.

Ma optyczny wizjer, przejrzysty jak na aparat kompaktowy. Wygodnie obsługuje się menu, ale w niewygodnym miejscu umieszczono gniazdo zasilacza - na środku przedniej ścianki. Aparat zasilany jest również nietypowym akumulatorem.

Obraz z tego modelu Coolpiksa można ocenić dobrze. Pod względem ostrości ustępuje, co prawda, "wyższemu bratu", jednak nie na tyle, by nie dostać w tej próbie 8 punktów na 10 możliwych. Natomiast nie jest wolny od zakłóceń, widocznych głównie w cieniach w postaci kolorowej "kaszy".

Sony DSCF717

Jedna z najbardziej zaawansowanych konstrukcji Sony wyróżnia się budową. Aparat składa się z wyraźnie wyodrębnionego korpusu oraz nieproporcjonalnie dużego obiektywu na zawiasie, co pozwala na poruszanie optyką w górę i w dół. Jest to rozwiązanie podobne do stosowanego w cyfrówkach Nikona z serii 900 (także w najnowszym, opisywanym tu modelu Coolpix 4500). Producent zastosował elektroniczny wizjer - jest nim kolorowy wyświetlacz LCD, wbudowany w okular aparatu. Obraz, który pokazuje, jest wyraźny i dość dobrze odwzorowuje kolory. Barwy pokazywane na małym i dużym wyświetlaczu nie różnią się (dość wyraźne różnice zdarzają się w modelach innych producentów).

Aparat został dobrze oceniony za możliwości. Przeciętnie wypadł w analizie obrazu.


Zobacz również