DVD-etykieta

Drodzy moi, czy nie uważacie, że nadszedł już czas, by stworzyć DVD-etykietę, zestaw przepisów i norm podpowiadających, jak powinni postępować ludzie produkujący i kupujący płyty DVD? Tak, żeby jasno powiedzieć, co jest dobre, a co złe i na czym większości z nas naprawdę zależy.

Drodzy moi, czy nie uważacie, że nadszedł już czas, by stworzyć DVD-etykietę, zestaw przepisów i norm podpowiadających, jak powinni postępować ludzie produkujący i kupujący płyty DVD? Tak, żeby jasno powiedzieć, co jest dobre, a co złe i na czym większości z nas naprawdę zależy.

Zanim zastanowimy się, czego będziemy wymagać od nas samych, użytkowników, powiedzmy wyraźnie, czego oczekujemy od producentów: przede wszystkim rzetelności i dbałości o szczegóły! DVD to format zapisu audiowizualnego, wprowadzany na rynek pod hasłem doskonałości technicznej, która przeniesie nas w inny wymiar kontaktu ze sztuką filmową. Koniec z prymitywizmem kasety VHS, teraz liczyć się będą niuanse: doskonały obraz, łatwy dostęp do każdej sceny filmu bez mozolnego przewijania, bogaty zestaw narzędzi pomagających widzom w odbiorze filmu, niezależnie od języka, jakim mówią. Menu wypełnione wielojęzycznymi wersjami napisów to miał być jeden z głównych atrybutów globalności nowego formatu, przeznaczonego nareszcie rzeczywiście dla wszystkich.

Pamiętam pierwsze płyty DVD, jakie pojawiły się na polskim rynku. Pamiętam, co mówiłem dziennikarzom podczas pierwszej w Polsce konferencji prasowej, prezentującej zalety nowej technologii DVD. Na dowód pokazywałem im owe filmy: "Niebezpieczne związki", "Batman & Robin", "Czarownice z Eastwick". Wyposażone one były w interesujące dodatki, informacje o aktorach i liczne wersje językowe, obowiązujące w regionie 2: angielską, hiszpańską (kastylijską), portugalską, hebrajską, arabską, polską, grecką, czeską, węgierską, turecką i chorwacką. To prawdziwa rewolucja - mówiłem z wiarą w swoje słowa - a przecież to dopiero początek.

Ano, początek i zarazem... koniec wszechstronnej oferty. W miarę popularyzowania formatu DVD dystrybutorzy przestali być tak staranni. Zaczęli poświęcać więcej uwagi opakowaniu niż zawartości: wymyślnemu pudełku, kolorowym książeczkom, komputerowym bajerom. A to, co powinno być standardem, podstawą, oczywistością coraz częściej kulało. Okazywało się np. że owszem film ma wszystkie obowiązujące wersje językowe (w tym polską oczywiście), ale już wywiad z reżyserem albo dołączony na drugiej płycie film dokumentalny - nie. W najlepszym razie, tak jak w telewizji, nagrywano głos lektora (dziękuję wszystkim korespondentom, którzy popierają mój sprzeciw wobec stosowania tego anachronizmu na płytach DVD). Albo w ogóle nic - jeśli ktoś chce zrozumieć, o co chodzi, niech się uczy angielskiego.

Może to i słuszna idea. Wcale nie zamierzam zniechęcać do nauki języków obcych, choć osobiście nie wierzę, bym Niemca czy Czecha namówił do nauki... polskiego. A należałoby, skoro wydany na płycie DVD polski film "Quo vadis" Jerzego Kawalerowicza (mniejsza o jego wartość artystyczną), można oglądać praktycznie tylko w polskiej wersji językowej, o czym - nieco zakłopotany - zawiadomił mnie czytelnik, pan Stanisław, żaląc się, że chciał zrobić niespodziankę i przyjemność swoim zagranicznym kolegom z pracy i nic z tego nie wyszło, bo obcojęzyczne napisy za nic nie chciały się pojawiać na ekranie.

Trochę się obawiam, że wraz z przestawianiem się producentów na masową produkcję filmów na płytach DVD zanikną obiecane na początku staranność i wszechstronność. Dlatego uważam, że pierwsze przykazanie tworzonej przez nas DVD-etykiety powinno brzmieć: nie zapominaj, że na DVD nie tylko obraz ma być idealny!

Tomasz Raczek Krytyk filmowy i felietonista. Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji (Perły z lamusa) i rozmów drukowanych we Wprost oraz wydanych w trzech książkach: "Perły do lamusa?", "Poławiacze pereł" i "Perłowa ruletka".


Zobacz również