Dawajcie tego Schwarzeneggera...

Czy przed rozpoczęciem styczniowego Macworld Expo ktoś z Państwa przypuszczał, że największym wydarzeniem tych targów będzie premiera nowych PowerBooków? Oczywiście nie, podobnej bzdury nie dało się znaleźć w najbardziej idiotycznych serwisach internetowych, które kręcą się wokół Maców.

Czy przed rozpoczęciem styczniowego Macworld Expo ktoś z Państwa przypuszczał, że największym wydarzeniem tych targów będzie premiera nowych PowerBooków? Oczywiście nie, podobnej bzdury nie dało się znaleźć w najbardziej idiotycznych serwisach internetowych, które kręcą się wokół Maców.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł przewidzieć, iż raptem dwa miesiące po wprowadzeniu PowerBooka G4 z gigahertzowym procesorem pojawi się jego większa i rozbudowana o nowe możliwości wersja.

Wśród wszystkich plotek, jakie pojawiały się wtedy w makowym światku, na całkiem prawdopodobną wyglądała ta, według której Steve Jobs miał ogłosić swoją rezygnację z posady w Apple'u (w końcu jak się zarabia dolara rocznie, to nietrudno znaleźć coś lepszego nawet w najgłębszej recesji) i jednoczesny transfer na stanowisko szefa Disneya. Miało to sens; założone i ciągle kierowane przez Jobsa studio animacji Pixar okazało się dla Disneya kurą znoszącą złote jaja. Disney własnymi siłami nie był w stanie w ostatnich latach stworzyć tak kasowych filmów, jak wyprodukowane przez Pixara obie części "Toy Story" czy "Potwory i spółka".

To, co Disney proponował w tym czasie, to odgrzewane (choć ze względu na Walta Disneya, który ciągle czeka zanurzony w ciekłym azocie na swoje życie po życiu, należałoby raczej użyć słowa rozhibernowane) kotlety, takie jak "Królewna Śnieżka" (też leżała w ciekłym azocie?). Muszę przyznać, że i ja dałem się nabrać i czekałem tylko na oficjalne potwierdzenie tych "przecieków". Czekałem - wyznaję - z niepokojem, bo jestem już w tym wieku, że bardziej interesuje mnie połączenie procesora G5 z Makiem niż rybki Nemo z jej tatą. Okazało się (w gruncie rzeczy jak zwykle, bo tak dzieje się z wszystkimi plotkami przed Macworld Expo), że Jobs póki co zostaje w Cupertino i możemy być pewni, że jeszcze nieraz nas zaskoczy.

A czym Apple może nas zaskoczyć jeszcze w tym roku, który zaczął się od - jak się rzekło - zupełnie nieprzewidywalnej premiery? Proponuję zgaduj-zgadulę. Ale uwaga: rozważamy tylko prawdopodobne scenariusze. Najbardziej oczekiwanym wydarzeniem byłaby na pewno premiera Maca z zupełnie nowym procesorem. Niestety, inżynierowie Motoroli zajmują się procesorami PowerPC chyba tylko w weekendy. Duże nadzieje budzi chip IBM-a, 970.

Jeśli sprawy posuwałyby się jak należy, wtedy - najpewniej jesienią - moglibyśmy zobaczyć Power Maca G5. A co się stanie, jeśli testy układu IBM970 nie wypadną pomyślnie? Może okazać się, że nie doczekamy się w ogóle PowerMaca G5, a Apple zainteresuje się procesorami Intela. Fantazja? Nie sądzę. O możliwości przeniesienia Mac OS-a na chipy Intela mówi się od dawna (Apple ponoć już raz tego dokonał, ale nie zdecydował się na ostateczny ruch, obawiając się, że to zabije jego dochody ze sprzętu), a z Mac OS X - i Uniksem pod spodem! - powinno to być łatwiejsze niż kiedykolwiek dotąd. Osobiście stawiałbym na G5, może jesienią, a może dopiero na początku roku 2004. Wraz ze zmianą procesora zapewne pojawi się nowa płyta główna (może w technologii HyperTransport, która ma umożliwić szybką wymianę danych pomiędzy różnymi podzespołami komputera; ponieważ jej przepustowość przekracza 12 GB/s, mówi się, że dla komputerów będzie ona tym, czym FireWire dla urządzeń zewnętrznych) oraz zupełnie nowa obudowa, nie kolejne wcielenie czegoś, co znamy od czasów niebieskiego G3, lecz zupełnie nowy projekt, oczywiście z innej, lepszej planety.

Za pewnik można przyjąć, że Apple nadal będzie rozwijał koncepcję digital hub. Otwarta pozostaje kwestia, jakimi produktami objawi się ona w najbliższych miesiącach. Może to być cyfrowy magnetowid - duży dysk, na którym zapisuje się cyfrowo programy telewizyjne. W Stanach takie urządzenia (np. Tivo, ReplayTV) zyskują coraz większą popularność, głównie dzięki temu, że przy zapisie można pomijać reklamy. Apple mógłby wypuścić podobne, stacjonarne urządzenie (to mniej prawdopodobne, bo jak na Apple'a mało innowacyjne) albo specjalną kartę do PowerMaców, która zrzucałaby programy na dysk komputera. Apple może też rozbudować iPoda, np. przez dodanie cyfrowego aparatu fotograficznego i możliwości przeglądania zdjęć oraz plików wideo.

Możemy się też spodziewać zupełnie nowych urządzeń. Jak się ostatnio okazało duch Newtona żyje. Objawił się on w zawartej w Mac OS-ie X technologii Inkwell, która, kiedy piszemy na tablecie, rozpoznaje pismo odręczne i zamienia je na tekst w dowolnej aplikacji. Czy to nie przymiarka przed zastosowaniem jej w samodzielnym urządzeniu? Mógłby to być jakiś komputerek kieszonkowy (na potrzeby niniejszego felietonu mógłby się nazywać iPalm), może nawet połączony z telefonem komórkowym, albo coś większego - pełnoprawny komputer, konkurent tabletów PC: pulpit formatu A4, którego górna powierzchnia to ekran LCD, po którym piszemy specjalnym piórkiem.

A sam Jobs? Póki co zostanie w Apple'u. Ale w kolejnych wyborach stanie do walki o fotel gubernatora Kalifornii. Tu w ostatecznym starciu zmierzy się z kandydatem republikanów Arnoldem Schwarzeneggerem...

Niestety, papier nie guma, pora kończyć.


Zobacz również