Demony prędkości

Film o szybkich samochodach, pięknych ludziach i nielegalnych wyścigach. Nic nowego? Ale tym razem realizacja techniczna i niesamowite efekty specjalne naprawdę wbijają widza w fotel.

Film o szybkich samochodach, pięknych ludziach i nielegalnych wyścigach. Nic nowego? Ale tym razem realizacja techniczna i niesamowite efekty specjalne naprawdę wbijają widza w fotel.

Szybcy i wściekli wpisują się na listę amerykańskich filmów kręconych głównie z myślą o młodzieży. W produkcję zainwestowano 38 mln USD, po to by pokazać urodziwych młodzieńców i ich fantastyczne samochody, a przy okazji dobrze na tym zarobić. Na pierwszy plan przebija się również muzyka spod znaku techno i hip-hopu. Wesołe i dynamiczne kawałki nadają ton całemu przedstawieniu, które w cieple kalifornijskiego słońca prezentuje się bardzo atrakcyjnie.

Szybcy i wściekli żyją pełnią życia, a ich najważniejszym celem jest przekroczenie bariery prędkości, która staje się ich pasją, a nawet obsesją - jedyną prawdziwie doznawaną wolnością. Aby widz mógł tę pasję podzielać z bohaterami, co chwila zmieniane są ujęcia poszczególnych scen, a muzyka, pisk opon i ryk silnika wbijają go w fotel. Efekt: całkiem niezła symulacja wyścigu, nawiązująca stylistyką do gier komputerowych.

Start

Dzięki bardzo dobremu udźwiękowieniu i wspomnianej już dbałości o dynamikę obrazu Szybcy i wściekli podbili amerykański rynek DVD. Film, którego amerykańska edycja ukazała się 2 stycznia 2002 r., okazał się wielkim komercyjnym sukcesem. Studio Universal ogłosiło, że premierowa partia 2,9 mln egzemplarzy została sprzedana w ciągu pierwszego tygodnia.

I nie powinno to dziwić, bo dawno już nie było płyty równie świadomie przygotowanej właśnie pod kątem efektów. Sceny, w których używane są właściwie wszystkie kanały, pojawiają się często. Wszystko słychać znakomicie. Obrazowi również nie można nic zarzucić - w pełni klarowny, ostry jak brzytwa, wyróżnia się bogatą, pięknie nasyconą paletą barw. Intensywność i jakość są w tym filmie na najwyższym poziomie. Zresztą Szybcy i wściekli również w warstwie fabularnej nawiązują do technologii DVD. Otóż tajemniczy rajdowcy niczym Indianie dokonują napadu na pędzącą ciężarówkę, przewożącą sprzęt audio-wideo. Napad jest przeprowadzony z finezją i brawurą godną szaleńca. W komentarzu reżyser zwraca uwagę, że jest to zamierzona alegoria westernu. Konie i parowozy zastąpiono olbrzymią ciężarówką oraz trzema hondami civic.

Jedyne, czego brakuje w tej nocnej sekwencji to zapach spalonej gumy.

Silnik samochodu wyje od pierwszych do ostatnich scen Szybkich i wściekłych. Rozdziera zarówno przody, jak i tyły naszego systemu głośnikowego, zamykając nas w rajdowym samochodzie głównego bohatera. Jest to szczególnie słyszalne w scenie pierwszego nielegalnego wyścigu. Zgranie akcji, tworzonej komputerowo, ze zmieniającą się melodyką silnika daje niespotykany efekt.

Szybcy i wściekli

Do szalonego pościgu o tytuł mistrza szos stają najlepsi rajdowcy z miasta. Są oni bohaterem zbiorowym filmu i reprezentują swoistą subkulturę, w której przyjęło się podkręcanie szybkości samochodów podtlenkiem azotu. Na planie indywidualnym pojawiają się: tajny policjant Brian O'Conner (Paul Walker) i gangi Dominica Toretto (Vin Diesel) oraz Johnny'ego Trona (Rick Yune). Sprawa dotyczy natomiast spektakularnych napadów na ciężarówki. Związki zawodowe interweniują, kierowcy gotują się do linczu, a w tym czasie Brian wpada na trop powiązań bandytów z nielegalnymi wyścigami samochodowymi. Chcąc wkupić się w łaski przestępców, O'Conner przebudowuje swój samochód. Wkrótce zazna nie tylko zawrotnej prędkości, ale również pozna piękną Mię Toretto, a nawet zrozumie i polubi bandytów.

Nie znajdziemy jednak w tym filmie wątku psychologicznego, znanego z Donnie Brasco. Zobaczymy tu przede wszystkim piękne samochody i bardzo przystojnych mężczyzn. Usłyszymy też świetną, dynamiczną muzykę.


Zobacz również