Desperados: Wanted Dead or Alive

W promieniach zachodzącego słońca zza horyzontu wyłonił się jeździec. John Cooper zsiadł z konia i niedbałym gestem poprawił kapelusz. U pasa połyskiwały świeżutko wyczyszczone i naładowane colty. Łowca głów podszedł do wiszącego na ścianie budynku ogłoszenia i zerwał je gwałtownym szarpnięciem. Przyjrzał się napisowi jeszcze raz, skrzywił, zmiął papier i wycedził przez zaciśnięte zęby "jeszcze cię dopadnę El Diablo!".

Czy czujecie klimat dawnych westernów? Tak, Dziki Zachód, szlachetny rewolwerowiec i czarny charakter, który na końcu zostaje pokonany. Wszystko się zgadza - w grze Desperados jesteśmy stojącym po stronie dobra, choć raczej pozbawionym skrupułów łowcą głów. Naszym zadaniem jest pokonanie bardzo, bardzo czarnego charakteru, praktycznie władcy całego przestępczego świata - El Diablo (taki ma przydomek, bardzo proszę nie mylić z inną, znaną grą). Najpierw spotykamy pomniejszych, mniej lub bardziej groźnych łotrów, bandziorów i złodziejaszków. W szlachetnej misji pomagają nam przyjaciele, których stopniowo spotykamy na swojej drodze. Zazwyczaj musimy im w jakiś sposób pomóc, np. uratować przed powieszeniem. Potem wielokrotnie będą mogli okazać nam swoją wdzięczność.

Każdy z naszych towarzyszy, ma unikalne umiejętności, które przydają się w walce. Na przykład John Cooper potrafi rzucać nożem, przenosić związanych lub zabitych wrogów, a także wspinać się na skały. Doc Mc Coy jest lekarzem, który doskonale strzela nawet z bardzo dużej odległości. Kate umie swymi wdziękami zauroczyć przeciwnika, a w decydującym momencie nieźle przykopać poniżej pasa (lekcje pewnie brała u Gołoty :-) Nie będę jednak tu opisywał ich wszystkich umiejętności oraz pozostałych osób, których jest łącznie sześć. Nie chcę Wam odbierać przyjemności samodzielnego ich poznawania. W bardzo ciekawy sposób są one bowiem stopniowo przedstawiane w trakcie gry - każdorazowo gdy poznamy nową osobę mamy osobną misję "szkoleniową" i to powiązaną w ciekawy sposób z fabułą.

Gra nie ma nic wspólnego z krwawą siekaniną, strzelanką, czy nawet RTS-em. Fani Serious Sama niech raczej dla własnego dobra trzymają się z daleka. Mogłyby bowiem wystąpić u nich objawy znacznego przegrzana mózgu i nawet najlepszy wentylator wtedy nie pomoże. Gra jest bardzo trudną strategią, gdzie liczy się właściwe planowanie i umiejętne wykorzystanie umiejętności poszczególnych postaci i to we właściwym miejscu i czasie. Bezmyślne strzelanie i w ogóle robienie hałasu nie przyniesie nam sukcesu, raczej szybko polegniemy pod ostrzałem przeważających sił wroga.

Właściwie nie ma najmniejszych wątpliwości że pomysł gry został w całości zapożyczony ze słynnych Komandosów. Zmieniono lokalizację, umiejętności postaci, fabułę, ale reszta - cały interfejs, sposób poruszania postaciami - właściwie bez zmian! Poprawiono jeszcze grafikę - w najwyższych rozdzielczości wygląda powalająco, mimo że nie wykorzystuje możliwości akceleratorów (co może się z kolei odbić "czkawką" posiadaczom co słabszych maszyn). Usprawniono także wydawanie poleceń - teraz możemy ustawić kilka czynności które mogą być potem wykonane za naciśnięciem jednego klawisza, a nawet z góry koordynować działania kilku osób. Za wtórność należy się jednak grze duży minus.

Poza tym, że czujemy się jakbyśmy zamiast nowej gry dostali dodatkowe misje do Komandosów, nie można na nic narzekać. Fabuła jest bardzo ciekawa, a zadania do wykonania arcytrudne, niemal od samego początku. Kolejne misje łączą w całość bardzo dobrze zrobione przerywniki filmowe, także wewnątrz gry dość częste są całkiem długie dialogi i scenki oparte już na enginie gry. Zrozumiałe są one niestety tylko dla osób nieźle władających językiem angielskim, dystrybutor bowiem nie postarał się o polską lokalizację gry. Szkoda. Pewnie uznał że jak ktoś ma tyle samozaparcia i inteligencji, żeby grać w tę naprawdę trudną grę, to angielski ma w małym palcu. I coś w tym pewnie jest, co nie znaczy że usprawiedliwia to brak polskiej wersji.

Gra jest bardzo ciekawa, dobrze zrobiona, ale jednak nie dla każdego. Nie uważam się za jednostkę wybitnie inteligentną, ale jakoś tak mimo wszystko troszkę powyżej poziomu słynnych Kiepskich. A wielokrotnie podczas gry miałem duży problem z przejściem misji. Po prostu utknąłem! Czasem wręcz można się przez to niemal zniechęcić. Nie mówiąc o konieczności zapisywaniu stanu gry niemal po każdym kroku - jeśli tego nie zrobimy - malutki błąd i możemy zaczynać misję od nowa. Cóż, nie każdy jest urodzonym strategiem! Natomiast dla wielbicieli Komandosów - to pozycja praktycznie obowiązkowa. Oczywiście inni cierpliwi i inteligentni - mile widziani. Pozostałych też nie chciałbym zniechęcać, to bardzo dobra gra, ale... po ciężkim dniu w pracy ja wolę coś łatwiejszego!


Zobacz również