Devastation

To początek wielkiej demolki. Proszę tylko uważać na pancerne szyby.

To początek wielkiej demolki. Proszę tylko uważać na pancerne szyby.

Ileż to razy słyszeliśmy zapowiedzi niesamowitych, niespotykanych nigdzie wcześniej rozwiązań. Efekty wizualne lepsze niż u konkurencji, scenariusz zaskakujący na każdym kroku i najlepszy engine to zwykłe hasła reklamowe nowych gier. Cóż za niefart, że rzeczywistość najczęściej weryfikuje in minus obietnice wydawców, a gry komputerowe, mimo że nie są produktem niezbędnym do życia, to jednak swoje kosztują. W 2 numerze GameStara mogłeś przeczytać zapowiedź Devastation: Resistance Breeds Revolution. Beta zapowiadała się bardzo dobrze.

Miła niespodzianka

Tym razem reklamy nie kłamały. Pełna gra ma prawie wszystkie nowinki, które zapowiadał producent (no, może z wyjątkiem jednego ważnego elementu - o tym dalej). Na dodatek wykonana jest bardzo solidnie. W obecnych czasach, gdy wielkie koncerny poganiają twórców aby robili szybciej, a nie lepiej, nie jest to niestety normą.

Z rewolucyjną pieśnią na ustach

Za chwilę zacznie się Teleranek, a jeszcze tyle roboty przed nami.

Za chwilę zacznie się Teleranek, a jeszcze tyle roboty przed nami.

Fabuła Devastation jest inspirowana cyberpunkową klasyką. Akcja gry rozgrywa się w drugiej połowie XXI wieku. Grathius, jedna z korporacji, używając brudnych metod, wykończyła konkurencję i teraz rządzi światem. W laboratoriach Grathiusa opanowano sztukę manipulowania atomami. Umożliwiło to przywracanie martwych do życia. Jednak każda osoba korzystająca z tej usługi stawała się bezwolną marionetką w rękach koncernu. W ten sposób Grathius zdobył bezgraniczne "zaufanie" i oddanie ogromnej rzeszy ludzi. Jego bezduszni siepacze sieją terror na całej kuli ziemskiej.

Zabawa zaczyna się, gdy niejaki Baxter, oficjalnie pracownik Grathiusa, prywatnie zaś członek ruchu oporu, podkłada ładunek wybuchowy w jednym z laboratoriów. Potem akcja przyśpiesza i nie zostawia ci czasu nawet na chwilę oddechu. W ręce członków ruchu oporu wpada dysk z informacjami kompromitującymi korporację. Rozpoczyna się walka z Grathiusem. Niestety scenariusz, poza pomysłem na wykorzystanie klasycznych motywów z cyberpunka, nie jest rewelacyjny. Słyszałeś już wielokrotnie (choćby w Deus Ex 2 i Red Faction) o złych megakorporacjach i organizacjach, rozwaliłeś też całe tuziny ich sługusów, cyborgów i agentów. To duży minus gry, choć zdarzają się momenty, w których twórcy wykazali się pomysłowością.

Efekty płomieni pierwsza klasa - aż czuć jak gorąco!

Efekty płomieni pierwsza klasa - aż czuć jak gorąco!

Wcielasz się we Flynna, przywódcę rewolty. Walcząc z żołnierzami Grathiusa, lądujesz między innymi na ulicach Los Angeles, na wąskich uliczkach bazaru w Taipei i... w domu wariatów. Fabuła Devastation jest liniowa, ale zadania stawiane przed tobą zmieniają się w miarę rozwoju sytuacji. Są wśród nich ataki na bazy wroga, akcje sabotażowe, odbijanie rewolucjonistów i zdobywanie informacji. Dodatkowo niektóre misje mają ograniczenia czasowe, co zwiększa napięcie. Częste zwroty akcji przedstawione w filmach pomiędzy scenariuszami nie pozwalają ci się nudzić.

Spokojnie jak na wojnie

Devastation to dobry tytuł dla gry, o której właśnie czytasz. Akcja wszak dzieje się w wielkich metropoliach. Ponurą, przygnębiającą atmosferę gry buduje przede wszystkim grafika - ruiny, brud, rdza, wypalone szkielety domów. Grając w Devastation, człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę jak krwawe są walki w mieście. W ciemnych zaułkach bardzo trudno zauważyć ubranych w barwy ochronne żołnierzy. Dla odmiany członkowie ruchu oporu, a w szczególności kobiety, są odziani tak pstrokato i tak dobrze widoczni, że rozgrywka czasami przypomina mecz do jednej bramki. Grafika w Devastation sprawia bardzo dobre wrażenie. Do jej wyświetlania zastosowano silnik Unreala 2. Jest to, przynajmniej do pojawienia się Dooma III, najbardziej zaawansowany program do gier FPP. Tekstury użyte do przedstawienia zdewastowanych metropolii powstały, jak twierdzą autorzy, na podstawie widoków z naszego świata. Rzeczywiście ceglane ściany i gruz na ulicach wyglądają realistycznie, a całość przypomina zrujnowane europejskie miasta podczas II wojny. Przebywając w takiej scenerii, nie można zapomnieć, że każde wyjście na otwartą przestrzeń grozi wystawieniem się na cel dla snajperów. Ratunkiem jest ciche i ostrożne poruszanie się oraz dobra komunikacja z członkami zespołu.

Miejska dżungla po bombardowaniach. Typowy krajobraz w tej grze.

Miejska dżungla po bombardowaniach. Typowy krajobraz w tej grze.

Zastosowanie Karma engine i efektów rag-doll poprawia fizykę świata i sprawia, że truposze padają na ziemię, tak jak powinny. Jedyną nie do końca dotrzymaną obietnicą są tłukące się szyby. Niektóre z nich można zniszczyć, ale inne zachowują się jakby były kuloodporne. Szczerze wątpię, aby takie okna znajdowały się w budynku od dawna wymagającym remontu.

Udźwiękowienie jest na dobrym poziomie. Odgłosy strzałów i okrzyki walczących są... takie, jakie powinny być. Za to jeśli chodzi o muzykę, zastosowano dziwny zabieg. W większości shooterów muzyka przyspiesza w momencie rozpoczęcia się starcia. W Devastation zaś owszem staje się żywsza, ale dopiero w chwili, gdy twój bohater otrzymuje pierwszą ranę w danym starciu. Dziwne rozwiązanie. Najlepsi gracze rzadko usłyszą utwory, a używający cheatów chyba nigdy. Autorzy pomyśleli także o domorosłych melomanach, tudzież kompozytorach. W opcjach dźwiękowych można ustawić odtwarzanie własnej muzyki. Niestety instrukcje dotyczące konwertowania utworów do odpowiedniego formatu są zbyt skomplikowane dla przeciętnego użytkownika. To kolejny minus gry.

Towarzysze broni

W Devastation duży nacisk położono na multiplayer. Oprócz czterech trybów gry wieloosobowej, elementy zabawy zespołowej znalazły się w kampanii dla jednego gracza. Na początku sterujesz Flynnem. Potem pojawiają się współpracownicy. Mniej więcej od połowy gry kierujesz teamem. Boty mają dobrą SI i słuchają się rozkazów. Zdarza się, że ten lub ów zablokuje się w jakimś zakątku, lecz ma to miejsce bardzo rzadko. Dostępne rozkazy to: "atakuj", "broń", "podążaj za" oraz "utrzymuj wskazaną pozycję". Każdy z członków ruchu oporu ma coś w rodzaju osobowości. Objawia się to tym, że strachliwa panienka nie chce biec w pierwszym szeregu, a brawurowego Gusa ciężko zmusić do trzymania warty.

Przeciwnicy nie są mięsem armatnim. Ostrzeliwani chowają się, a gdy mają przewagę, atakują. Nie zdarza się, aby rzucali sobie granaty pod nogi, a w zwarciu używają zabójczo skutecznych shotgunów.

Towarzysząca broń

Devastation
W grze znalazły się wszystkie zapowiadane rodzaje broni. Podzielone na różne kategorie sprawiają, że każdy znajdzie coś dla siebie. Od broni improwizowanej (butelki, sztachety), poprzez pistolety, pistolety automatyczne, śrutówki, karabiny zwykłe i snajperskie, aż po broń nietypową (kusze, pistolety strzelające gwoździami i inne). Świetnym pomysłem jest szczur-robot. Nie dość, że można za jego pomocą przeprowadzić rekonesans to jeszcze jego wybuch potrafi nielicho namieszać w szykach wroga. Krzesłami i beczkami możesz rzucać lub tworzyć z nich barykady.Tak duże zróżnicowanie uzbrojenia oraz scenariusz wymuszają stosowanie odmiennych taktyk. Walczysz zarówno w wąskich uliczkach, jak i na dużych przestrzeniach, między innymi na nabrzeżu portowym. Niespodziewaną odmianą jest misja, w której Flynn daje się zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Nie mając żadnej broni, będziesz walczył sztachetą z sanitariuszami dysponującymi strzykawkami wypełnionymi środkiem odurzającym.

Dewastować?

Oczywiście, że dewastować. Przede wszystkim, dlatego iż gra oferuje zróżnicowane poziomy trudności. Możesz też wybrać tryb zręcznościowy albo realistyczny. W arcade poczujesz się bardziej jak w starych shooterach (tony ekwipunku i amunicji), a w simulation rozgrywka stanie się bardziej realistyczna. Gra jest warta polecenia. Niestety największy minus Devastation to sztampowy scenariusz.


Zobacz również