Do usług

Druga połowa obecnej dekady jest świadkiem gwałtownej zmiany roli Internetu, jakiej mało kto się spodziewał jeszcze kilka lat temu – nasza codzienność komputerowa przenosi się w dużej mierze do Sieci, polegając na rozwijających się błyskawicznie, zintegrowanych usługach.

Druga połowa obecnej dekady jest świadkiem gwałtownej zmiany roli Internetu, jakiej mało kto się spodziewał jeszcze kilka lat temu – nasza codzienność komputerowa przenosi się w dużej mierze do Sieci, polegając na rozwijających się błyskawicznie, zintegrowanych usługach.

Użytkownikom wychowanym na tradycyjnym oprogramowaniu instalowanym w komputerach, przyzwyczajonym do klasycznego Internetu, jeszcze niedawno mogło się to wydawać czymś niemożliwym do zaakceptowania – dzisiaj korzystanie z oprogramowania uruchamianego gdzieś na serwerze i składowanie danych w maszynach oddalonych fizycznie nawet o tysiące kilometrów, nie budzi sensacji. Można bez przesady stwierdzić, że nastąpiła wręcz zmiana paradygmatu w sposobie korzystania z komputera.

Prawdziwego przełomu w mentalności internautów dokonała tu firma Google, która z pozycji producenta najlepszej obecnie wyszukiwarki internetowej wyewoluowała do roli dostarczyciela dziesiątek rozmaitych usług, które wdarły się do naszych komputerów i zastąpiły wiele używanych do tej pory programów.

Podstawowy problem, który trzeba starannie rozważyć, to ocena, w jakiej mierze usługi sieciowe są w stanie zaspokoić nasze codzienne potrzeby. Jest oczywiste, że z samej swojej natury usługi działające w dość surowym otoczeniu przeglądarki internetowej, polegające przede wszystkim na jej zdolnościach do przetwarzania języków skryptowych, nie są w stanie dorównać funkcjonalnością skompilowanym programom instalowanym w lokalnym środowisku operacyjnym, jak Windows, Linux czy Mac OS.

Pakiet biurowy Zoho oferuje wszechstronność narzędzi rzadko spotykaną nawet w programach instalowanych w systemie operacyjnym.

Pakiet biurowy Zoho oferuje wszechstronność narzędzi rzadko spotykaną nawet w programach instalowanych w systemie operacyjnym.

Wydaje się jednak, gdyby wnosić z dyskusji i komentarzy umieszczanych przede wszystkim w blogosferze – najżywszym obecnie forum wyrażania opinii – że przekonanie o naturalnej wyższości tradycyjnego oprogramowania wcale nie musi się przenosić na dokonywane wybory. Przyzwyczajenie wielu osób do tego, że teksty można tworzyć jedynie w takich programach, jak Microsoft Word czy OpenOffice Writer, a do obróbki grafiki koniecznie trzeba sięgać po Photoshopa, zaczyna dość wyraźnie ustępować przeświadczeniu, że program nie musi oferować szczytów funkcjonalności, lecz powinien być jedynie wystarczająco dobry, a więc zaspokajać gros naszych codziennych potrzeb. I w tym miejscu powstaje szerokie pole do popisu dla aplikacji działających online, które ową „wystarczającą funkcjonalność” zapewniają.

Dlaczego w Sieci?

Rodzi się kolejne pytanie, dlaczego korzystać z edytora, programu pocztowego, fotoretuszera czy arkusza kalkulacyjnego działającego bezpośrednio w Sieci, skoro dysponujemy doskonałymi aplikacjami, nierzadko bezpłatnymi, o znacznie większych możliwościach. Wydaje się, że decyduje o tym kilka charakterystycznych cech, które stają się kluczowe dla coraz większej rzeszy użytkowników.

Sieciowy czytnik kanałów informacyjnych pozwala znacznie szybciej dotrzeć do istotnych informacji niż tradycyjne portale internetowe.

Sieciowy czytnik kanałów informacyjnych pozwala znacznie szybciej dotrzeć do istotnych informacji niż tradycyjne portale internetowe.

  • Dostęp do swoich danych z dowolnego komputera i dowolnego miejsca na świecie. Przy coraz większej mobilności użytkowników komputerów i w sytuacji, gdy normą jest korzystanie z maszyny w miejscu pracy lub nauki i w domu, utrzymywanie oddzielnych danych w poszczególnych maszynach staje się kłopotliwe, a synchronizacja danych często niemożliwa. Z kolei praca z notebookiem nie zawsze jest możliwa, a często jest niezbyt wygodna i nie zawsze bezpieczna.
  • Współpraca wielu osób nad dokumentami. Coraz częściej, zwłaszcza w rozproszonych środowiskach korporacyjnych opartych na sieciach rozległych, a nie tylko lokalnych, edycja danych składowanych na serwerach jest nie tylko wygodniejsza, ale nierzadko wręcz konieczna.
  • Ochrona danych przed utratą. Wprawdzie utrata danych spowodowana awarią sprzętu zdarza się dziś rzadko, tym niemniej awaria dysku czy kradzież maszyny może spowodować wręcz katastrofę. Z kolei dane składowane na serwerach są znacznie bezpieczniejsze, gdyż opiekują się nimi fachowcy, zaś stale wykonywane backupy gwarantują, że nawet w razie jakichś kłopotów u usługodawcy zostaną one szybko przywrócone, a ewentualne straty zostaną ograniczone do minimum.
  • Integracja usług. Poszczególne usługi sieciowe są coraz częściej w stanie wymieniać między sobą informacje – szczególną rolę odgrywa tutaj strategia firmy Google, w której integracja jest jedną z kluczowych cech, decydujących o wygodzie pracy.

Właśnie przykładom integracji danych – zapewnianej zresztą przez usługi rozmaitych firm – chcemy się w tym miejscu bliżej przyjrzeć.

Przeglądarka kluczem

Dzisiejszych usług nie sposób oceniać poza kontekstem przeglądarki internetowej. Ich rozwój w ostatnich dwóch latach stał się testem na sprawność przeglądarek, które muszą w tej chwili odpowiedzieć na wyzwanie nowych technik webmasterskich.

Najważniejszą z nich jest kompleks technik o nazwie AJAX (Asynchronous JavaScript and XML czyli Asynchroniczny JavaScript i XML). To dzięki niemu nastąpił renesans języka skryptowego JavaScript, którego sprawne przetwarzanie stało kluczem do efektywnego działania usług.

A z tą sprawnością jest obecnie różnie. Chyba największą porażkę odnotowała przeglądarka Opera, która ma spore kłopoty z obsługą nowoczesnych serwisów, w tym m.in. ze szczególnie ważnymi usługami firmy Google. Za to na czoło zdecydowanie wybił się najnowszy Firefox, w którym radykalnie zwiększono szybkość przetwarzania JavaScript, dzięki czemu jest to obecnie najbardziej efektywna przeglądarka. Podobnym sukcesem pochwalili się na początku czerwca deweloperzy silnika JavaScript o nazwie SquirrelFish, który ma być zaimplementowany w Safari.

Zaczyna się od Gmaila

Najbardziej charakterystycznym przykładem sieciowej usługi jest poczta elektroniczna oparta na przeglądarce. Wprawdzie największą liczbą kont może się obecnie pochwalić portal Yahoo, mający ok. 250 mln użytkowników, jednak to trzykrotnie mniejszy Gmail ( gmail.google.com) jest przedmiotem szczególnego zainteresowania, przede wszystkim ze względu na swoją bardzo rozbudowaną funkcjonalność i możliwość współpracy z innymi usługami firmy Google. Jest ona tak efektywna, iż wielu użytkowników korzysta z możliwości przekierowania innych swoich kont pocztowych na Gmail i pracy wyłącznie za pośrednictwem przeglądarki.

Gmail, choć nie ma oczywiście możliwości Outlooka, doskonale się sprawdza jako dostępne z każdego komputera centrum komunikacyjne.

Gmail, choć nie ma oczywiście możliwości Outlooka, doskonale się sprawdza jako dostępne z każdego komputera centrum komunikacyjne.

Google tworzy otwartą architekturę swoich usług, dzięki czemu możliwe jest budowanie połączeń między nimi. Typowym przykładem usługi firmy trzeciej jest serwis Remember The Milk ( www.rememberthemilk.com), w którym gromadzimy notatki o zadaniach, a który za pomocą specjalnych interfejsów można połączyć zarówno z Kalendarzem Google, jak i pocztą Gmail. Sam Kalendarz, w którym notujemy zdarzenia, nie oferuje funkcji tworzenia zadań do wykonania, a zatem możliwość wykorzystania zewnętrznego serwisu do poszerzenia funkcjonalności obu usług jest bardzo cenny.

W Gmail możemy korzystać z opartej na przeglądarce usłudze Google Talk (znanej też jako oddzielny program), czyli po prostu narzędzia do czatowania – rozszerza to możliwości uzyskania szybkiego kontaktu z naszymi korespondentami. Co więcej, możemy umieścić w blogu specjalny interfejs, który umożliwi kontakt przez Google Talk każdej osobie czytającej nasz blog, nawet gdy nie ma swojego konta w Google.


Zobacz również