Donald Tusk: umowa handlowa ACTA nie będzie ratyfikowana, jeżeli...

Prezes Rady Ministrów, Donald Tusk, przyznał podczas wywiadu w Sejmie, że rozważa odstąpienie od wniesienia porozumienia ACTA do obrad Sejmu, który miałby je ratyfikować. Czy premier faktycznie zmienia powoli zdanie na temat tego kontrowersyjnego dokumentu?

W udzielonym wywiadzie na temat porozumienia ACTA premier Donald Tusk zapowiedział, że do czasu wniesienia go pod obrady Sejmu, poddane ono zostanie wnikliwym badaniom ekspertów. Będą oni "analizowali każdą literkę, aby nie było wątpliwości, czy ACTA wymusza na naszym prawie jakiekolwiek działania, które ograniczą wolność w internecie".

Zapowiedział jednocześnie, że jeżeli by się okazało, iż umowa ACTA faktycznie będzie zagrażała wolności Polaków, jego rząd nie przedłoży jej w Sejmie, co jest równoznaczne z tym, że nie zostanie ona ratyfikowana. Ponadto zaznaczył, że oczekuje od swoich ministrów (Michała Boni i Bogdana Zdrojewskiego) przedłożenia harmonogramu konsultacji w sprawie ACTA i szczegółowych informacji na temat tego, kto brał w nich i kto został słusznie/niesłusznie pominięty.

Czy to oznacza, że Donald Tusk zmienił swoje zdanie na temat ACTA o 180 stopni?

Z pewnością nie. Zapewnił bowiem też, że obecnie, nawet po przyjrzeniu się opiniom prawników, "nie widzi zagrożenia" ze strony ACTA.

Może przejrzy na oczy...

Zapisy zapisami, ale ogromnie poruszył mnie fakt, że Stany Zjednoczone nie zamierzają ratyfikować kontrowersyjnego dokumentu ACTA. Oznacza to więc, że jeżeli w Europie porozumienie zaczęłoby obowiązywać, władze USA jako jego sygnatariusz miałyby dostęp do danych obywateli innych krajów. W drugą stronę niestety nie byłoby to możliwe.

Co więcej, portal WikiLeaks twierdzi, że Stany Zjednoczone naciskały też na to, aby dokument ACTA nie wymagał ratyfikacji przez organizacje międzynarodowe takie jak np. Parlament Europejski.

ACTA to nie tylko...

ochrona praw autorskich tworzących cyfrowe treści programistów, filmowców, czy muzyków. Pełna nazwa tego dokumentu brzmi bowiem Anti-Counterfeiting Trade Agreement, co oznacza, że dotyczy on ogólnie towarów podrabianych. Zapisami porozumienia mogą więc zostać dotknięci wszyscy obywatele krajów ratyfikujących dokument, nawet ci, którzy nie mają dostępu do Internetu.

Interesujący wpis (jego autorem jest Paweł Kwiecień) na ten temat pojawił się na forum TVN24.pl. Poniżej prezentuję go w całości:

A Polska i Polacy to mięso armatnie. I nie chodzi tu bynajmniej o Internet.

Przeczytajcie umowę ACTA. Chodzi w niej przede wszystkim o podrabianie produktów. Wszyscy wiemy, że Chińczycy podrabiają wszystko. A cały świat to kupuje. Pomysł USA jest taki, aby ograniczyć Chinom rynek zbytu, a to osłabiłoby ich pozycję. Zgodnie z ACTA to My poniesiemy koszty tej wojny. Nie kupimy już znamienników tonerów, części samochodowych ani taniej elektroniki. Bo w końcu większość podzespołów elektronicznych zawiera skopiowaną własność intelektualną. Komputer na którym to czytacie jest nielegalny, auto naprawiane nieoryginalnymi częściami jest nielegalne. Dzięki tej umowie można przyczepić się niemal do wszystkiego.

Zainteresujcie się, jakie są relacje USA - Chiny. Pomyślcie jak Wy byście starali się osłabić Państwo w którym mieszka 1/6 ludności świata, które z biednego przekształciło się w ciągu kilkudziesięciu lat w bogate, mające zapędy mocarstwa i posiadające broń atomową.

Takie jest moim zdaniem drugie dno ACTA. Dlatego było trzymane w tajemnicy.

Czy jednak wpis ten nie jest mocno przesadzony? Chyba nie... Weźmy np. pod uwagę fragment o tzw. zamiennikach oryginalnych części samochodowych. Eksperci Fundacji Panoptykon są podobnego zdania (więcej odpowiedzi ekspertów z Panoptykonu na pytania związane z ACTA znajdziecie tutaj).

Powtarzam więc jeszcze raz, może przejrzy na oczy...

Protesty "fizyczne" - Warszawa (wideo)

Zapraszamy do obejrzenia krótkiego filmu z protestów przeciwko podpisaniu ACTA, które odbyły się 24 stycznia w Warszawie. Jego autorem jest nasz kolega z redakcji, Paweł Brągoszewski.


Zobacz również