Dramat w cztery oczy

Zrealizowana jesienią 2000 r. Męska sprawa nie powstała w oparciu o żadną rzeczywistą historię, choć można przypuszczać, że podobne dziecięce dramaty rozgrywają się codziennie w tysiącach polskich domów.

Zrealizowana jesienią 2000 r. Męska sprawa nie powstała w oparciu o żadną rzeczywistą historię, choć można przypuszczać, że podobne dziecięce dramaty rozgrywają się codziennie w tysiącach polskich domów.

Sławomir Fabicki od dawna interesował się kinem społecznym. Jak sam przyznaje, największą inspiracją była dla niego zawsze ulica, codzienne życie, najbliższa rzeczywistość. I właśnie w takiej rzeczywistości umieścił swojego bohatera, zmagającego się z ogromnymi, przerastającymi jego siły, problemami, z przemocą i agresją ze strony dorosłych, od których jest przecież całkowicie zależny. Film Fabickiego i Godfrejowa to zaledwie 26-minutowy zapis trzech dni z życia łódzkiego nastolatka. Poruszający dramat w mikroskali.

Męska sprawa to film dyplomowy zrealizowany za bardzo małe pieniądze. Część kosztów jego realizacji pokrył producent popularnego kleju (jakiego, można zobaczyć w filmie, bo chłopcy grają w koszulkach z jego nazwą), ale i tak sporo trudu kosztowało twórców znalezienie funduszy na przeniesienie materiału z kamery cyfrowej na zwykłą taśmę 35 mm.

Film przez pewien czas nie został w naszym kraju nawet zauważony, miał zaledwie trzy kinowe projekcje i jeden raz wyemitowała go telewizja polska. Jak podpowiadali specjaliści z branży, tym razem zawiniła... krótka forma, do której polski widz nie jest jakoby przyzwyczajony. Kierując się tym faktem (?), osoby odpowiedzialne za dystrybucję filmów i ramówkę w stacjach komercyjnych (czy są jeszcze jakieś inne?) zignorowały dzieło Fabickiego i Godfrejowa. Męska sprawa, pokazywana na festiwalach całego świata, zdobyła tymczasem aż 25 nagród. Otrzymała także nominację do Oscara w kategorii "Krótki film aktorski". Otrzymała ją zresztą tylko dzięki organizatorom nowojorskiego festiwalu krótkich filmów, którzy zgłosili obraz do konkursu.

Ludzie z łódzkiej szkoły filmowej postanowili na własną rękę przeprowadzić lobbing wśród członków amerykańskiej Akademii Filmowej, aby polska produkcja odniosła zasłużony sukces. W opiniotwórczych czasopismach, takich jak "The Variety" pojawiły się ogłoszenia dotyczące filmu. Jak przyznawał sam reżyser, chodziło o to, żeby w świadomości Akademików utrwalił się wzruszający obraz dziecka, żeby umieli bezbłędnie rozpoznawać twarz głównego bohatera i kojarzyć ją z właściwym tytułem.


Zobacz również