Drukarkowy zawrót głowy

Wzrastająca popularność fotografii cyfrowej poprawiła nastroje producentów drukarek atramentowych. Wiadomo, że zarabiają oni nie tyle na samych urządzeniach, ile na sprzedaży tuszu. A tego zdjęcie potrzebuje dużo więcej niż strona tekstowa. Jednak poza wytwórcami drukarek, chętnymi do czerpania korzyści z tej rzeki atramentu, są jeszcze jego niezależni producenci, z którymi walczyć można tylko w jeden sposób: nieustającą zmianą modeli, a w tym pojemników z tuszem. Między innymi z tego powodu liczący się na rynku wytwórcy wymienili w ostatnim roku swoje serie drukarek, niektórzy nawet dwukrotnie.

Wzrastająca popularność fotografii cyfrowej poprawiła nastroje producentów drukarek atramentowych. Wiadomo, że zarabiają oni nie tyle na samych urządzeniach, ile na sprzedaży tuszu. A tego zdjęcie potrzebuje dużo więcej niż strona tekstowa. Jednak poza wytwórcami drukarek, chętnymi do czerpania korzyści z tej rzeki atramentu, są jeszcze jego niezależni producenci, z którymi walczyć można tylko w jeden sposób: nieustającą zmianą modeli, a w tym pojemników z tuszem. Między innymi z tego powodu liczący się na rynku wytwórcy wymienili w ostatnim roku swoje serie drukarek, niektórzy nawet dwukrotnie.

Szybkość i opłacalność

Szybkość i opłacalność

Sukces rynkowy kolorowych drukarek atramentowych trwa już ładnych kilka lat i nic nie zapowiada jego końca. Powtarzają się narzekania na jakość, koszty materiałów eksploatacyjnych, ale technologia nie wykazuje oznak starzenia się. Wręcz przeciwnie - ostatni rok był tak bogaty w nowości jak żaden poprzedni. Niektóre zarzucone wcześniej pomysły powróciły w odkurzonej wersji, ale większość nowinek to poważne zmiany konstrukcyjne. Najbardziej spektakularnie zmieniły się elementy, które wydawały się zbudowane idealnie. Chodzi o nowe - zresztą w obu przypadkach całkowicie różne - rozmieszczenie dysz drukujących w droższych drukarkach Lexmarka (Z55 i Z65) i Canona (S520 i S750), które poza poprawą jakości blisko dwukrotnie przyspieszyły wydruk w gorszych trybach. Niewątpliwie Lexmark dostałby nagrodę dla najbardziej innowacyjnej firmy w tym roku. Dysze, interfejs sieciowy, podwójny podajnik kartek, detektor papieru umieszczony w dużo lepszym miejscu niż w drukarkach HP - to tylko niektóre nowości.

Albo foto albo tekst

Następna istotna zmiana to duża poprawa jakości druku fotografii. Pisaliśmy o tym szerzej przy okazji testu drukarek fotograficznych, zamieszczonego w poprzednim numerze PCWK. Warto przypomnieć, że chodzi o powrót ze sfery zastosowań profesjonalnych do powszechnego użytku sześciokolorowego zestawu atramentów, z CMYK-iem uzupełnionym o dwie rozcieńczone, najciemniejsze (poza czarnym) barwy. Dzięki temu udaje się drukować prawie ciągłe przejścia tonalne, takie jak w tęczy i zdjęciach analogowych. Jak wynika z testu w poprzednim numerze, technikę tę najlepiej opanował Canon, przede wszystkim dzięki bardziej "wodnistym" dodatkowym atramentom, ale także niezwykłym, gwiaździstym w przekroju drukującym dyszom w modelach S820 i S900. Jednak w tych konstrukcjach sześciokolorowych występuje problem z czarnym tuszem (patrz ramka "Atrament"). Albo jest pigmentowy i gorzej miesza się z kolorowymi, albo rozpuszczalny i wtedy wydruki tekstowe nie wychodzą najlepiej. Rozwiązaniem tego dylematu jest używanie, wspólne albo zamienne, dwóch czarnych atramentów opartych na różnych typach barwnika. Na tej zasadzie zbudowano droższe modele HP (5550 i 7xxx), gdzie można zastąpić czarny zestawem foto, ale pamiętamy, że podobny eksperyment z Canonami serii S4x0 się nie udał, pewnie z powodu niechęci użytkowników do zbyt częstego otwieranie pokrywki. Na wszelki wypadek HP szykuje drukarkę siedmiokolorową, z zamontowanymi na stałe dwoma czarnymi kałamarzami. Podobną konstrukcję Epson rzekomo ma już gotową (test przedstawimy w następnym numerze).

Zmiany w konfiguracji kolorowych dysz. Od lewej układ najstarszy, najwolniej
drukujący, w środku - najczęściej stosowany, z prawej - zwierciadlana
konfiguracja Canona, do szybkiego druku dwustronnego.

Zmiany w konfiguracji kolorowych dysz. Od lewej układ najstarszy, najwolniej

drukujący, w środku - najczęściej stosowany, z prawej - zwierciadlana

konfiguracja Canona, do szybkiego druku dwustronnego.

Rodzaj czarnego tuszu nie jest jedynym problemem w drukarkach sześciokolorowych. Zazwyczaj mają one niewiele dysz do drukowania na czarno. Wskutek tego wydruki tekstowe trwają dłużej niż w modelach uniwersalnych, z klasycznym czterokolorowym zestawem atramentów. Nieco niższa jakość i wolniejsze tempo wydruków tekstowych przy bardzo wyrównanej konkurencji spowodowały, że zwycięzcy testu foto z poprzedniego numeru znaleźli się na końcu stawki.

Jeszcze rok temu taka sytuacja nie byłaby możliwa. Uważano wtedy, że czterokolorowa drukarka uniwersalna także jest wystarczająco dobra do zdjęć. Ale dołożenie dodatkowych kilku milionów pikseli w aparatach fotograficznych pozwoliło na jeszcze lepszą jakość, której modele czterokolorowe już nie mogły osiągnąć. W przyszłości jakieś rozwiązanie na pewno się znajdzie, ale dziś za żadne pieniądze nie można kupić drukarki jednocześnie najlepiej drukującej zdjęcia i najszybciej tekst oraz prostą grafikę.

Wśród drukarek droższych wygrał model superuniwersalny, HP 5550, ale tylko dzięki podwójnemu testowi, przeprowadzonemu raz z czterokolorowym, a drugi raz z sześciokolorowym zestawem atramentów. Tekst z sześcioma kolorami drukował się trzy razy dłużej, ale trudniejsza grafika i zdjęcie tylko o 30 procent wolniej. Za to jakość dwóch ostatnich prób była na tyle wysoka, że zniwelowała z nawiązką straty szybkości. Wniosek jest oczywisty - drukarkę należy wyposażać zgodnie z intencjami producenta: w cztery kolory do tekstu i sześć do fotografii. Mniej problemów było z konfiguracją zwycięzcy w kategorii opłacalności, Canonem S750. Dzięki nowej topologii dysz pobił wszelkie rekordy szybkości, ale w najwyższych rozdzielczościach ustępował jakością sześciokolorowym.

Jak testowaliśmy
Testowane drukarki podłączaliśmy do komputera testowego z 320 MB pamięci SDRAM i Celeronem 850 MHz przez gniazdo USB 2.0 w dodatkowej karcie Veriplus BF-460, a w przypadku braku interfejsu USB w drukarce - do złącza równoległego w trybie ECP. Do testu jakości przygotowaliśmy dwa pliki graficzne - bitmapę składającą się z trzynastu różnych fotografii oraz grafikę wektorową, przygotowaną w programie CorelDRAW! (ilustracje) - oraz jeden tekstowy, obficie ilustrowany kolorową grafiką w niskiej rozdzielczości. Na fotografii ocenialiśmy jakość sześciu, a na graficznym ośmiu wybranych, ściśle określonych elementów. Z powodu wyposażenia prawie wszystkich drukarek w funkcje ożywiania barw przestaliśmy oceniać zgodność tzw. trudnych kolorów (skóry, nieba, zieleni) z wzorcem, uważając, że jest to raczej problem regulacji parametrów niż możliwości palety urządzenia. Za to uważniej analizowaliśmy sposób przechodzenia przez delikatne zmiany odcieni w obrębie tych kolorów, głębię czerni, efektywną rozdzielczość pozostałą po symulacji koloru i jej wpływ na zamazywanie szczegółów. Plik przygotowany w Corelu zawiera 17 testów liniowych, testy literowe, tablicę barw oraz test gradientu. W istocie rzeczy analitycznie sprawdzaliśmy te same cechy, które były badane na fotografiach. Ocenialiśmy, jak sobie radzą drukarki z połączeniem wysokiej rozdzielczości (1200 dpi) i symulowaniem skomplikowanych kolorów. Najwięcej potknięć zanotowaliśmy na wzorcach z cienkich linii równoległych, zabarwionych złośliwie wybranym kolorem, nieco odchylonych od kierunku ruchu głowicy. Barwy ocenialiśmy, porównując wydruki z wzornikiem barw Gretag Macbeth. W ten sam sposób ocenialiśmy również neutralność szarości. Współśrodkowe koła służyły do oceny ditheringu w różnych kierunkach. Na przepływach pomiędzy kilku wybranymi kolorami a czarnym lub białym sprawdzaliśmy zakresy minimalne i maksymalne. Analizowaliśmy czytelność tekstu pisanego czcionką różnej wielkości i nachylenia. Tekstu z dużą ilością grafiki pochodzącej z Internetu (ok. 100 dpi) używaliśmy do oceny jakości i szybkości w trybie normalnym. Sprawdzaliśmy ostrość rysunku czarnych liter i grafiki (nasycenie, jednorodność). Na kolorowych rysunkach ocenialiśmy zgodność barw i budowanie kolorów w niskich rozdzielczościach. Test szybkości obejmował próbę silnika, wydruk 10 stron tekstu czarnego i drugiego, obficie ilustrowanego kolorową grafiką, oraz druk fotografii, o której już była mowa. Szczegółowy udział poszczególnych prób zaznaczyliśmy na wykresie. Opłacalność obliczyliśmy, biorąc pod uwagę cenę zakupu, koszty druku mono i w kolorze, pomnożone przez ocenę końcową. Wyniki przeskalowaliśmy tak, aby doskonały produkt uzyskiwał dziesiątkę.

Subprinter

Druk metodą piezoelektryczną

Druk metodą piezoelektryczną

Na przeciwnym biegunie do najdroższych drukarek fotograficznych znajdują się najtańsze modele dla początkujących. Złośliwi twierdzą, że to określenie jest konsekwencją wyższych kosztów atramentu, na których poniesienie można się dać nabrać tylko raz. Rzeczywiście, tusz do wydruków w kolorze kosztuje o 20 procent, a w czerni aż o 50 procent więcej niż średnio w drukarkach droższych. Nie jest to jedyny mankament tańszych modeli.

Okazało się, że niska cena bierze się z mniejszej liczby dysz, niższej rozdzielczości, większych kropli atramentu, braku albo gorszych technologii poprawy jakości. Często są to po prostu starsze wnętrza przebrane w nowe szaty. Przykładem Lexmark Z45, który jest minimalnie zmodernizowanym najlepszym modelem poprzedniej generacji, Z53. Lifting się udał - Z45 wygrał w kategorii opłacalności. Za najlepszy produkt w tej klasie uznaliśmy Canon S300. Górował szybkością i jakością nad konkurencją. Jego słabsze strony to skromne wyposażenie i niewielkie pojemniki z atramentem. I oczywiście brak kilku najnowszych rozwiązań z droższej części serii tego producenta.


Zobacz również