Duke Nukem 3D

Oszałamiający sukces Dooma próbowało powtórzyć wiele firm - długo jednak nikomu nie udawało się tego dokonać. Pojawiające się gry były po prostu od Dooma gorsze - nawet jeśli zawierały jakieś nowatorskie rozwiązania (jak Rise of the Triad firmy Apogee). Potem jednak nastał rok 1996, a wraz z nim na rynku pojawił się Duke Nukem 3D. To właśnie była ta gra na którą wszyscy czekali - lepsza niż Doom, Hexen i Heretic razem wzięte. Oczywiście - Duke Nukem nie pokrólował nam długo, jak na razie zmuszony był odejść w cień przed blaskiem Quake'a, ale i tak jeszcze wciąż gra się weń doskonale.

Oszałamiający sukces Dooma próbowało powtórzyć wiele firm - długo jednak nikomu nie udawało się tego dokonać. Pojawiające się gry były po prostu od Dooma gorsze - nawet jeśli zawierały jakieś nowatorskie rozwiązania (jak Rise of the Triad firmy Apogee). Potem jednak nastał rok 1996, a wraz z nim na rynku pojawił się Duke Nukem 3D. To właśnie była ta gra na którą wszyscy czekali - lepsza niż Doom, Hexen i Heretic razem wzięte. Oczywiście - Duke Nukem nie pokrólował nam długo, jak na razie zmuszony był odejść w cień przed blaskiem Quake'a, ale i tak jeszcze wciąż gra się weń doskonale.

Pierwszą rzeczą która zaskakuje każdego kto grał w Dooma, a uruchomił Duke Nukem jest rozdzielczość. Gra ta bez żadnego problemu potrafi wyświetlać płynny obraz w rozdzielczości 800x600 punktów - i to na komputerze "entry level" za jaki dzisiaj uznaje się Pentium 75. Obraz jest wyśmienity, lepszy nawet niż ten z Quake'a - tekstury wreszcie przestają straszyć wielkimi kwadratowymi plamami kolorów, jedynie potwory i postacie graczy "konstruowane" są z nieprzyzwoicie wielkich pikseli.

Wysoka rozdzielczość to jednak tylko jeden z elementów decydujących o wielkiej atrakcyjności gry. Drugą jest "engine" graficzny - czyli algorytmy sterujące wyświetlaniem obrazu. Wydaje się że pozwala on na zbudowanie wirtualnego świata o dowolnym stopniu komplikacji - w każdym bądź razie z pewnością radzi sobie z wielopoziomowymi pomieszczeniami, wysokimi budynkami, pozwala na oglądanie świata pod dowolnym kątem (czyli na "pochylanie głowy") i z dowolnej wysokości.

Tyle o grafice - resztę można zobaczyć na ilustracjach znajdujących się na tej stronie. Oczywiście nie oddają one w pełni atmosfery gry - są bądź co bądź statyczne - ale i tak widać, że Duke Nukem wygląda świetnie.

Teraz słów kilka o fabule. Nie jest ona specjalnie istotna dla rasowego gracza, który i tak wie, że walczyć będzie musiał z jakąś inwazją. Nie myli się zresztą - w tym bowiem przypadku Ziemia została zaatakowana przez hordy obcych, zaś jedyną jej nadzieją pozostał Duke Nukem. Jego zadaniem będzie zniszczenie najeźdźców poprzez wysadzenie w powietrze co większych miast amerykańskich - tak się jakoś dziwnie składa, że każde posiada ukryty mechanizm samodestrukcji. Każdy poziom kończony jest zatem przez uderzenie pięścią w wielki, czerwony wyłącznik. Po oczyszczeniu Ziemi udajemy się (to już w pełnej, zarejestrowanej wersji gry) w kosmos, by walczyć z wrogiem na stacjach kosmicznych i Księżycu.

Ukończenie każdego z trzech zawartych w grze epizodu daje nam, poza samą satysfakcją, możliwość obejrzenia niezwykle dowcipnych filmów. Pomyślne ukończenie całej gry - cóż, zagrajcie i zobaczcie (a raczej usłyszcie) sami.

Broń którą "trzymać" będziemy w rękach jest znacznie bardziej urozmaicona niż ta znana z Dooma - jest poza tym znacznie lepiej animowana, tak że nawet strzelanie z pistoletu może przynosić dużą satysfakcję. Do naszej dyspozycji stoi poza tym karabin maszynowy, dwururka, dwie wyrzutnie rakiet, a także bronie "zabawowe" - zamrażarka (zamrożoną postać możemy kopniakiem rozbić na kawałki, a la Terminator II) i zmniejszarka (tutaj z kolei wrogów czeka w końcu rozdeptanie). Znajdziemy także broń pozwalającą na wykorzystanie naszych umiejętnmości taktycznych - zdalnie odpalane granaty (można na raz rzucić więcej niż jeden) i inteligentne miny z czujnikiem laserowym. Cały ten arsenał pozwala na dokonanie niezgorszego spustoszenia - a efekty wybuchów są tutaj niezwykle plastyczne. Do tego dochodzi oczywiście jęk wrogów i tryskająca wszędzie krew (spływa nawet po ścianach) - gra jest chyba jeszcze bardziej brutalna niż Rise of the Triad, do którego doskonale pasowało powiedzenie "ręka, noga, mózg na ścianie".

Najprzyjemniej zagrać w Duke Nukem z kolegą - wykorzystując sieć lokalną możemy grać nawet w osiem osób, dostępne jest także połączenie modemowe i poprzez kabelek. Możliwa jest "rozmowa" poprzez sieć co pozwala na koordynację walki zespołowej. Niestety - nie można zmieniać dowolnie koloru koszulek.

Dla fanatyków przeznaczono opcję TEN (czyli Total Entertainment Network) pozwalającą na grę poprzez Internet. Ma ona jednak jedną, za to poważną wadę - jest płatna. Cóż...

Jeśli akurat wszyscy nasi znajomi wyjacheli i nie mamy z kim zagrać, to trzeba walczyć z potworami "komputerowymi". Algorytmy sztucznej inteligencji ustępują co prawda tym zawartym w Quake'u, ale niewiele. Potwory potrafą "wyczuć" naszą obecność i znienacka nas zaatakować, w bezpośrednim starciu wykonują też uniki, a nie tylko strzelają z jednego miejsca.

Największymi przeciwnikami gracza są tutaj jednak nie sterowane przez komputer kreatury - szczególnie jeśli zrobimy użytek z tajnych kodów, których krótką listę podajemy obok. Najwięcej trudności sprawia mnogość kluczy, wind, przełączników, pojazdów (tak, tak - można tu pojeździć nawet metrem), zapór siłowych i bóg wie czego jeszcze. Zdarzają się wyłączniki "szyfrowe" w których musimy odgadnąć właściwą kombinację przycisków. Wiele czasu zapewne też można stracić szukając tajnych przejść - do ukończenia niektórych poziomów niezbędne jest nawet poddanie się działaniu promienia zmniejszającego i czasowe zamienienie się w krasnoludka. Często na rozwiązanie tych zagadek jest bardzo mało czasu - jeden z poziomów rozpoczynamy we wnętrzu uszkodzonej łodzi podwodnej, do której wciąż wpływa woda!

Aby pomyślnie ukończyć grę trzeba będzie zapewne skorzystać z wielu dodatkowych urządzeń. Duke może posługiwać się plecakiem odrzutowym (tak, tak - można tu sobie polatać) akwalungiem i butami kwasoodpornymi. Przydatna może też okazać się przenośna apteczka, sterydy (ich spożycie powoduje czasowe przyspieszenie biegu) czasem też noktowizor. Co do akwalungu - pływać i nurkować można i tak, ale bez tego urządzenia szybko zaczniemy się dusić. Godne podziwu jest zresztą dość dokładne ostworzenie zachowania przedmitów w wodzie - wyrzucane granaty odpływają, poczym zaczynają opadać na dno, podobnie dzieje się z zamrożonymi potworami. Duże wrażenie robią też odgłosy wydawane przez Duke'a podczas wchodzenia i wychodzenia z wody.

Programiści zadbali w Duke Nukem o wiele drobiazgów. I tak - nasz bohater odbija się w lustrach, które z kolei trafione rakietą rozpadają się na tysiące kawałków. Pociski zostawiają ślady na ścianach, zaś buty Duke'a - ślady na podłodze. Spotykane czasem beczki z paliwem trafione przypadkowym pociskiem wybuchają z ogłuszającym grzmotem. Spotykane czasem panie lekkich obyczajów możemy poczęstować szeleszczącą gotówką, telefony dzwonią, obcy (jak sam Duke) korzystają z toalet... Uff...

Takich "smaczków" jest tu wiele - widać zresztą, że twórcy Duke Nukem 3D nie starali się z niej uczynić gry tak śmiertelnie poważnej jak Doom. Na jednym z poziomów możemy zresztą znaleźć ciało komandosa znanego wszystkim miłośnikom Dooma i wysłuchać komentarza na jego temat. Duke komentuje zresztą wiele różnych zdarzeń, zaś jego z lekka zachrypnięty głos podobać się powinien miłośnikom filmów akcji.

Mimo tych wszystkich różnic Duke Nukem pozostaje grą "z gatunku". Dystrybuowany jest, podobnie jak Doom i Quake, jako shareware, szybko rośnie też liczba jego miłośników tworzących przeróżne edytory poziomów i poprawki programowe.

Na nieszczęście swych twórców z firmy 3D Realms, Duke pojawił się nieco zbyt późno by podbić serca wszystkich miłośników Dooma - zostały one bowiem zawładnięte przez Quake'a. Firma przygotowuje już jednak następcę Duke'a - grę o nazwie Prey, o której z uznaniem wypowiadają się nawet programiści id Software.

Tajne kody

DNSTUFF - Wszystkie bronie, klucze i amunicja do pełna

DNCORNHOLIO - nieśmiertelność

DNCLIP - możliwość "przenikania przez ściany"

DNCASHMANDUKE - przy każdym naciśnięciu spacji Duke rozrzuca wokół siebie banknoty


Zobacz również