Dwadzieścia lat minęło

Rzeczywiście minęło jak jeden dzień. Media nie dały zapomnieć, że to już dwadzieścia lat temu pojawił się Macintosh.

Rzeczywiście minęło jak jeden dzień. Media nie dały zapomnieć, że to już dwadzieścia lat temu pojawił się Macintosh.

Nawet Apple odkurzył oryginalną reklamę, nieco ją modyfikując: miotaczka ma iPoda przyczepionego w pasie (por. dzisiejszą wersję http://www.apple.com/hardware/ads/1984 oraz oryginał http://www.esm.psu.edu/Faculty/Gray/movies.html ). Niestety, wydaje się, że od początku nad tym komputerem zawisła jakaś klątwa medialna. Ktokolwiek bowiem brał się do pisania lub prezentowania Macintosha, przesadzał w chwaleniu albo w ganieniu, tak skrajne emocje wywoływało to urządzenie. Doskonale pamiętam pierwszy opis makowych programów w piśmie Byte: dużo zrzutów ekranowych, ale mało precyzji w analizie, co naprawdę można z tym fantem zrobić. Efektem wtórnym był humorystyczny zrzynek w polskiej Informatyce: te same reprodukowane obrazki, ale tekst kompletnie bez sensu, bo autor nigdy nie widział prawdziwego Macintosha ani myszki. Dziś jest jeszcze gorzej.

Najlepsza stacja informacyjna w telewizji nie pokazała oryginalnego 128, tylko SE, Classic oraz nie wiadomo dlaczego Portable, ( http://www.cnn.com/2004/TECH/ptech/01/23/mac.birthday ). Podejrzewam, że redaktor prowadzący dział technologii obdzwonił znajomych, aby wyciągnęli, co tam znajdą w piwnicach. A przecież np. MoMa ( http://www.apple.com.pl/kuba/moma.html ) jest jedną z mniejszych kolekcji starych komputerów Apple'a i ten model ma. Nie wątpię, że i w okolicach Atlanty bez problemu można znaleźć działające Macintoshe z roku 1984.

W Polsce oczywiście trudniej byłoby zrobić podobny pokaz, ale nie to jest powodem mojej głębokiej frustracji. Krótki przegląd polskiej prasy dostępnej na sieci w rocznicowym miesiącu ujawnił takie kwiatki, jak opis rywalizacji Gatesa i Jobsa w tygodniku Wprost ( http://www.wprost.pl/ar/?O=54364 ), podparty analizą historii upadków firmy Apple opowiedzianą w sposób łopatologiczny, jak dla debili. Nie lepiej popisał się Computerworld felietonem ( http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=37661 ) o tym, jak naiwni i nieodpowiedzialni inwestorzy firmy Apple okazali się frajerami, bo finasowali wątpliwy produkt. Oczywiście powinni byli inwestować w Microsoft... Swoiste szczyty rzetelnego dziennikarstwa osiągnięto w Polityce, opisując nowy superkomputer Cray X1, zakupiony dla Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania, zapominając podać, ile ów komputer kosztował oraz jaki jest jego ranking w porównaniu z komputerem zestawionym z Maców G5 na politechnice w Wirginii ( http://polityka.onet.pl/162,1145788,1,0,artykul.html , por. http://www.top500.org/list/2003/11 ).

Na szczęście honor polskich mediów obronił Darek Ćwiklak, publikując w "Gazecie Wyborczej" rzetelny artykuł o problemach i sukcesach Apple'a ( http://www1.gazeta.pl/metroon/1,0,1870986.html ). Niestety, nawet on podając wiadomość, że w oryginalnym zespole twórców Macintosha była córka znanego polskiego reżysera Jerzego Hoffmana, nie poszedł za ciosem i nie przeprowadził wywiadu z panią Joanną, choć pewnie korzystając z zaplecza gazety mógł trafić do niej bez problemu. Tak na marginesie: przeszukanie Internetu ujawniło, że Joanna Hoffman była świeżo upieczoną absolwentką archeologii, interesującą się dawnymi sposobami pisania (ikony), która po rewolucji imamów w Iranie zmuszona była opuścić tamtejsze tereny wykopalisk. Byłoby ciekawe dowiedzieć się szczegółów jej zatrudnienia w Apple'u przez Jeffa Raskina, który czasami nazywany bywa dziadkiem Macintosha. To ona pierwsza spisała Macintosh Human Interface Guidelines ( http://developer.apple.com/documentation/mac/HIGuidelines/HIGuidelines-2.html ), do dziś podstawę porządnego programowania systemowego, której brak na platformie Windows masy doświadczają na co dzień. Interesujące jest też, że szefowa marketingu Macintosha była wielką zwolenniczką lokalizacji. Niestety, nie pomyślała o polskich znakach w podstawowej tablicy kodowej, za co przyszło nam w kraju płacić dwudziestoletnią katorgą konwersji plików. Wreszcie to ona spowodowała, że powstało macintoshowe konsorcjum uniwersyteckie, za co osobiście jestem jej niezmiernie wdzięczny, bo dzięki owemu programowi tańszego zakupu komputerów mogłem wejść w posiadanie pierwszego Macintosha, co odmieniło moje życie na zawsze.

No właśnie, czy Macintosh rzeczywiście był przełomem, zmieniającym świat? Niewątpliwie spowodował on powstanie sekty wielbicieli, i jak to z sektami bywa, głośnej w autoreklamie oraz w potępianiu wroga-szatana. Tu zresztą nastąpiła znacząca zmiana, bo oryginalny Wielki Brat z reklamy "1984" miał symbolizować IBM, dopiero znacznie później za okularami dopatrzono się Gatesa, choć z równym powodzeniem mógł to być Jaruzelski. Czy jednak Macintosh był rewolucją? Na pewno nie na skalę Walkmana, choć o tym urządzeniu nikt nie pisze rocznicowych artykułów ani nie zna jego twórców poza szefem Sony, który podobno miał nalegać na stworzenie przenośnego odtwarzacza muzyki. Myślę, że Macintosh to komputerowy odpowiednik Volkswagena, a Steve Jobs jako jego ojciec duchowy dobrze koresponduje z Ferdynandem Porsche. Obaj potrafili przekonać rynek do konstrukcji, które z punktu widzenia inżynierskiego nie miały większego sensu i zostały z czasem zarzucone. Myślę tu o systemie chłodzenia, jednym modelu, łatwości obsługi i przeznaczeniu dla mas "for the rest of us". Różnica jest taka, że Porsche po wojnie musiał tłumaczyć się ze współpracy z nazistami, zaś Jobs znalazł się na liście ludzi, którzy rządzą światem ( http://polityka.onet.pl/top2003/lista.html ), wyprzedzając m.in. red. Michnika, co zdaje się być dużym zaszczytem dla tego drugiego ( http://polityka.onet.pl/top2003/nominowani.html ).

Zobaczymy, czy za pięć albo trzydzieści lat ranking utrzyma się.

Ja tam wierzę w Jobsa!


Zobacz również